Zawód kolorystka - wywiad z Sandrą Kpodonou

Sandra Kpodonou zajmuje się koloryzacją włosów. Pracuje na naturalnych kosmetykach, potrafi wyprowadzić na prostą włosy z najgorszych przypadków, choć zdarza jej się, że odsyła klientki do domu i odmawia współpracy. W rozmowie z vumagiem zdradza nam, co i dlaczego jest już passé i co będzie liczyć się w tym sezonie.

Foto: Levi's

Michał Koszek: Pamiętasz swoje pierwsze eksperymenty z farbą?

Sandra Kpodonou: Jako nastolatka zaczęłam obcinać koleżanki i wpadłam na pomysł, żeby zostać fryzjerką. Dopiero później dojrzałam do tego, żeby skupić się na koloryzacji. Na początku nie miałam pojęcia o farbowaniu. Gdy w końcu się przełamałam, poznałam techniki, które pozostawały w zgodzie ze mną, a zawód przerodził się w pasję.

Na czym polegają techniki, którymi posługujesz się podczas koloryzacji?

Maluję włosy bez użycia folii aluminiowych, przez co nie palę włosów, bo nie dopuszczam ich do wysokiej temperatury. Delikatnie maluję refleksy, wówczas kolor wygląda naturalnie. Dobrze dobrany, jest dla moich klientek najważniejszy.

Jakich kosmetyków używasz?

Tylko naturalnych, marki Davines. Nie ma w nich żadnych konserwantów – w tym parabenów i silikonów, dzięki czemu kolor jest lepszy. Ekologicznie przygotowany, wymaga dobrej pielęgnacji. A dobra pielęgnacja musi odbyć się bez chemii. Ona zdziera pigmenty i powoduje, że kolor wypłukuje się, spada z włosa i nie daje nawilżenia.

Najważniejsze, żeby dbać o włosy. Czasem przychodzą do mnie panie na kolor, a ja odsyłam je do domu, radzę kupić odżywkę i szampon i proszę o powrót za miesiąc lub dwa. Mogę nadać kolor tylko zdrowym włosom. Nie jest sztuką zrobienie koloru ot tak, „na dzień dobry”. Sztuką jest, żeby kolor po dwóch miesiącach wyglądał dobrze i miał połysk. A za to odpowiadają kosmetyki.

Co takiego mają w sobie ekologiczne kosmetyki, czego nie mają zwykłe?

One po prostu nie oszukują klienta. Wiele firm rozpisuje się na temat swoich kosmetyków, a w ich środku i tak znajdują się substancje, które niszczą włosy i nie pozwalają ich dobrze nawilżyć. Łatwo to zauważyć w praktyce. Naturalne kosmetyki na początku nie sprawią, że włosy ulegną diametralnej różnicy, ale po czasie spowodują, że będą dużo zdrowsze. Nic nie regeneruje się od razu. Na dojście do efektu trzeba być cierpliwym. Większość kobiet oczekuje jednak, że efekt przyjdzie od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odmawiamy takim paniom. Nie zależy mi na jednorazowych strzałach – chcę, żeby moje klientki były zadowolone z naszych usług przez lata.

Ile potrzebujesz, żeby wyprowadzić na prostą włosy, które znajdują się w katastrofalnym stanie?

Minimum pół roku. Zawsze w takich przypadkach proponuję trzy koloryzacje, raz na dwa miesiące. Im częściej i więcej koloryzacji, tym gorzej. Wtedy włos wypuszcza kolor i matowieje, a panie krążą w kółko, szukają nowych kosmetyków i rozwiązań, co w ogóle nie pomaga włosom.

Jaka jest największa metamorfoza, którą przeprowadziłaś na klientce?

Najbardziej lubię przejścia z długich włosów na krótkie. Jednak nic na siłę. Do krótkich włosów trzeba dojrzeć – wiedzieć, dlaczego się je chce. Lubię, gdy klientka jest świadoma zmian, jakie chce wprowadzić. A najlepsze momenty są wtedy, gdy ktoś stopniowo oswaja się z nowym wizerunkiem i zaczyna się sobie podobać.

Lubisz eksperymentować?

Nie. Zarówno ze swoją fryzurą, jak i fryzurą klientek. Farbuję się na blond albo ciemno. Kombinuję za to z długościami. Miałam już wszystkie długości, od włosów po pas po ogoloną na zero głowę.

Gdy pierwszy raz zobaczysz klientkę, wiesz już, co będzie dla niej najlepsze?

Raczej tak, aczkolwiek staram się unikać kompromisów i działać tylko w zgodzie ze sobą. To dlatego nie zafarbuję włosów na czarno albo na ognisty rudy. Trafiają jednak do nas kobiety, którym zależy na naturalności, więc zazwyczaj wiemy, czego szukać. Operuję tylko naturalnymi kolorami, takich, w których człowiek się rodzi – odcieniami brązu, blond i złota. Zależy mi na tym, żeby wszystko było proste, zbliżone do koloru skóry i oczu.

Jak należy dbać o włosy?

Zalecam naturalne szampony i odżywki i raz w tygodniu maskę na noc, po myciu. Włosy z nałożoną maską należy spleść w warkocz i zmyć rano zimną wodą. Nie jestem zwolenniczką niezliczonej liczby kosmetyków i stylizacji. Najważniejsze, żeby włos był dobrze odżywiony.

Jaki jest największy obciach, który widzisz na ulicy?

Ombre. Nigdy nie było fajne. A oprócz tego jednolite, zbyt ciemne kolory, ciemniejsze niż brwi, które powinny być wyznacznikiem do koloru.

A jakie są teraz trendy w koloryzacji?

Nigdy ich nie śledziłam, bo każdemu pasuje co innego. Fajne jest jednak to, że moda na włosy jest bardziej otwarta, a naturalność bardziej pożądana. Kiedyś wszystkie kobiety leciały do tego samego fryzjera, bo chciały mieć włosy jak, chociażby, Victoria Beckham, która wylansowała boba. Dzisiaj panie nie chcą wyglądać tak, jakby właśnie wyszły z wizyty w salonie. Liczy się przede wszystkim naturalność.

Po czym poznać dobrego kolorystę?

Przede wszystkim po tym, że potrafi odmówić, gdy wie, że propozycja klienta zaszkodzi jego włosom, kiedy odsyła i prosi o powrót za jakiś czas, ale jednocześnie daje wskazówki, co w tym czasie zrobić.

Z jakimi reakcjami spotykasz się, gdy mówisz klientkom, żeby wróciły za miesiąc?

Zazwyczaj są w szoku, bo nikt im nigdy nie odmówił. Ale wracają, bo wiedzą, że nie zrobimy im krzywdy.

Miejsce, w którym pracujesz, nie ogranicza się do funkcji salonu fryzjerskiego. Jakie ma dla ciebie znaczenie?

Dzielę przestrzeń ze Svetlaną, która zakłada rzęsy, w innym pomieszczeniu szyję ubrania, a niedługo otworzymy stanowisko z manicure’em. Nie traktuję tego miejsca jak salonu, a jak pracownię. Jestem z nim bardzo związana, nawet mieszkałam tu, zanim przerobiłam je na pracownię. Chcę też, żeby klientki czuły się tu jak u siebie. Nie reklamujemy się, nie mamy szyldu – zależy mi na ludziach i ich energii. Moje klientki są dla mnie bieżącym źródłem inspiracji.

Tematy:

Nieprawidłowy email