Tajemnice Białego Domu

W Białym Domu pracuje na stałe 99 osób, a dorywczo – 250. Ich najważniejsze zadanie to łagodzenie trudów wynikających z prezydentury – mówi Kate Anders Brower. W swojej książce „Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu” zdradza, kim są osoby dbające o spokój i wygodę rodziny prezydenckiej. Ujawnia kulisy skandali i oddaje głos naocznym świadkom najtragiczniejszych wydarzeń w historii USA.

Foto: Materiały prasowe

Kate Andersen Brower to amerykańska dziennikarka i pisarka. Przez cztery lata pracowała jako korespondentka Białego Domu z ramienia agencji Bloomberg News. Jej debiutancka książka „Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu” kilka dni po wydaniu znalazła się na pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa".

Damian Gajda: Jak Twoja książka została przyjęta w Stanach?

Kate Anders Brower: To był mój debiut, więc jej premierze towarzyszył szczególny stres. Liczyłam, że spodoba się czytelnikom, ale nie marzyłam nawet o pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa”. Kolejny raz przeżyłam szok, gdy poinformowano mnie, że wytwórnia filmowa kontaktowała się z Kevinem Spaceyem w sprawie serialu, który miałby powstać na jej podstawie. To cudowne, że ludzie mogą dowiedzieć się czegoś na temat ciężkiej pracy kobiet i mężczyzn zatrudnionych w Białym Domu, bo do tej pory pozostawali oni w cieniu pary prezydenckiej. James W.F. „Skip” Allen, odźwierny, tłumaczył mi, że niepisana zasada każe im chować się przed kamerami, kiedy reporterzy odwiedzają parę prezydencką. Wszyscy mają zakaz wypowiadania się na temat tego, co dzieje się w miejscu ich pracy.

Kim są ludzie pracujący w Białym Domu?

W Białym Domu na stałe zatrudnionych jest 99 osób, a dorywczo – 250. Ich najważniejsze zadanie to łagodzenie trudów wynikających z prezydentury. Czuwają przy prezydencie i jego żonie do momentu, kiedy nie pójdą oni spać. Dbają, by posiłki przez nich spożywane miały odpowiednią oprawę. Nawet jeśli są to jajka na miękko czy kanapki, muszą zostać podane na szlachetnej porcelanie w jadalni.

W jaki sposób rekrutowani są pracownicy Białego Domu?

Najczęściej pochodzą oni z rodziny lub najbliższego grona przyjaciół obecnych współpracowników. Rekruterzy wolą zatrudniać osoby, które cieszą się ich zaufaniem. Pracownicy są związani z tym miejscem przez wiele lat. To firma pokoleniowa, rodzinna. Dobrym przykładem jest klan Ficklinów, z którego aż dziewięć osób pracowało w Białym Domu.

Czego jeszcze wymaga się od kandydatów?

Niekaralności, chociaż na początku procesu rekrutacji wielu z nich zataja, że mają za sobą konflikty z prawem. Za kadencji Clintona o pracę dla rodziny prezydenckiej starał się mężczyzna, który w przeszłości został skazany za napaść i gwałt. To szczególnie przerażające, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w tamtym czasie w Białym Domu mieszkała ich trzynastoletnia córka.

Żadna z osób, z którymi rozmawiałaś, nie poprosiła o usunięcie swoich wypowiedzi z książki?

O dziwo nie, a przecież pary prezydenckie nie mogły być zadowolone z tego, że ktoś zdradza sekrety ich życia w Białym Domu. Część polityków nalegała, bym odpuściła. Przekonywali, że moje wysiłki są bezcelowe, ponieważ nikt z personelu nie zechce rozmawiać z dziennikarką i pisarką.

Foto: Materiały prasowe ZNAK Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu

Mieli rację?

Rzeczywiście, na początku moi rozmówcy bali się mnie, jednak byli na tyle taktowni, że nie dali mi tego odczuć.

Jak wyglądały wasze spotkania?

Przyjmowali mnie przy kuchennym stole w Białym Domu, troszczyli się szczerze o moje samopoczucie – byłam w drugiej ciąży. Miałam wiele szczęścia, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie zdradzili mi wszystkiego.

Dlaczego?

Jeden z moich bohaterów wyznał mi, że, od pracowników Białego Domu wymaga się przede wszystkim dyskrecji. Podobno, jeśli prezydent nie przerywa rozmowy prywatnej w obecności swojego pracownika, stanowi to dla niego największe wyróżnienie. W przeszłości członkowie personelu Białego Domu byli zobowiązani do podpisania klauzuli poufności, ale teraz z tego zrezygnowano.

Który z prezydentów cieszył się najmniejszą sympatią swoich pracowników?

Nie było ani prezydenta, ani pierwszej damy, o których pracownicy wyrażaliby się w sposób jednoznacznie negatywny. Przyznawali, że praca dla Clintonów okazała się szczególnie trudna, ponieważ podczas tej kadencji wybuchł skandal z Moniką Lewinsky.

Jak wspominali tamte wydarzenia?

Dzień po ujawnieniu romansu Billa Clintona, pokojówki zauważyły krew na jego łóżku. Okazało się, że prezydent został ranny, a lekarz musiał założyć mu szwy. Chociaż twierdził, że skaleczył się, gdy po ciemku wchodził do łazienki, pracownicy podejrzewali, że Hillary podczas kłótni uderzyła go w twarz jedną z książek leżących na nocnym stoliku.

Podobno nie najlepszą opinią cieszyła się też Nancy Reagan.

To prawda. Codziennie oczekiwała od swojego ogrodnika, by sprowadzał dla niej świeże kwiaty z… Europy Północnej. Z kolei prezydent Johnson często rozbierał się w obecności personelu i wydawał im polecenia, siedząc na sedesie. Miał również obsesję na punkcie ciśnienia wody pod prysznicem.

Foto: Materiały prasowe ZNAK Nancy Reagan

A który z prezydentów był szczególnie łaskawy dla swoich pracowników?

Wszyscy, z którymi rozmawiałam, najlepiej wspominają okres prezydentury George'a Busha. Zarówno prezydent, jak i jego żona Barbara troszczyli się o pracowników Białego Domu i starali się stworzyć przyjazną atmosferę. Byli zżyci z obsługą, szczerze interesowali się ich życiem rodzinnym i dbali, by nie pracowali do późna.

Jakie największe zmiany zaszły w Białym Domu na przestrzeni lat?

Po pierwsze, wśród personelu jest o wiele więcej kobiet. Po drugie – w czasie lunchu nie pije się już alkoholu.

Które z wydarzeń historycznych wspominają jako najtrudniejsze w ich pracy?

Atak na World Trade Center 11 września 2001 roku. Tamtego dnia pracownicy przeżyli prawdziwy horror – istniało niebezpieczeństwo, że Biały Dom stanie się następnym celem terrorystów, więc wszyscy zostali ewakuowani. Z kolei Preston Bruce, który pracował dla rodziny Kennedych, jako jeden z najgorszych w swoim życiu wspomina dzień śmierci JFK. „Wzburzenie, które tamtego dnia wstrząsnęło całym moim ciałem, towarzyszy mi do dziś”, mówił.

Proszę, opowiedz o tym.

Tamtego dnia miał wolne, a o zamachu dowiedział się z wiadomości. Natychmiast pobiegł do Białego Domu na wypadek, gdyby pierwsza dama go potrzebowała. Dobrowolnie pozostał na stanowisku aż przez cztery doby z rzędu. Jego lojalność została doceniona – zaraz po pogrzebie Jackie podarowała mu krawat, który miał na sobie jej mąż podczas lotu do Dallas, a Robert Kennedy, brat zamordowanego, oddał mu własne rękawiczki. Oddanie Bruce’a może wydać się osobom postronnym czymś wyjątkowym, jednak wśród personelu Białego Domu stanowi oczywistość.

Żaden z polityków nie próbował wykorzystać Twojej książki, by zdyskredytować swoich oponentów?

Na całe szczęście, nie. A jeśli to się wydarzy, z całą pewnością nie będę angażowała się w polityczne konflikty.

Tematy:

Nieprawidłowy email