Top Lista Osobista #38: Agnieszka Wesołowska

Skoro są wakacje, to wypadałoby przedstawić wam zdjęcia z egzotycznych wypraw, polecić zagraniczne restauracje i opowiedzieć o zabytkach, o których zazwyczaj czytamy w przewodnikach. Urlop dopiero przede mną, dlatego w tym wydaniu Top Listy skupię się na lokalnych, wakacyjnych odkryciach. Oto one!

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

1. Momo-Smak

Tybetańska kuchnia nigdy nie leżała w orbicie moich zainteresowań. Zupełnie niewymuszone okoliczności warszawskiego Nocnego Marketu spowodowały jednak, że zwróciłam uwagę na ten odłam azjatyckiego jedzenia. Miejsce stworzone na wzór dalekowschodnich Night Marketów, które przyciąga miłośników dobrego jedzenia, stało się najpopularniejszym miejscem stolicy w tym roku. Przechadzając się pomiędzy food truck'ami zobaczyłam ludzi zajadających się smakowicie wyglądającymi pierożkami w bambusowych pojemnikach. Nie zastanawiając się długo, postanowiłam spróbować niepozornie wyglądającego dania. W przyczepie z szyldem „Momo-Smak” dowiedziałam się, że niestety większość pierożków się już wyprzedała i zostały tylko te z nadzieniem z kurczaka. No trudno – pomyślałam. Decydując się na tybetańską kuchnię, spodziewasz się czegoś więcej niż drób, ale nie odpuściłam i nie żałuję. Tego wieczoru urodziła się nowa miłość: do kuchni tybetańskiej i do kurczaka! Nie będę rozpisywać się zbyt długo – tego trzeba po prostu spróbować. Jestem przekonana, że delikatne pierożki gotowane na parze skradną także wasze serca.

Foto: istock Tybetańskie pierożki na parze

2. Krem ze śluzem ślimaka

Szczerze nie lubię ślimaków. Uważam, że po żabach to jedne z najohydniejszych stworzeń, jakie stąpają, a raczej ślizgają się po Ziemi. Są brzydkie, obślizgłe i w moim odczuciu - zupełnie nieprzydatne. No prawie - bo jak się okazuje, znajdują zastosowanie w kosmetologii. O cudownym działaniu ślimaczego śluzu słyszałam od koleżanek już dawno temu, ale ja jak to ja - nie uwierzę, dopóki się nie przekonam na własnej skórze. Miałam taką możliwość za sprawą produktów firmy Snails Garden. Przesympatyczna rodzina posiada w Pasłęku jedną z największych hodowli ślimaków w naszym kraju. Oprócz gałęzi gastronomicznej rozwinęli także segment kosmetyczny, wykorzystując śluz ślimaków do produkcji kremów. Efekt? Jedyne w Polsce certyfikowane produkty kosmetyczne i lecznicze, w 100% oparte na ekologicznym śluzie ślimaków. Przyznam szczerze, że na początku byłam sceptyczna co do tego typu wynalazków, ale kosmetyczne nowinki działają na mnie jak magnes. Krem ma lekką konsystencję, a przy okazji mocno nawilża, zostawiając na twarzy powłokę ochronną, która utrzymuje się przez kilka godzin. Skóra jest silnie odżywiona, elastyczna i rozświetlona. To wszystko za sprawą kompleksu naturalnych protein, które szybko i łatwo wchłaniane się przez ludzką skórę, przywracając jej prawidłowe funkcjonowanie. Te drogocenne składniki to m.in. alantoina, kwas glikolowy, mukopolisacharydy, kolagen, naturalne antybiotyki, witaminy A, C i E oraz kwas hialuronowy. Kremy Snails Garden są dermatologicznie przebadane i tak delikatne, że mogą ich używać nawet osoby z bardzo wrażliwą skórą. Oprócz produktów stricte kosmetycznych (które szczerze polecam - zwłaszcza serum pod oczy), firma stworzyła także serię kremów leczniczych. Znajdziemy w niej m.in. krem przeciwtrądzikowy oraz usuwający rozstępy - ich skuteczność jest w fazie moich testów.

Foto: Snails Garden Krem do twarzy
Foto: istock Śluz ślimaka

3. Sklep Reset

Czy znacie miejsca, które mimo zaledwie kilku metrów kwadratowych potrafią was wchłonąć na kilka godzin? Ja całkiem niedawno takowe odkryłam na warszawskim Mokotowie. Nazywa się Reset i mimo niedużych gabarytów, jest ogromną skarbnicą przepięknych gadżetów. W sklepie znajdziecie masę ciekawych przedmiotów w stylu retro i vintage. Fotele, stoliki, lampki biurkowe zrobione ze starego aparatu telefonicznego (takiego z wykręcanym na kółko numerem) oraz patera na ciasto zrobiona z winylowych płyt. Szklanki, kubeczki, talerze, retro plakaty i pokaźny zbiór ciekawej literatury to kolejne elementy asortymentu w Resecie. To właśnie tutaj znalazłam mydło węglowe Sadza Soap, w którym zakochałam się bez pamięci i które opisałam tydzień temu na łamach VU. Po ostatniej wizycie w Resecie choruję na poduszkę - pieroga.

Foto: Reset Sklep Reset
Foto: Reset Sklep Reset
Foto: Reset Sklep Reset
Foto: Reset Sklep Reset

4. Smaki lata

Jeszcze lato się nie skończyło, a ja już przeżywam wewnętrzną żałobę po letnich smakach. Za czym będę tęsknić najbardziej? Za owocami! Brzoskwinie, banany, winogrona - o żadnej innej porze roku nie smakują tak samo. Nie wspominając o sezonowych truskawkach, borówkach czy czereśniach, na które czekam cały rok. Te ostatnie szczególnie przypadły mi do gustu - stanowiły podstawę mojego jadłospisu przez ostatnie 2 miesiące.

Foto: istock Owoce sezonowe

5. Marcella

To najnowsza propozycja Netflixa dla wszystkich serialomaniaków, którą szczerze polecam. Serial opowiada o genialnej pani detektyw, która na skutek niepowodzeń w życiu prywatnym po kilku latach wraca do pracy. Marcella jest wybitna i niezwykle skuteczna. Jednak jej zawodowy instynkt zaczyna być zakłócony, kiedy kobieta orientuje się, że ma zaniki pamięci… Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w prowadzonym przez nią śledztwie  w sprawie morderstwa wszystkie dowody wskazują na jej winę. Genialnie poprowadzony scenariusz z ciekawymi postaciami i przepięknymi zdjęciami sprawiają, że Marcella wskakuję na pierwsze miejsce mojej subiektywnej listy najlepszych seriali tego roku.

Foto: Netflix Serial Marcella

Tematy:

Nieprawidłowy email