Sofia Ennaoui: Chcę być na szczycie!

Lipiany to niewielka miejscowość w powiecie pyrzyckim w południowej części woj. zachodniopomorskiego. W roku 2008 mieszkało tam 4159 osób. W mieście znajduje się remiza Ochotniczej Straży Pożarnej, komisariat policji, urząd pocztowy, dwa banki i piekarnia. Ważnym miejscem na mapie Lipian jest otwarta niedawno hala sportowo-rekreacyjna. To właśnie tutaj trenuje na co dzień Sofia Ennaoui, córka Polki i Marokańczyka, jedna z najlepszych młodych lekkoatletek w naszym kraju. Polska nadzieja na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Rio.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Choć jest niewielkiego wzrostu, kiedy wchodzi do pokoju, od razu przykuwa uwagę. Na początku widzisz burzę brązowych loków, zza których wyłaniają się wielkie oczy i szelmowski uśmiech. Ma atletyczne, niesamowicie wyrzeźbione ciało, które świetnie spisuje się na średnich i długich dystansach (Sofia biega na 1500 i 3000 metrów). Jest srebrną medalistką mistrzostw Europy juniorów w Rieti w 2013, w tym samym roku zdobyła w Belgradzie wicemistrzostwo Europy juniorek w biegach przełajowych. Jej ostatnie wygrane na Drużynowych Mistrzostwach Europy i na mityngu w Sopocie skradły serca i uwagę kibiców. Przed nią kolejny ważny start, w którym powalczy o złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Potem biegnie zawojować Mityng Diamentowej Ligi w Monako, a w sierpniu seniorskie Mistrzostwa Świata w Pekinie. Niespełna 20-letnia Ennaoui lubi wygrywać i, biorąc pod uwagę, w jakim tempie się rozwija, to z pewnością długo jeszcze będzie cieszyć się ze zwycięstw.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Karolina Wierzbińska: Na ścianach korytarza hali sportowej wiszą zdjęcia z inauguracji otwarcia tego obiektu, na nich to właśnie Ty, jeszcze jako dziewczynka, oficjalnie przecinasz nożycami czerwoną wstęgę. Wszyscy w Lipianach Cię znają?

Sofia Ennaoui: Czasem, jak idę uliczkami swojego miasta, to wielu jest zaskoczonych, że chodzę, a nie biegnę (śmiech). To całkiem zabawne, jak ludzie potrafią się dziwić. Czy jestem znana? Ojej, to bardzo mocne słowo, po prostu chyba to nie jest duża miejscowość, więc wszyscy się znają, wszyscy o sobie wszystko wiedzą. Wiedzą też o mnie.

Od zawsze biegasz?

Zawodowo od 5 lat uprawiam lekkoatletykę, wcześniej zajmowałam się każdym możliwym sportem dostępnym w mojej szkole w Lipianach, a że sprowadziliśmy się z Maroka do Polski, jak miałam 2 latka, to już trochę się uzbierało.

Ale jako 2-latka to jeszcze nie biegałaś?

Mama mi opowiadała, że jak byłam takim maluteńkim dzieckiem i ona odwróciła ode mnie wzrok na chwilę, to się rozpędziłam jak szalona i spadłam z wielkich schodów. Biegłam szybko, mama tylko usłyszała huk, krzyknęła „Boże, Boże chyba mi się dziecko zabiło!!!”. Nic mi nie było, dopiero się rozpędzałam (śmiech). Taka nasza rodzinna anegdota. Biegam, od kiedy… umiem chodzić.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Kiedy poczułaś, że bieganie może być poważnym tematem w Twoim życiu?

Kiedy zakwalifikowałam się na Mistrzostwa Świata Juniorów Młodszych w Lille w 2011 roku. Wcześniej to nie było nic profesjonalnego, biegałam sobie na 400 metrów i jeszcze w ogóle nie myślałam, żeby związać swoje życie ze sportem. Wtedy jednak poczułam, że może jednak się nadaję. Z roku na rok przekonuję się do tego.

Biegałaś amatorsko i ktoś Cię wyłapał?

Wszyscy się dziwią, bo to ja się zgłosiłam. Zazwyczaj to jakiś nauczyciel znajduje cię i zachęca do takiej aktywności. Ze mną było tak, że rzeczywiście nauczyciele mnie namawiali, żebym uprawiała sporty, ale na początku nie byłam… chętna (śmiech). No, że trzeba codziennie trenować, wysilać się, cierpieć, raz na jakiś czas wbiegniesz na pierwsze miejsce… (śmiech).

Bez sensu kompletnie, nie? (śmiech)

No w ogóle bez sensu! Ale szczerze mówiąc, minął pierwszy tydzień, potem kolejny, trenerzy powtarzali mi, że powinnam systematycznie trenować i że mam do tego talent… I pewnego dnia coś we mnie zaskoczyło. Coś zmieniło się w mojej głowie. Na trening zgłosiłam się sama do mojego trenera (Wojciech Szymaniak, przyp. red.), który jest ze mną do tej pory.

Jakie było Wasze pierwsze spotkanie?

Było śmiesznie, bo ja cały czas powtarzałam, że mogę biegać tylko biegi sprinterskie, bo gdzieś tam na powiatowych zawodach biegałam na 60 i 200 metrów i tam zdobywałam nawet pierwsze miejsca, wiec wydawało mi się, że nadaję się właśnie do tego. A mój trener myślał, że skoro korzenie mam marokańskie, a tam nie ma żadnego biegacza, który biega 100 i 200 metrów, to zmienił moją teorię i przerzucił na biegi średnie, czyli 800 do 3000 metrów.

Jaki jest Twój trener?

To bardzo wyrozumiały facet. Jest w stanie mnie wyczuć i potrafi dobrać mi ćwiczenia, czasem po prostu pod to, jak się czuję. No i do niczego mnie nie zmusza. Doradza też czasem na polu życiowym. To moja dobra dusza.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Ten sport, który Ty uprawiasz… to sport indywidualistów, więc taka dobra dusza to ważna osoba?

Tak, bo sportowiec ma też sporo gorszych momentów, a tacy ludzie rozumieją cię najlepiej. To ważne.

A co czujesz, jak biegniesz? Ojej, od razu się rozpromieniasz!

Przed biegiem wielki stres i motywacja, ale kiedy słyszę strzał startera, to… nagle zapada cisza. Głowa jest czysta, dusza i nogi łączą się. I wiedzą, co robić. Chcą wygrać.

Czasem się jednak nie wygrywa… Pamiętasz taki bieg, który najbardziej dał Ci w kość?

Na Mistrzostwach Świata Juniorów w zeszłym roku chciałam i czułam, że mogę zdobyć miejsce medalowe. Byłam dopiero piąta, nie potrafiłam się zaadaptować do amerykańskiej kuchni i klimatu. A cały rok się do tego szykowałam! Byłam w bardzo dobrej formie, ale coś tego dnia nie zagrało.

Jak się czułaś?

Łzy, płacz, dołek totalny, przez dwa dni nie odzywałam się do nikogo. Potem zaczęłam się podnosić. Rozmawiałam ze sobą, że to nie ostatni taki bieg, że jeszcze wiele przede mną. Czasem nie ma się do końca wpływu na pewne sprawy, ale mamy wpływ na to, jaki mamy do nich ostatecznie stosunek. Pracujesz nad swoją głową. Od tego momentu idzie mi coraz lepiej, biegam szybciej. Czasem naprawdę trzeba upaść.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Jesteś dobra w biegach przełajowych, tam łatwo o upadki.

Biegi przełajowe to supersprawa! To nie jednostajność bieżni, gdzie latasz po kółkach, w przełajowych dzieje się sporo! Co chwilę zmienia się okolica, podłoże, nawet powietrze może się zmieniać. Naprawdę czujesz naturę, oddychasz nią i w trakcie biegu przesiąkasz. I ten świergot ptaków! Inaczej się zupełnie biega na stadionie, tartan inaczej pachnie, wzbudza we mnie inne emocje. Przełajówki to jest przygoda!

Wolisz biegać sama czy z kimś?

Chyba sama. Jestem przyzwyczajona do takiej samotności, bo większość treningów przepracowuję sama. Obozy czy zgrupowania to miła odskocznia, bo trenuję w większej grupie. To coś zupełnie innego od tego, co mam na co dzień.

Jesteś typem samotnika?

Różnie (śmiech). Chyba w sporcie jestem samotnikiem, w życiu prywatnym bardzo towarzyska.

Twoi przyjaciele biegają?

Mam przyjaciół z bieżni, ale też takich, którzy zupełnie nie są związani ze sportem. Są dla mnie pewną odskocznią i chyba najważniejsze dla nich jest to, czy jestem szczęśliwa.

Jak się widzisz za 10 lat?

Nie mam pojęcia. Może będę poważniejsza niż teraz (śmiech). Na pewno będę tak samo uśmiechnięta (śmiech). Chciałabym być na szczycie!

Masz rywalki, z którymi biegniesz i śledzisz ich poczynania?

Nie jestem jeszcze na seniorskim szczycie i w każdym biegu mam inne rywalki. Chciałabym jednak za parę lat być w czołówce i patrzeć tylko na te dziewczyny, które będą stanowiły dla mnie zagrożenie.

Mieszkasz i na co dzień trenujesz w Lipianach. Nie chciałabyś się przenieść do większego miasta?

Nie lubię wielkomiejskiego życia, takiego, że trzeba się wiecznie dokądś spieszyć. Wystarczy mi ten pośpiech, w którym teraz żyję. Chyba bym zwariowała. Uwielbiam Lipiany, jak wracam z moich biegowych wojaży, odnajduję tutaj ciszę i spokój. To jest moje miejsce.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG

Zdjęcia: Robby Cyron

Stylizacja: Dagmara Radzikowska

Makijaż/fryzura: Katarzyna Sobura

Produkcja: Marek Pietroń

Tematy:

Nieprawidłowy email