Opalanie na zawołanie!

Uwielbiam mieć oliwkową karnację, co w naszej szerokości geograficznej bywa sporym wyzwaniem. Zamiast jednak narzekać na pogodę czy chodzić do solarium (brrr!), sięgam po samoopalacze i balsamy brązujące. Przetestowałam ich w życiu naprawdę sporo, więc mogę zdradzić wam sekrety idealnego (samo)opalania i przedstawić moje osobiste samoopalające hity.

Foto: istock

KOLOR

Coraz więcej firm wprowadza produkty zapewniające różne odcienie opalenizny: jasny, ciemny, a czasami i średni. Z mojego doświadczenia wynika, że takie rozróżnienie nie bardzo ma sens. Nawet jeśli jesteś bardzo bladą blondynką, samoopalacz w jasnym odcieniu nie jest najlepszym wyborem. Dlaczego? Bo nada skórze nienaturalny żółty, ewentualnie pomarańczowy odcień. Jeśli zależy ci na opaleniźnie co najmniej jak po weekendzie nad morzem, wybieraj tylko odcienie ciemne. Gwarantują złocisto-brązową opaleniznę.

ZAPACH

Coś za coś. Jeśli sięgnęłaś po samoopalacz, musisz pogodzić się z tym, że jego charakterystyczny zapach się pojawi. Tak pachnie substancja, która nadaje kolor skórze. Niektóre samoopalacze pachną intensywniej, inne mniej – warto znaleźć taki, który ci odpowiada, a potem się go trzymać. Ja zawsze samoopalaczem smaruję się na noc. Zasypianie nie jest może specjalnie komfortowe, ale przynajmniej nie męczę otoczenia wątpliwym aromatem swojej opalenizny. Po porannym prysznicu – nieco dłuższym niż zazwyczaj i z aromatycznym olejkiem – woń staje się niemal niewyczuwalna. A gdy nie jestem w stanie znieść nawet myśli o zapachu samoopalacza (są takie dni), sięgam po krem koloryzujący, który równie ładnie, tylko że mniej trwale, przyciemnia skórę.

Foto: istock

SMUGI

To kwestia wprawy. Ale i odwagi. Samoopalacz trzeba naprawdę intensywnie wmasować w ciało, by równomiernie rozprowadzić go na skórze. Delikatne posmarowanie się i czekanie, aż się wchłonie to gwarancja zacieków i plam. Uwaga! Samoopalacz należy też nakładać na suchą, speelingowaną i niczym nieposmarowaną skórę. Nie ma mowy o  balsamie przed – z wyżej wymienionych powodów. Wreszcie, jest mały trik, który ułatwia równomierną aplikację. Marka Vita Liberata ma w ofercie specjalną rękawicę z gąbki, dzięki której staje się to możliwe. Ja sięgam po… gąbkę do mycia naczyń. Naprawdę świetnie rozprowadza samoopalacz na skórze, a do tego pozwala uniknąć zabrudzenia rąk i paznokci.

CIEMNIEJSZE ŁOKCIE I KOLANA

Skóra jest na nich bardziej sucha, więc intensywniej chwytają kolor. Po aplikacji samoopalacza przejedź po nich wilgotną gąbką, a problem zniknie.

MOJE ULUBIONE SAMOOPALACZE

Foto: Materiały prasowe Samoopalacze

1. Pianka samoopalająca Vita Liberata kolor RICH

Absolutnie najlepsza. Nadaje skórze głęboką opaleniznę, której odcień – co ważne – nie wpada w żółty, a w bardzo naturalny brąz. Nie poraża też mocnym zapachem samoopalacza, który utrzymuje się na skórze tylko do pierwszego prysznica. Smaruję się pianką na noc i problem z głowy. Za jej pomocą naprawdę można uzyskać opaleniznę bez zacieków i smug, co pewnie jest zasługą piankowej konsystencji. Ma też brązowy kolor, więc już w momencie aplikacji można wyłapać wszelkie plamy i zacieki, a następnie odpowiednio je skorygować. Minus – szybko mi się skończyła. Ale może to dlatego, że tak zachwyciłam się jej działaniem, że stosowałam ją praktycznie co tydzień. Bo mniej więcej przez tydzień efekty jej działania widać na skórze (producent obiecuje 2).

2. Samoopalacz w sprayu Brazilian Tan Airbrush Rodial

Do opalania natryskowego przekonywać mnie nie trzeba i gdyby nie ograniczenia finansowe poddawałabym się mu regularnie. Dlatego z dużą nadzieją sięgnęłam po samoopalacz w sprayu Rodial i… zupełnie się nie zawiodłam! Aplikacja jest megawygodna, a kolor – idealny. Identyczny z tym, który przywiozłam z Bali. Zastrzeżenie mam jedynie do zapachu – bardzo intensywnego. No i trochę upaćkałam sprayem łazienkę :).

3. Brązujący balsam do ciała pod prysznic Lirene

Z drżeniem rąk sięgnęłam po ten samoopalający balsam do ciała, który nakłada się na mokrą skórę pod prysznicem, a po kilku minutach spłukuje. Jest z tym trochę zachodu, ale podjęłam wyzwanie. I nie żałuję! Balsam ma biały kolor, który intensywnie rozmasowałam na skórze, nawet gdy teoretycznie powinnam dać mu te kilka minut na działanie. Wszystko, by tylko uniknąć zacieków. Opalenizna pojawiła się stopniowo i jest złocista. Zapach samoopalacza – niemal niewyczuwalny. Fajnie. Z powodu dłuższego czasu aplikacji polecam go jednak na leniwe niedzielne poranki.

BALSAMY KOLORYZUJĄCE – genialna sprawa.

Nadają skórze ciemniejszy odcień bez przykrego zapachu samoopalacza. Jedyny minus jest taki, że mają ograniczoną trwałość – do pierwszego prysznica.

Foto: Materiały prasowe Balsamy koloryzujące

1. Tinted Self Tan Lotion Vita Liberata Medium

Wbrew nazwie, nie jest to balsam samoopalający, tylko koloryzujący. Zmywa się po pierwszym prysznicu, za to zupełnie pozbawiony jest przykrego zapachu samoopalacza. Już ten fakt by wystarczył, bym pokochała go bezgraniczną miłością. Balsam ma jednak jeszcze inne zalety. W kilka sekund nadaje mojej skórze dość mocny, „włoski” odcień opalenizny. Na tyle naturalny, że potrzeba wystawienia ciała na słońce, która zazwyczaj pojawia mi się o tej porze roku, wydaje mi się absurdalna. Jest wodoodporny – w momencie aplikacji zasycha na skórze i pozostaje na niej w niezmienionej formie do końca dnia. Do tego kompletnie się nie lepi. W ogóle nie mam poczucia, że jestem wysmarowana czymś barwiącym.

2. Rozświetlacz do ciała Wash Off Instant Body Glow St.Tropez

Po ten kosmetyk sięgam zawsze przed wielkim wyjściem. Wyraźnie przyciemnia skórę, ale to nie wszystko. Nadaje jej również świetliste, złociste wykończenie – dzięki zatopionym w nim bardzo dyskretnym drobinkom. Dzięki temu nogi stają się seksownie nabłyszczone – super! Lubię też jego delikatny pudrowy zapach.

3. Krem CC do ciała Bielenda CC Color Control

Kiedyś zachwyciła się nim sama Justyna Steczkowska. Ale uwaga, nie jest to kosmetyk przyciemniający, a bardziej wyrównujący kolor ciała, trochę na zasadzie podkładu. Idealnie tuszuje drobne popękane naczynka czy ślady po goleniu, dając efekt nieskazitelnej skóry. Mam do niego tylko jedno zastrzeżenie, które akurat niektórym z Was może się spodobać. Oprócz barwiących pigmentów, preparat zawiera też opalizujące, niebiesko-różowe drobinki, które są bardzo widoczne w ostrym słonecznym świetle. A ja jestem fanką naturalności, choć z odrobiną wspomagania.

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze

~Ewa : Również polecam st.moriz. Mam samoopalacz w piance, w połączeniu z rękawicą efekt jest po prostu mistrzowski. Nie ma pomarańczowych plam czy coś. Czy jakiś zacieków. O tym zapomniałam już dawno. Kupiłam też od nich bronzer do twarzy.
26 lut 12:43 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~wsiwoy : Samoopalacze nie dają ochrony przed nadmiernym promieniowaniem UV
31 maja 16 09:15 | ocena: 75%
Liczba głosów:4
75%
25%
| odpowiedzi: 1
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Anika do ~Ewa: No właśnie słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat tych samoopalaczy z St. Moriz, bo lubię być opalona, ale obawiałam się, że będę miała nienaturalny odcień. Muszę w takim razie wybrać się do Douglasa i kupić :)
26 lut 20:25
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~marchewa : Ja używam musu samoopalającego z St. Moriz, jak dotąd nic lepszego nie znalazłam i pewnie już nie znajdę. Bo bardzo łatwo się rozprowadza, efekt jest na prawdę naturalny, a dodatkowo skóra nawilżona.
12 lut 19:05
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Anna : Pytqnie do podpunktu 1. : Pianka samoopalająca Vita Liberata kolor RICH. na opakowaniu jest napisane że to pianka do stosowania na twarz, ponadto kolor to nie RICH tylko Light (widnieje na opakowaniu produktu). Trochę to nieklarowne
8 sie 16 13:15
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~jula : CC od Bielendy rządzi!! :D
3 cze 16 15:25
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Olka do ~wsiwoy: a kto tu powiedział, że w ogóle mają dawać. Nie takie jest ich zadanie...
31 maja 16 15:22 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~witold : photoshop
31 maja 16 09:12
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Stefan : To jest test samoopalaczy
31 maja 16 07:18 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email