Linia plus size Violeta by Mango. Czy duże musi być brzydkie?

Zapowiadana w grudniu linia ubrań plus size właśnie trafiła do sklepów Mango. Moje ogromne oczekiwania brutalnie zderzyły się z rzeczywistością: workowatą, nijaką, a momentami wręcz brzydką.

Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango

Violeta to najnowsza linia ubrań, która w tym tygodniu trafiła do sklepów Mango. Dedykowana klientkom noszącym rozmiary 40-56 miała być odpowiedzią na wszystkie modowe modlitwy dużych dziewczyn, takich jak ja. No i po raz kolejny okazało się, że lepiej być sceptycznym agnostykiem niż gorliwym wyznawcą. Bo hucznie zapowiadana kolekcja, której twarzą jest przepiękna Robyn Lawley niczym nie różni się od niezbyt ciekawych ubrań, jakich pełno jest w sklepach typu Ubrania dla puszystych.

Jakież było moje rozczarowanie, gdy obejrzałam lookbook Mango. Pierwsze zdjęcie — całkiem dobrze: czarne rurki, top w panterkę, skórzana marynareczka. Wprawdzie nie rozumiem dlaczego projektanci ubrań w dużych rozmiarach z takim zamiłowaniem wpychają swoje klientki w zwierzęce wzory. Czyżbyśmy aż tak przypominały tygrysy, zebry i żyrafy, że brakuje nam tylko futerka?! Odkąd obejrzałam się w lustrze w sukience z lamparcimi cętkami wiem, że Afryka dzika to nie mój kontynent. Na pewno nie w kwestii modowych inspiracji. Ale to tylko taka drobna uwaga.

Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango

Niestety, po pierwszym dobrym zdjęciu przychodzi epicki zawód. Nawet cudowna Robyn Lawley, której proporcje są bliskie ideałowi, nie wygląda dobrze w przydużym, dżinsowym worku, który udawać ma sukienkę, ściągniętą w pasie rzemykiem. Materiał może i jest niezły- miękki i dość cienki, połyskliwy dżins. Ale fason? Tragedia. Większość z nas ma lepiej skrojone koszule nocne.

Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango

Im dalej w las, tym ciemniej. A już zupełnie pociemniało mi przed oczami, gdy zobaczyłam ostatnią sylwetkę: szaro-bura i ponura koszula z motywem paisley WCIĄGNIĘTA (!) w dżinsy NA GUMCE (!!). I pociemniało mi w oczach nie z radości czy pożądania, tylko z czystej, niczym niezmąconej wściekłości! Dlaczego, ach dlaczego, projektantom wydaje się, że tylko szczupłe gazele w rozmiarze 36 mają prawo wyglądać modnie? Dlaczego tylko one dostają pozwolenie na ubieranie się zgodnie z trendami? A cała reszta czyli ok. 1,4 miliarda ludzi na świecie, którzy mają nadwagę, powinna schować się w kąt, założyć spodnie na gumce i nie pokazywać się światu. Czy tak, drogie Mango?

Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango

Jeszcze bardziej niż wspomniane spodnie na gumce oburza mnie hipokryzja! Sklep, który zapowiada ogromną, szalenie modną i zgodną z trendami kolekcję plus size wypuszcza kilkadziesiąt sylwetek w skład których wchodzą absolutnie podstawowe ubrania: niebieskie dżinsy, t-shirty, koszule, bezkształtne tuniki i szerokie spodnie. Przepraszam najmocniej, ale większość z nas, grubych dziewczyn, ma już w swojej szafie żelazne podstawy. Można je kupić w każdym sklepie, od H&M po Burberry. Czego brakuje w naszych garderobach, to sezonowe trendy. Brokatowe sukienki, ołówkowe spódnice w printy, szalone bluzy a’la Givenchy, dżinsowe kamizelki. Tego chcemy i tego zazdrościmy dziewczynom, które kupują w Mango ubrania w rozmiarze 36 czy 38! I tego wszystkie się spodziewałyśmy. W zamian dostałyśmy brzydkie ubrania, których nie wybrałby nawet najbardziej zdesperowany kostiumograf serialu o bezrobotnych grubasach.

Więcej zdjęć na następnej stronie!

Moje pytanie brzmi: skoro projektanci wielkich sieciówek bez problemu tworzą miliony wzorów w „standardowych” rozmiarach 34-40, dlaczego nie mogą poradzić sobie z większą numeracją? Nie wierzę, że przeskalowanie projektów i dopasowanie ich do pełniejszych sylwetek jest niewykonalne. Robią to choćby: Dolce&Gabbana, Dries Van Noten, Vivienne Westwood czy Oscar de la Renta! Wystarczy zerknąć na net-a-porter by przekonać się, że mówię prawdę.

Dlatego nazywanie tych nieszczęsnych ubrań Mango „kolekcją” uważam za kpinę. Podobnie jak inne sieciówkowe linie, które ograniczają się do dżinsów i t-shirtów. Jak długo jedynym ratunkiem dla dziewczyn takich jak ja, będą zakupy w sklepach internetowych? Czy do końca życia będę klientką ASOS.com i innych brytyjskich oraz amerykańskich sprzedawców? Każda z nas ma na podorędziu dziesiątki opowieści o zakupach zakończonych ogromnym rozczarowaniem czy wręcz płaczem, bo jedyna rzecz z Zary czy Vero Moda jaka na nas pasowała, to kapelusz.

Oczywiście dietetyczni faszyści powiedzą: Chcesz być modna, schudnij. Ale skoro w dzisiejszych czasach dziewczyny, które pragną większego biustu, dłuższych paznokci i pełniejszych rzęs mogą je zwyczajnie kupić (zapłacić za usługę) to dlaczego nie każda z nas może ubrać się tak, jak ma na to ochotę? Przypomina to trochę scenę z „Pretty Woman” w której Julia Roberts zostaje odesłana z kwitkiem z luksusowego butiku przy Rodeo Drvie. Nie dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że ekspedientkom nie przychodzi do głowy, by potraktować ją jak potencjalnego klienta.

Wiem, że każdy człowiek w świecie mody wielbi Karla Lagerfelda. A teraz zaczynam przypuszczać, że każdy projektant, podobnie jak Kaiser, w głębi duszy marzy o świecie, w którym jedyny dopuszczalny rozmiar to 34. W geście protestu zakładam jutro moją boską neonową spódnicę, rozpinam dwa górne guziki dżinsowej koszuli i idę na zakupy. Będę szukać idealnych dżinsów: bez gumki w pasie, za to w przerażającym rozmiarze 42.

Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango
Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango
Robyn Lawley w lookbooku linii Violetta by Mango

Tematy:

Nieprawidłowy email