Luksus tylko dla bogatych!

Cieszę się, że torebka Louis Vuitton kosztuje fortunę! I jestem szczęśliwy, że wyśmiewamy tych, którzy naszą podróby. Bo luksus jest luksusem. Tak było, jest i – mam nadzieję – pozostanie. Jeśli zazdrościsz, zastanów się co zrobić, żeby stać cię było na luksus.

Otwarcie Louis Vuitton / mwmedia

Nie mam torby Vuittona, ani etui na iPad’a od Hermesa. Nie mam robionych na zamówienie butów Johna Lobb’a, ani obrączki Trinity od Cartiera... Ale cieszę się, że istnieją.

Świat luksusowych dodatków wymyślono po to, by rozbudzać pragnienia, wyobraźnię i w granicach przyzwoitości – i możliwości - karmić nimi próżność. Dla niektórych drogie markowe rzeczy noszone przez bogate gwiazdy stają się źródłem frustracji i pretekstem do hejterskich wpisów w Internecie, dla innych to obiekt marzeń, do których spełnienia będą dążyć. To, że dziś nie mam tych wszystkich gadżetów nie oznacza przecież, że mieć ich nie mogę – wystarczy zacisnąć pasa, zacząć oszczędzać, wziąć kilka dodatkowych fuch. Byle nie kraść!

Zdjęcia vuMag BlueServices

Kiedy „uciułałem“ pieniądze na swoje pierwsze buty Prady i w końcu poszedłem do sklepu, żeby je kupić (na wyprzedaży) czułem się naprawdę wyjątkowo. I nie zapomnę tego uczucia chyba do końca życia. Moment kiedy płacisz, dostajesz rachunek w malutkiej kopercie z napisem PRADA, a uśmiechnięta ekspedientka wręcza ci wielką torbę, która do tej pory widziałeś tylko w serialu „Seks w wielkim mieście“ trudno opisać. Z jednej strony czujesz ogromne podniecenie, bo masz w końcu wymarzone buty, z drugiej masz troszkę wyrzutów sumienia, bo mimo wyprzedaży buty jednak kosztowały połowę pensji. Ale w rezultacie czujesz się wspaniale. Czujesz, że przez jedną małą chwilę należysz do świata luksusu. Oczywiście to przesada. Ułuda. Iluzja. Bo przecież wiadomo, że ten luksus kosztował cię o wiele więcej niż kogoś kto jest prezesem banku i kupowanie butów Prady jest dla niego tym, czym dla ciebie kupowanie kolejnej pary trampków. I nie podlega dyskusji to, że buty Prady nie czynią ciebie kimś wyjątkowym tylko dlatego, że masz owe buty. Nie o to chodzi. Chodzi o poczucie tego, że – jak się bardzo postarasz – luksus jest w zasięgu twoich możliwości. Kolejne wytęsknione buty od Prady, torba, garnitur nie przybliżyły mnie do świata wybrańców, bogów, ani grona VIP-ów, ale utwierdziły w przekonaniu, że wszystko jest możliwe. I nie ukrywam, że cieszę się z tego, że luksusowe ubrania i dodatki są drogie, bo gdyby były tanie, przestałyby budzić takie emocje. Wiem też, że choćby nie wiem co się działo nigdy nie kupię podróbek.

Mercedes-Benz Fashion Week/ Street Style / Getty Images

Podróbka parzy w ręce, kłuje w oczy i wierci mi dziurę w brzuchu świdrem swojej arogancji i bezczelności. Bo to kradzież, złodziejstwo i rozbój w biały dzień. Wiem co mówię, bo doświadczyłem tego na własnej skórze.

Kiedyś moja znajoma wybierała się na wakacje do Tajlandii i zapytała mnie czy chcę jakąś fajną podróbkę, bo mają tam wszystko. Wzdrygnąłem się na samą myśl i kategorycznie odmówiłem, choć nie ukrywam, że propozycja była kusząca. Vuitton – „identyczny“ jak ten oryginalny – za jedną setną ceny oryginalnego to przecież interes życia. Nie! Powiedziałem NIE! Znajoma wróciła z wakacji z worem podrobionych „witonów“, „szanelek“, „hermesów“ i „diorów“ – oczy bolały od kolorów i wzorów. Nie chciałem ich nawet dotknąć. Okazało się jednak, że facet, który zamówił „witona“ kupił sobie „oryginał replika“ na wakacjach w Egipcie i podróżna torba, którą przywiozła znajoma, stała się bezpańska. Pewnego deszczowego dnia postanowiłem ją przygarnąć. Nie wiem dlaczego. Nie pytajcie. Wracałem do domu z nonszalancko przerzuconą przez ramię „witonką“ i łapałem zazdrosne spojrzenia przechodniów. Był to koniec lat 90-tych zatem spojrzenia były naprawdę zazdrosne i nawet trochę nieprzyjemne. Pech chciał, że w centrum Warszawy spotkałem znajomą modelkę, która wpadła na chwilę do Polski między kontraktem w Tokio, a pokazem w Nowym Jorku i... dojrzała „witona“, który zdążył już bezczelnie rozłożyć się na moim ramieniu i perwersyjnie wypiąć do świata swoje zalogowane dupsko. Wtedy poczułem jego ciężar. Kasia zerknęła, uśmiechnęła się, puściła oko i powiedziała: „Nieźle ci płacą w tych gazetach“. Zamarłem, bo w tej samej chwili dojrzałem na jej ramieniu malutką torebkę Louis‘a. Naprędce odpaliłem „Eee tam, kupiłem na wyprzedaży“ – nie mając pojęcia, że Vuitton nigdy nie robi wyprzedaży i nigdy nie sprzedaje swoich wyrobów poza autoryzowanymi butikami. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale marzyłem, żeby jak najszybciej być w domu i ukryć gdzieś zwłoki „witona“. Chciałem się zapaść pod ziemię i już nigdy nie ujrzeć słońca. Czułem wstyd! I wcale nie dlatego, że ktoś odkrył mój seket, ale dlatego, że dopuściłem się złodziejstwa, że brałem udział w przestępstwie jakim jest kradzież. Kradzież projektu, pracy, zaangażowania i wysiłku, bez poszanowania dla tradycji marki i bez szacunku dla wkładu jaki Louis Vuitton wniósł w historię mody. I zrobiłem to ja, facet, który zajmował się modą, pisaniem o trendach, który jeździł na pokazy mody i miał okazję rozmawiać z kilkoma słynnymi projektantami. W moim samobiczowaniu nie było ani odrobiny egzaltacji, ale prawdziwy wstyd!

Komplet torebk LV / Getty Images

Wróciłem do domu zlany zimnym potem i mokry od deszczu. „Witonka“ leżała na podłodze i widziałem, że trochę niepokoi się o swoją przyszłość. Nie chciałem jej znać, nie miałem nawet zamiaru zbliżać się do niej, ale musiałem wyjąć z jej szkaradnych bebechów swoje rzeczy. I wtedy stał się cud! Podniosłem ją za mokre uszy, a ona jak martwe zwierzę zwaliła się na podłogę. Urwane uszy zostały w mojej dłoni. Cud! „Witonka“ popełniła samobójstwo, żeby już nigdy nie splamić mojego honoru i nazwiska. Kiedy zapadła noc, zrobiłem jej pogrzeb w osiedlowym śmietniku. Nie było łez, żalu ani kwiatów i konduktu. Była ulga i mocne postanowienie, że już nigdy nie wezmę do ręki podróbki. Choćby nie wiem co.

Louis Vuitton - Mens Spring 2014 / Getty Images

Niedawno na otwarciu pierwszego w Polsce butiku Louis Vuitton z przyjemnością oglądałem wystawione na półkach torebki i z radością przyglądałem się... wysokim cenom. Było elegancko, wytwornie i snobistycznie. Dziennikarki oglądały piękne dodatki i z zainteresowaniem słuchały opowieści o historii marki. W ich oczach widziałem podziw i pożądanie. Na pewno część z nich już zaczęła odkładać kasę na swojego pierwszego Vuittona, co bardziej zdesperowane myślały nawet o niskooprocentowanym kredycie, ale wiem, że żadna z nich nie kupi podróby. ( Gwiazdy na otwarciu LV w Warszawie ) Nie znają mojej historii, ale jestem pewien, że nie chciałyby narazić się na wstyd, który ja przeżyłem. Mam nadzieję, że nie chcą czuć się jak przestępca.

Otwarcie Louis Vuitton / mwmedia
Wnętrze butiku Louis Vuitton w Warszawie / mwmedia

Dziwne, że tyle mówi się o kradzieży tekstów z Internetu, pomysłów, kopiowaniu płyt uznając to za przestępstwo, a niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że kupowanie „pirackich“ torebek, dodatków i perfum to również złodziejstwo. Nosząc podróbki kradniemy czyjąś pracę, przyczyniamy się do niszczenia wizerunku firmy i stajemy się bezczelnymi ignorantami.

Niektórzy na pewno oburzą się twierdząc, że torebka za 5000 zł to rozbój w biały dzień, skandal i wstyd. Że to zdzierstwo. Niech sobie mówią co chcą, ale przecież nie muszą kupować właśnie takiej torebki. Jeśli nie stać ich na torebkę Chanel, Hermes’a czy Vuitton’a niech kupią coś na ich kieszeń.

Dla inteligentnego człowieka torebka nie jest przecież tym co stanowi o naszej wartości i o nas samych. To gadżet, dodatek, rzecz, która nikogo nie wartościuje. A jeśli tak jest, jeśli ktoś ocenia nas po torebce, to chyba – sorry - z jego systemem wartości coś jest nie tak. Świat od dawna urządzony jest tak, że żyją na nim ludzie zamożni i biedni i choćbyśmy bardzo tego pragnęli nie mamy prawa żądać od bogatych, aby dzielili się tym co mają. To ich decyzja co robią ze swoimi pieniędzmi. Oczywiście nie powinniśmy przymykać oczu na niesprawiedliwości, ale czy to znaczy, że powinniśmy rezygnować z dostatku i w ramach terapii stać się eremitami? Nikt nie ma takiego obowiązku i nikt nie ma prawa nikogo do tego zmuszać. Czy ci, którzy zarabiają naprawdę dużo muszą wstydzić się tego, że są zamożni i bać się piętnowania z powodu nowej markowej torebki? Nic nikomu do tego.

Otwarcie Louis Vuitton / mwmedia

Nie mam (jeszcze) torby Vuittona i tysięcy innych drogich rzeczy, ale cieszę się kiedy inni mogą sobie pozwolić na takie zakupy. Dobrze, że nie każdego stać na luksus, bo wtedy luksus przestałby być luksusem. Hejterzy nie mogliby nienawidzić Angeliny Jolie za nową torbę Vuittona, plotkarze nie mieliby o czym rozmawiać, a ja nie miałbym o czym pisać.

Życzę udanych i drogich zakupów! Oczywiście tylko w markowych butikach.

Tematy:

Nieprawidłowy email