Biuro plus – size: jak ubrać pełną sylwetkę i świetnie wyglądać

Biurowy dres code nie robi wyjątków. Czy nosisz rozmiar XXS czy XXL jeśli pracujesz w korporacji, która dokładnie określa, jak ma wyglądać twój biurowy strój, musisz trzymać się zasad. Oczywiście dziewczyny w standardowym rozmiarze 36 mają o niebo więcej opcji niż te w rozmiarze 46, ale nie oznacza to, że nosząc duży rozmiar jesteśmy skazane na nudne garnitury ze sklepów „dla puszystych”.

Foto: Getty Images

Ubranie ma znaczenie. Możemy ten fakt ignorować, możemy z nim polemizować, ale nie zmieni to rzeczywistości. A ta jest następująca: według ankiety przeprowadzonej przez portal Career Builder, aż 41 proc. ankietowanych uważa, że pracownicy ubierający się profesjonalnie i stosownie do zawodu mają większe szanse na awans. W niektórych sektorach, jak finanse czy sprzedaż, ma to jeszcze większe znaczenie. W innych, jak IT – mniejsze. Ale nie oznacza to, że do pracy można przychodzić w dresie. No chyba, że jest się freelancerem a droga do pracy to trasa między sypialnią a salonem.

Na szczęście nawet w biurowym uniformie można wyglądać świetnie i to bez względu na rozmiar. Ważne, aby nie pozwolić by służbowy strój stał się nudnym mundurkiem. Nawet przy najbardziej restrykcyjnych zasadach dress kodu można przemycić elementy własnego stylu.

Zaczynamy od podstaw czyli doskonale dobrana bielizna. Jeśli mamy do ukrycia kilka kilogramów, zdecydowanie łatwiej o fałdki i nie estetyczne wałeczki gdy nosimy za małą bieliznę.  Dlatego zamiast wciskać się w za małe o dwa rozmiary stringi, zainwestujmy w bezszwowe majtki w odpowiednim rozmiarze. Takie z elastycznej bawełny doskonale sprawdzą się podczas letnich upałów. Obciskającą bieliznę ze spandexem zostawiamy na chłodniejsze miesiące. Przy komponowaniu biurowej garderoby obowiązkowa jest wizyta u brafitterki, która dobierze biustonosz w odpowiednim rozmiarze – twój biust zasługuje na rozpieszczanie i eksponowanie. Gdy już będziesz u brafitterki koniecznie zainwestuj w gładki biustonosz w kolorze nude. Będzie niewidoczny nawet pod najbielszą koszulą i sprawdzi się do wszystkiego.

Jeśli masz spore uda ale latem nie chcesz rezygnować z sukienek doskonale wiesz, czym to się kończy – obtarta wewnętrzna strona ud, która jest czerwona i pali żywym ogniem. Aby tego uniknąć załóż pod spódnicę krótkie, bawełniane legginsy, najlepiej w kolorze nude. Idealne kupisz w Marks & Spencer oraz w dobrych sklepach z bielizną.

Skoro już jesteśmy przy sukienkach. Każda kobieta, bez względu na rozmiar, musi mieć w swojej szafie dwie sukienki: małą czarną i portfelową sukienkę typu „wrap dress”, którą 40 lat temu wymyśliła Diane Von Furstenberg. Jest ona o tyle niezbędna, że doskonale ustawia proporcje i z każdej figury czyni klepsydrę. Na dodatek pozwala ukryć oponkę i ładnie, choć nie nadmiernie, eksponuje biust. Idąc śladami Diane Von Furstenberg, nie bój się printów! Wybieraj te w klasycznych kolorach: biel, czerń, granat czy czerwień. Nie daj sobie popsuć zabawy modą starym przeświadczeniem, że duże dziewczyny nie powinny nosić drobnych deseni. Noś takie, jakie lubisz, byleby nie były bardzo pstrokate, bo to może się nie spodobać twoim przełożonym. Staraj się aby sukienka nie sięgała powyżej lini palców, gdy stoisz wyprostowana, z rękoma luźno opuszczonymi po bokach. Doskonała długość to dwa palce przed kolano – sprawia, że nogi wydają się smuklejsze.

Gdy raz założysz portfelową sukienkę, pokochasz efekt, jaki daje. Zastanów się nad zamienieniem kilku klasycznych koszul na koszule portfelowe. Mogą być wiązane w pasie, nieco dłuższe, byleby nie ze ściągaczem, bo to sprawia, że ma się brzuch jak w 12 miesiącu ciąży, nawet będąc posiadaczką płaskiego jak deska sześciopaka. Koszule te możesz nosić z dobrze skrojonymi, prostymi dżinsami lub boyfriendami i wysokimi obcasami, jeśli ten typ spodni nie jest zbyt swobodny dla twojego miejsca pracy.

Nie możesz pozwolić sobie na dżinsy? Na całe szczęście w sklepach jest w czym wybierać! Szerokie spodnie typu culottes, dopasowane spodnie nad kostkę w stylu lat sześćdziesiątych, szerokie szwedy. Wybierz te, które będą idealnie leżały, a jeśli jest taka potrzeba, dopasuj je do swojej sylwetki. Dziewczyny wszystkich rozmiarów powinny mieć sprawdzoną krawcową, która w razie potrzeby przerobi spodnie czy spódnicę tak, aby podkreślały atuty sylwetki. Bo grunt to właściwe proporcje!

Dziewczyny o większych rozmiarach często uważają, że są skazane na styl retro. Owszem, moda lat 40 i 50 doskonale wygląda na pełniejszych sylwetkach – spódnice o linii A, podkreślone talie, głębokie dekolty. Ale to, że nosisz większy rozmiar nie oznacza od razu, że musisz wyglądać jak bohaterka pierwszego sezonu „Mad Men”. W sklepach znajdziesz mnóstwo nowoczesnych, świetnie skrojonych garniturów, doskonale uszyte dżinsy (polecam Levi’s Curve ID i American Eagle) czy koszule, które nie będą rozjeżdżały się na biuście (choć z doświadczenia wiem, że nawet najlepiej skrojoną koszulę trzeba przeważnie spiąć od spodu agrafką, by nie narażać postronnych na mimowolny strip tease).

Twoim największym sprzymierzeńcem w walce z dress codem są dodatki. Nawet gdy zasady są bardzo restrykcyjne, uda ci się przemycić ekstrawaganckie szpilki czy bajeczny naszyjnik. Właśnie w tych elementach powinien odzwierciedlać się twój styl.

Wybierając ubrania nie staraj się za wszelką cenę ukryć swojego ciała. Wręcz przeciwnie – zakładając sweter z dekoltem V czy ołówkową spódnicę odsłaniasz nieco ciała i wysmuklasz sylwetkę. Wystarczy spojrzeć na Kim Kardashian, która choć niska, ma szalenie trudną sylwetkę i nietypowe proporcje. Nie mówię od razu, że masz się ubierać od stóp do głów w lateks, ale jej zamiłowanie do ołówkowych spódnic i wysokich obcasów warto przejąć.

Tematy:

Nieprawidłowy email