Piękno nie ma wieku

„W USA moje rówieśniczki – przynajmniej większość z nich – są stałymi bywalczyniami gabinetów chirurgii plastycznej. Jaki jest tego efekt? Amerykańskie 70-latki zalały się botoksem i wszystkie wyglądają tak samo! A przecież młody wygląd nie wynika z liczba zmarszczek, tylko z błysku w oku, uśmiechu”, twierdzi Mireille Guiliano, autorka książki „Francuzki nie potrzebują liftingu”.

Foto: Materiały prasowe

Damian Gajda:Spotykamy się w gorący dzień, a Ty masz na sobie nie szorty czy krótką sukienkę, a długą, zakrywającą nogi suknię.

Mireille Guiliano: Uwierz mi, ta suknia jest bardzo przewiewna! A poza tym – kto chciałby oglądać kobietę w moim wieku noszącą obcisłe, niczego niezakrywające spodenki? Żyjemy w społeczeństwie, otaczają nas inni ludzie, nie możemy więc myśleć tylko o swojej wygodzie. 70-latka w skąpym bikini przeszkadzałaby mi na plaży tak samo, jak ktoś palący przy mnie papierosa czy głośno rozmawiający przez telefon. Oczywiście, każdy może nosić to, co chce, ale uważam, że ważna jest samoświadomość i dostrzeganie własnych ograniczeń.

Foto: Materiały prasowe "Francuzki nie potrzebują liftingu

Francuzki dbają o siebie tak jak inne Europejki?

Francuzki zawsze musiały o siebie same zadbać. Były niezwykle przedsiębiorcze, jako jedne z ostatnich Europejek dostały prawo wyborcze, ale jako jedne z pierwszych poszły do pracy. Wszystko to zawdzięczamy naszym wielkim poprzedniczkom – zarówno tym z XVIII czy XIX wieku, i bardziej współczesnym, np. Coco Chanel. Spójrz, jak po odejściu Napoleona poradziła sobie Józefina – otaczała się bogatymi, wpływowymi kochankami, którzy finansowali jej największe zachcianki i obsypywali klejnotami. Dziś z pewnością okazałaby się znakomitą bizneswoman. Nasza wrodzona przedsiębiorczość spowodowała, że za pomocą zwykłej apaszki umiemy wyczarować kilka kreacji. Ja mam na sobie dziś sukienkę i szal, ale mogę ci pokazać co najmniej 10 sposobów, jak go założyć, by stworzyć nową stylizację.

Gdzie się tego nauczyłaś?

W domu, na ulicy, obserwując mamę, jej koleżanki i sąsiadki. Nie musiałam chodzić na żadne kursy. Często przyjaciółki proszą mnie, bym nauczyła je, jak zestawiać ze sobą różne dodatki. Ale tego nie da się nauczyć, z tym trzeba żyć! Poza tym pochodzę z niezamożnej rodziny, musiałam więc umieć codziennie wyczarowywać coś nowego ze skromnej garderoby. Ten rodzaj „stylowej zaradności” pozostał mi do dziś.

Foto: Materiały prasowe Mireille Guiliano

Czy legendarna cezura 50. urodzin naprawdę istnieje?

We Francji mamy powiedzenie: „życie zaczyna się po 50-ce” i tak faktycznie jest. Dla osób w Twoim wieku, 25-latków, to może wydawać się śmieszne, ale ja naprawdę to poczułam. Nareszcie nic nie muszę, tylko mogę lub chcę. Mam tyle pieniędzy, że nie spędzam 16 godzin w pracy, a starcza mi na wszystko – oczywiście w granicach rozsądku. Im jestem starsza, tym większa jest w moim życiu równowaga pomiędzy możliwościami a potrzebami. Wielu rzeczy robić już nie mogę, na przykład nie skoczę ze spadochronem, ale w ogóle mi tego nie brakuje. Czuję się niezwykle dobrze.

Piszesz w swojej książce, że statystycznie najszczęśliwsze są kobiety po 50-ce.

I ta granica cały czas się przesuwa! Współczesne 60. 70-latki wiodą zupełnie inne życie niż ich matki czy babki. Jeszcze niedawno kobieta po 50-tce była uważana za staruszkę i tak się czuła. My w tym samym wieku jesteśmy zdrowsze, bardziej aktywne, niezależne. Dziś, kiedy sama osiągnęłam taki wiek, sądzę, że życie dopiero się zaczyna. Teraz naprawdę czuję się sobą. To samo dotyczy moich koleżanek – pięknych, spełnionych kobiet. Nie myślą, by niańczyć wnuki czy żyć życiem innych. Są świetnymi 60-, 70-letnimi architektkami, lekarkami, menadżerkami i nie zamierzają zwolnić tempa! A istnieją przecież i starsze damy, choćby dawna kochanka Pabla Picassa, Francoise Gilot, która już dawno świętowała 90. urodziny, a nadal zadaje szyku na paryskich salonach. Pewnie, ma – jak ja – twarz pokrytą zmarszczkami i nie może wypić już tyle kieliszków wina co kiedyś, ale zachowała ciekawość świata. Pozwala jej to wciąż cieszyć się życiem bez względu na wiek.

W Ameryce też masz takie koleżanki?

W USA moje rówieśniczki – przynajmniej większość z nich –są stałymi bywalczyniami gabinetów chirurgii plastycznej. Jaki jest tego efekt? Amerykańskie 70-latki zalały się botoksem i wszystkie wyglądają tak samo! A przecież młody wygląd nie wynika z liczby zmarszczek, tylko z błysku w oku, uśmiechu. Wiele z nich ma tak przerobione twarze, że już nawet nie umieją się uśmiechać… Nie należę do totalnych przeciwniczek operacji plastycznych. Istnieją zawody, choćby prezenterki telewizyjne, które tego wymagają. Ale na Boga, miejmy we wszystkim umiar! Jeszcze kwestia stroju – Francuzka w moim wieku w życiu nie założyłaby bikini czy mini, a w Stanach to standard. Czasem aż żal mi tych kobiet, tak bezmyślnie poddających się tworzonemu przez media kultowi młodości.

Co im mówisz?

Staram się im tak delikatnie, jak tylko potrafię, wytłumaczyć, że prawo grawitacji dotyczy wszystkich, i że życie nie kończy się po 35. urodzinach. Jest wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale też wiele takich, które determinują to, jak wyglądamy i się czujemy. Często wyjaśniam koleżankom, że zamiast kolejnej liposukcji powinny zastanowić się, co jedzą, ile śpią i jak często uprawiają sport. W ten sposób skutecznie każda z nas może oddalić moment, w którym powie: „jestem stara”. Chciałabym, żeby wszystkie kobiety umiały cieszyć się chwilą, a nie na siłę cofać czas. Życie jest tu i teraz. Nie pozwólmy go sobie nikomu odebrać.

To samo dotyczy mężczyzn?

Czas w życiu mężczyzny płynie zupełnie inaczej. Nadal postrzegają się jako „przynoszące zwierzynę samce”. Nie powiedzą o sobie: „jestem tym, co jem”, ale: „jestem tym, kim jestem na rynku pracy”. Dlatego zaraz po przejściu na emeryturę gwałtownie się starzeją – po prostu czują się niepotrzebni. Kobiety natomiast zawsze mają w zanadrzu jakieś hobby, pasję, nie żyją wyłącznie swoją karierą. To dla nas szansa, by na dłużej pozostać młodymi i szczęśliwszymi.

A Ty czujesz się emerytką?

Wręcz przeciwnie! Mam dziś więcej zajęć niż kiedykolwiek i muszę codziennie się dobrze zastanowić, z czego zrezygnować, by zarezerwować choć trochę czasu dla siebie i dla męża. Tak samo moje koleżanki. Nagle, kiedy nie mamy już w domu dzieci, a nie pozwalamy zrobić z siebie bezpłatnych opiekunek dla wnuków, okazuje się, że czeka na nas mnóstwo ciekawych zajęć. I nie myślę tu o „zajęciach dla seniorów”, ale o normalnych pasjach, takich jak malowanie, moda, podróżowanie czy sport.

W polskiej kulturze pytanie kobiety o wiek postrzegane jest jako przejaw złego wychowania.

W wielu krajach jest dokładnie odwrotnie – to mężczyźni zatajają swój wiek. Dziś coraz trudniej go ukryć, bo przecież każdy posiada numer pesel. Tyle że to tylko kilka cyferek! Data urodzenia o niczym nie świadczy, bo mamy tyle lat, na ile się czujemy. Wśród koleżanek w moim wieku niektóre są już staruszkami, bo tak się zachowują. Przy innych, urodzonych jeszcze wcześniej, to ja czuję się staro! Powtarzam – to tylko cyfry, nic więcej. Nie ma co oszukiwać, dawać się nastrzykiwać różnymi świństwami albo ubierać się jak własna wnuczka. Wystarczy żyć świadomie. Według mnie starzenie się z klasą zaczyna się od środka i nie zależy od ilości makijażu ani długości sukienki.

Mówisz, jakby każdy znał jakieś niepisane reguły. Kto je tworzy? Jak je poznać?

We Francji, skąd pochodzę, to kwestia tradycji. Wszyscy nad Sekwaną jesteśmy przesiąknięci zwyczajami, które poznaliśmy dzięki naszym rodzicom, a oni odziedziczyli je po swoich. Skupiając się na kwestii kobiecej, momentem kluczowym było Oświecenie. To właśnie wtedy kobiety zyskały na dworach królewskich ogromne znaczenie. Często królewskie metresy okazywały się lepiej wykształcone od władców i umiały wykorzystywać swoje wpływy tak, że wszystko wokół działało pod ich dyktando.

Tematy:

Nieprawidłowy email