PAN TU NIE STAŁ – upiększona moda na PRL

Wełniane czapki z napisem „Cześć“, koszulki „zimny drań” i „miss turnusu”, sprane dżinsowe kurtki i flanelowe koszule łódzkiej marki to ulubione ubrania 30-latków.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

Marka „Pan tu nie stał” nie zrodziła się z tęsknoty za PRL-em, tylko z miłości i chęci zabawy.  Jej założyciele, Justyna Burzyńska i Maciej Lebiedowicz, wówczas jeszcze para dwudziestolatków, a nie małżeństwo, mieli wspólną pasję – polskie wzornictwo z lat 60.,70. I 80. Nie chodziło o modny design czy sztukę użytkową, eksponaty godne muzeum, tylko najprostsze przedmioty, używane w zwykłych domach.

– To były często rzeczy, które bezdomni znajdowali na śmietnikach i usiłowali sprzedać na bazarze – wspomina  Justyna. – Jakieś blaszane puszki, w których przechowywano landrynki czy kakao, opakowania trzymane latami w kuchennych szafkach. Podobała nam się ich estetyka: liternictwo, dobór kolorów.  Zaczęliśmy je z Maćkiem śledzić na internetowych aukcjach, wyszukiwać na targu staroci na Bałutach, u znajomych, rodziny. W domu moich rodziców niespodziewanie odkryłam zbiór map turystycznych z lat 70., wspaniale opracowanych graficznie. W 2006 roku założyliśmy blog „Pan Tu Nie Stał”, gdzie chwaliliśmy się naszymi łupami. Później Maciek zaczął sam bawić się grafiką, znaczeniami i robić sitodrukowe nadruki na T-shirtach i dresowych bluzach – traktor, mały fiat, kłosy żyta, cukier kryształ, napis „zołza” albo „obibok”. Jeździliśmy z nimi do Warszawy na targi artystyczne, w 2008 założyliśmy sklep on line, ale dalej traktowaliśmy to jako hobby i dodatkowe zajęcie obok normalnej, etatowej pracy.

Foto: Materiały promocyjne Pan Tu Nie Stał

Jak to się stało, że jajcarskie „Pan Tu Nie Stał” zamieniło się w normcore fashion, oferującą ubrania podobne do słynnej francuskiej A.P.C ? Po pierwsze, PTNS nigdy nie kopiował dosłownie rzeczy z PRL-u – zawsze miał swoich projektantów, grafików, własne, autorskie wzory. Bardzo dobre. To są wariacje na temat wspomnień z dzieciństwa, opowieści rodziców, przedmiotów wygrzebanych w szafach dziadków, ale zaprojektowane i wyprodukowane bardzo współcześnie i profesjonalnie. Spodnie, bluzy, kurtki są proste, wygodne, dobrze uszyte i w dobrej cenie.

Po drugie, to, co 9 lat temu było przekorną zabawą –  używanie polskich znaków diakrytycznych „Ś”, „Ć”, zabawy słowem: „Lowe las”,  podkreślana polskość (słoik ogórków, samochód polonez, tatry czy ryś jako motywy) i lokalność (krajowe materiały szyte w Łodzi i okolicach), a nawet uczynienie atutu z pewnej zaściankowości (kolekcja z marmurkowego dżinsu, stylizowana na ten przywożony z Turcji w latach 80., sprzedała się na pniu!) nagle stało się bardzo trendy. Paradoksalnie, odwołująca się do rodzimych żartów i kontekstów „Pan tu nie stał” jest marką, która szalenie podoba się cudzoziemcom. Takiej Europy Wschodniej pragną: oryginalnej, odmiennej, a jednocześnie łatwej do zrozumienia i polubienia.

– Z zebranych przez nas danych wynika, że naszą główną klientelą są 30- latkowie – mówi Justyna. – Często całe rodziny, z małymi dziećmi. Duży mamy odsetek stałych odbiorców. Ciekawe, że częściej kupują u nas kobiety, ale …sprzedajemy więcej ubrań męskich. Kilka wzorów produkujemy od lat i nadal cieszą się powodzeniem, ale w wielu wypadkach są to krótkie serie, ze względu na prawa autorskie grafików czy fotografów, niepowtarzalne. Tak jest choćby ze wspólną akcją z Instytutem Książki „Pisarze na lato/-a” – co roku przed wakacjami wypuszczamy kolekcję dwóch T-shirtów z portretami pisarzy. Lem, Witkacy czy Gombrowicz już są nie do kupienia, Herbert z Miłoszem nigdy nie byli na sprzedaż – Instytut mógł przeznaczyć całą kolekcje tylko na nagrody i prezenty – a tegoroczny Hłasko już się sprzedał, zostało tylko kilka egzemplarzy Nałkowskiej.

To dobry sezon dla duetu „Pan Tu Nie Stał”. Już po raz drugi zrobili świetne ubrania „Zwykłe” z warszawską firmą „Nenukko” (Justyna: na targach nasze stoiska graniczyły ze sobą, dziewczyny dziergały buty z wełny, gadaliśmy i tak się zaprzyjaźniliśmy.), wypuścili na rynek bardzo udaną kolekcję „Na szlaku”  z motywami bieszczadzkimi i tatrzańskimi, wykupili prawa autorskie do wykorzystywania projektów z lat 70. jednego z najwybitniejszych polskich plakacistów, Wiktora Górki (koszulki Hunting in Poland, Fisherman's Paradise in Poland, Cyrk).

Foto: Materiały promocyjne Pan Tu Nie Stał

Są znaną marką, mają na koncie kilka znaczących nagród (m.in. zdobyty 3 lata temu brązowy medal European Design Awards ), współpracują z młodymi polskimi artystami z całego kraju jak grafik Bartek Bojarczuk (alfabet Morse’a w kolekcji z Nennuko), ilustratorka Kasia Ostrowska (bazgranina.com: nadruki w dziecięcej kolekcji) czy fotografowie: Sonia Szóstak, Przemek Dzienis.

Nadal lubią prostotę i dobrą zabawę – w dniu wypuszczenia na rynek kolekcji „Zwykłe” częstowali klientów swego warszawskiego sklepu kawą Inką i niemieckim likierem ziołowym Jagermeister – ale stali się bardziej … Wyrafinowani? Światowi?

– Trochę dojrzeliśmy – odpowiada Justyna Burzyńska-Lebiedowicz. – Nadal uważamy, że koszulki powinny być zabawne i stąd model „Morskie Oko” eksponuje nogi turystów w klapkach i szpilkach. Ale dostrzegamy też nowe możliwości, jakie daje nam „Pan Tu Nie Stał”. Chcemy zająć się promocją najlepszych polskich projektów z lat 60, 70. i 80. Ci, którzy interesują się sztuką, znają plakaty Wiktora Górki czy Waldemara Świerzego, ale dzięki umieszczeniu ich na koszulkach one trafiają wprost na ulicę, żyją. Musimy teraz podjąć z Maćkiem decyzję, czy rozbudowujemy „Pan Tu Nie Stał”? Po Łodzi, Warszawie i Krakowie otwieramy sklepy we Wrocławiu i Poznaniu, zatrudniamy ludzi, rozwijamy sprzedaż za granicą? Czy chcemy pozostać rodzinną firmą, która ma czas na autorskie projekty, budowanie relacji, pracę z przyjaciółmi? Często o tym rozmawiamy: jak chcemy, żeby wyglądało nasze życie w ciągu najbliższych 5 lat…

Foto: Materiały promocyjne Pan Tu Nie Stał

Tematy:

Nieprawidłowy email