Anna Poniewierska: Prawdziwych ikon stylu już nie ma

Anna Poniewierska, jedna z najzdolniejszych, najskromniejszych i najbardziej tajemniczych polskich projektantek, stworzyła kolekcję dla Lou Saints, siostrzanej marki Lilou.

Foto: Lou Saints

Już teraz ubrania inspirowane stylem gwiazd lat 60-tych: Catherine Deneuve, Jane Birkin i Romy Schneider, można kupić w butikach w Warszawie, Poznaniu i Łodzi oraz w

Anna Konieczyńska: Kolekcja dla Lou Saints to hołd dla dziewczęcej mody lat 60. Czym się inspirowałaś przy jej tworzeniu?

Anna Poniewierska: Szukałam lekkiego, francuskiego szyku, pasującego do biżuterii i torebek Lilou. Wdzięczne, krótkie fasony o lekko zgeometryzowanej linii, uszyte z luksusowych tkanin, to wynik moich poszukiwań. Przygotowując kolekcję, obejrzałam chyba wszystkie zdjęcia i filmy z lat 60.! Najczęściej wraca do mnie kadr w filmu „Basen” z 1969 roku. Stoją obok siebie Jane Birkin, Romy Schneider i Alain Delon. One mają na sobie krótkie, trapezowe sukienki, a mimo to bardzo się od siebie różnią: sukienka Jane jest czarna, z rękawem za łokieć, ale za to ledwo przykrywająca majtki, a Romy małą białą w serek z kontrastowymi lamówkami. Inspirujące jest to, że obie wyglądają jak współczesne kobiety. Ponadczasowa uroda nieżyjącej już Romy i wciąż pięknej Jane wynagradzają mi brak współczesnych ikon stylu.

AK: Które z ubrań z kolekcji będziesz sama nosić?

AP: Noszę już marynarkę z alpaki, kimono, które może być sukienką albo żakietem i zielony, wzorzysty top ze spódnicą w japońskie printy.

Foto: Lou Saints

AK: Od zawsze podobał Ci się styl retro?

AP: Tak. Rozczula mnie staranność wykończenia i to, z jaką pieczołowitością wybiera się detale. To nie znaczy, że nie lubię normcore. Szlachetny, dopracowany styl, którzy idzie w parze z osobowością to dziś rzadkość. Myślę, że powroty do mody minionych epok są spowodowane brakiem prawdziwych ikon stylu. Hedi Slimane twierdzi, że wciąż powracamy do lat 60., 70., 80. i wczesnych 90., bo współczesne gwiazdy szybka gasną. Zgadzam się z nim w stu procentach.

AK: Wszyscy szaleją na punkcie blogów street style'owych. Ciebie nie inspiruje modna ulica?

AP: To normalne, że bliżsi wydają nam się „przypadkowo” złapani ludzie niż ci w wystudiowanych pozach w sesjach w magazynie, dlatego nie dziwię się, że blogi zyskały taką popularność. Też je śledzę, ale na przemian z magazynami „i-D”, „Dazed & Confused” i „Another Magazine”.

Foto: Lou Saints

AK: A których polskich projektantów cenisz najbardziej?

AP: Wiem, jak trudno zaistnieć i tworzyć w swojej estetyce, dlatego wyróżniam wrażliwość  Gosi Baczyńskiej, kunszt i zamiłowanie do retro Tomasza Ossolińskiego i konsekwentny styl Ani Kuczyńskiej.

AK: Przyjaźnisz się z największymi osobowościami polskiej mody. Czy w świecie mody ludzie bywają zazdrośni o sukces?

AP: Przyjaźnię się z tymi, którzy nie bywają zazdrośni o sukcesy innych. Zresztą w moim przypadku za wcześnie, by mówić o sukcesie.

Foto: Lou Saints

AK: Wciąż projektujesz pod własną marką?

AP: Tak, cały czas projektuję na zamówienie ubrania z metką „Anna Poniewierska”, ale ciężko się przebić bez kapitału. Często zaczynam dzień od wizyty w fabryce, bo nadzoruję również proces produkcji ubrań. Nie rezygnuję jednak, bo wiem, że prędzej czy później musi się udać.

AK: Projektujesz i stylizujesz. Praca stylistki pomaga Ci w tworzeniu własnych kolekcji?

AP: Tak, bo w pracy stylistki oglądasz tysiące ubrań, zestawiasz je ze sobą kolorami, fakturami, często przez kontekst nadajesz im nowe znaczenie. Zakładasz je czasem tył naprzód, na lewa stronę lub tworzysz z kilku warstw jedną całość. Możesz też rozpoznać, co jest błyskotką, która przetrwa tylko jeden sezon, a w co warto zainwestować.

Lubię w tej pracy moment, kiedy wszyscy na planie widzą, że powstaje coś wyjątkowego. Bardzo ważna jest także praca modelki i z modelką.  Daga Ziober, pracując przy sesji stylizowanej na Dianę Vreeland, stawała przed lustrem i zastanawiała się, jak nie tylko stylizacją, ale także pozą i ruchem, nawiązać do epoki lat 50. i 60. To przeobrażanie się człowieka w kogoś innego, metamorfoza, wejście w rolę, jest niesamowite. Celem każdej sesji powinien być szlachetny i ponadczasowy efekt, bo źle zrobione sesje to tylko przebieranki, które szybko się starzeją. Jeszcze inna jest praca stylisty w magazynie Pracując w „Elle”, nauczyłam się odpowiedzialności, pracy z gwiazdami, miłości do biżuterii, przekrojowego spojrzenia na trendy i... tego, że wszystko jest możliwe.

Foto: Lou Saints
Foto: Lou Saints
Foto: Lou Saints

Tematy:

Nieprawidłowy email