Pocztówka z Paryża: podsumowanie tygodnia mody w Paryżu

Paryski fashion week zamknął miesiąc modowego szaleństwa. Miłośnicy mody zaczęli wyprawę po świecie trendów w Nowym Jorku, zakończyli ją w Paryżu. A jaką wizję mody promują w tym sezonie projektanci prezentujący swoje kolekcje we Francji? Przede wszystkim: egalitarną, wygodną i garściami czerpiącą z kultury i wzornictwa z całego świata. Przeczytajcie podsumowanie Paris Fashion Week przygotowane przez Olę i Dagmarę.

fot. Dagmara Radzikowska

Paris Fashion Week dobiegł końca. Tym samym szalony miesiąc codziennych pokazów, setek sylwetek i nieskończonej ilości trendów mamy już za sobą. Można odetchnąć i na spokojnie przyjrzeć się wszystkim kolekcjom na jesień – zimę 2015/16 i znaleźć to, co podoba nam się najbardziej. My już wybrałyśmy. Spośród zaprezentowanych w Paryżu propozycji naszą uwagę szczególnie przykuły cztery zjawiska, które uważamy za najważniejsze momenty Paris Fashion Week.

Etno i folk

fot. Getty Images

Motywy etno nigdy nie wychodzą z mody. Zmieniają się tylko kierunki, w które spoglądają projektanci. Raz inspirują się tradycyjnymi strojami z Azji, innym razem puszczają oczko w kierunku miłośników flamenco i Półwyspu Iberyjskiego. Tym razem w modzie czuć fascynację Ameryką. Na wybiegu Sacai i Kenzo pojawiają się pasiaki rodem z Peru czy Meksyku (ale też przypominające polskie, tradycyjne stroje ludowe). Z kolei Chloe łączy klasyczny francuski szyk z patchworkami, jakie dwieście lat temu pieczołowicie tworzyły kobiety z południa Stanów Zjednoczonych. Technika łączenia kawałków materiału była wcześniej wykorzystywana przez Indian w Ameryce Północnej. Ale ich kultura kojarzy nam się przede wszystkim z surowymi, niewyprawionymi skórami i najbardziej rozpoznawalnym elementem mody boho / folk czyli frędzlami. Te nadal są wszędzie. Czy to na torebkach czy przy delikatnych bluzkach. Jeśli skóra to w wersji zamszowej jak na wybiegu Lanvin czy Chloe gdzie pobrzmiewają echa kultury mongolskiej czy tatarskiej.

Projektanci kochają Azję i nigdy nie zrezygnują z delikatnych jedwabiów, które tym razem uwodzą pastelowymi kolorami jak w kolekcjach Lanvin czy Aganovich. Nieco bliżej Europy są uwielbiane przez Rosjan futra i ciężkie żakardy. Futrzane elementy: kołnierze, mankiety, wykończenia są widoczne absolutnie wszędzie. Jeśli więc możesz zainwestować w tylko jeden element garderoby na przyszłą jesień, niech to będzie futro. Ekologiczne lub naturalne – wszystko zależy od twoich przekonań i zasobności portfela. Ale jedno jest pewne. Nadchodząca zima to okazja by spełnić swoje marzenia o luksusie rodem z „Dynastii” i otulić się ciepłym, miękkim futrem.

Sacai fot. Getty Images
Hermes fot. Getty Images
Sacai fot. Getty Images
Givenchy fot. Getty Images
Givenchy fot. Getty Images
Chloe fot. Getty Images
Chloe fot. Getty Images
Kenzo fot. Getty Images
Isabel Marant fot. Getty Images
Lanvin fot. Getty Images
Lanvin fot. Getty Images
Aganovich fot. Getty Images
Dries Van Noten fot. Getty Images
fot. Getty Images
Isabel Marant fot. Getty Images

Gotowe do noszenia

fot. East News

Ten trend to nasz absolutny faworyt! Dagmara powiedziała wręcz, że „wielcy projektanci kochają kobiety i myślą o nich proponując rzeczy, których noszenie jest łatwe i przyjemne. Słowem – nie stresują.” A wiemy, że moda może diabelnie stresująca, nie tylko w poniedziałek o 8 rano, gdy trzeba wychodzić do pracy, a my pomimo przymierzenia 102 stylizacji nadal nie mamy się w co ubrać. Dlatego tak podoba nam się fakt, że na wybiegach pojawiły się sylwetki, które można by zdjąć z modelek (powiększyć z rozmiaru 0 do potrzebnej wielkości) i od razu założyć. Bo choć uwielbiamy być kreatywne w modzie, czasem przydaje nam się odrobina pomocy. Zwłaszcza w postaci ubrań, które są seksowne, ale nie robią z nas kolejnej Kim Kardashian. Takie, w których czujemy się wygodnie, kobieco, elegancko, ale nie mamy wrażenia, że jesteśmy przebrane niczym Sarah Jessica Parker w dwóch ostatnich odcinkach „Seksu w wielkim mieście”.

Estetyka normcore nadal ma swój urok, ale nabiera elegancji i charakteru, bo wszystkie prezentowane na wybiegu kreacje są uszyte ze świetnych materiałów, doskonale leżą i pozwalają nam żyć pełnią życia, bez obaw, że delikatne aplikacje będą zrujnowane po pierwszym założeniu, albo że cekinowe treny przytrzaśniemy drzwiami wychodząc z samochodu. Słowem, doceniamy, że w modzie mniej często znaczy więcej i kochamy fakt, że nie musimy być glamour 24/7.

Louis Vuitton fot. East News
Acne fot. East News
Hermes fot. East News

Torebkowe szaleństwo

Owszem kochamy modę typu „Basic”. Monochromatyczne zestawy, stonowane barwy, świetne materiały i proste fasony bardzo nas kręcą. Ale potrzebujemy odrobiny szaleństwa. A to jak zwykle gwarantuje nam Karl Lagerfeld. Podczas pokazu Chanel w Grand Palais Lagerfeld zaprosił swoich gości do tradycyjnej paryskiej kawiarni. W „Brasserie Gabrielle” zaprezentował dość klasyczne kreacje spod znaku Chanel i zupełnie odjechane torby spod znaku Lagerfelda. Modelki wyszyły na wybieg trzymając pod pachą torebki – talerze, restauracyjne menu czy puderniczki. Wszystkie modele nawiązywały w taki czy inny sposób do historii marki. I jak większość propozycji Chanel, są warte fortunę. A dokładnie – ok. 12000 tysięcy złotych. Ale przecież nikt nie mówił, że bycie fashionistką to tania zabawa…

Makijaż jak dzieło sztuki

Na wybiegu Givenchy, Maison Martin Margiela czy Ricka Owensa modelki pojawiły się w wyjątkowo spektakularnych makijażach. „Ja odbieram je trochę, jak sztukę, którą moda zawsze była,” tłumaczy Dagmara. „Fajnie jest zobaczyć piękny pokaz i sylwetki, które są gotowe do noszenia, ale cóż to byłby za tydzień mody, gdyby nie było w nim trochę teatralności!?” Zwłaszcza, że makijaże tworzone przez takich geniuszy jak Pat McGrath czy Lucię Pieroni mają niesamowite, zawsze bardzo przemyślane inspiracje. A jeśli tych inspiracji nie ma? Wtedy możemy pobawić się w krytyków sztuki nowoczesnej i sami zacząć szukać interpretacji i znaczeń ukrytych w pomarańczowych ustach modelek na wybiegu Margieli czy złocistych aplikacjach u Givenchy. „Niesamowicie cieszy mnie fakt, że w świecie szybkiej mody i konsumpcyjnej kultury komuś chce się tworzyć rzeczy tak ulotne, jak skomplikowany, artystyczny makijaż na jeden pokaz mody. I nie można mówić, że wyrafinowany, teatralny makijaż to sposób projektantów na odwrócenie uwagi od miałkich kolekcji. Bo ani Givenchy, ani Galliano dla Margieli ani Rick Owens nie pokazali kolekcji nijakich,” dodaje Dagmara.

A wam który moment paryskiego tygodnia mody podoba się najbardziej?

Tematy:

Nieprawidłowy email