Normalsi z Instagrama. Dlaczego zwyczajni ludzie stają się idolami?

Instagram pozwala podglądać nie tylko gwiazdy z 50 milionami fanów na koncie, ale także Anie, Kasie i Magdy, które mogłyby być naszymi sąsiadkami, ale dzięki zdjęciom jedzenia, podróży i ubrań stały się mikrocelebrytkami, może nie dla wszystkich, ale z pewnością dla swojego wiernego grona kilkudziesięciu tysięcy obserwatorów. Skąd w nas ta voyeurystyczna potrzeba zbliżenia się do „normalnego” życia „normalnych” ludzi?

Foto: istock

Kylie Jenner pozuje do selfie w bieliźnie. W lustrze odbija się flesz, wokół rozpościera się luksusowa, ale utrzymana w lekkim nieładzie przestrzeń willi nastoletniej królowej Instagrama, a w tle widać zastawę stołową. Zdjęcie jest niedbale skadrowane, wrzucone bez retuszu, przypadkowe, a nie wykoncypowane. Ale to tylko pozory. Kylie zanim opublikuje na Instagramie autoportret, testuje setki podobnych ujęć, ustawia scenografię, a potem przepuszcza fotografię przez programy graficzne. Kylie w doskonały sposób naśladuje niedoskonałe zdjęcia swoich fanek, pozwalając im pozostać w złudzeniu, że wykonują dobrą robotę.

Nie wiadomo jednak, co było pierwowzorem – zdjęcia Kylie, czy kadry zwyczajnych dziewczyn. Gwiazda, inspirując się tymi, które do miana gwiazdy dopiero aspirują, tak naprawdę wzmacnia trend, który na zasadzie „podaj dalej” rozpowszechnia się od Los Angeles po Ural.

Dopieszczony, wymuskany, przeestetyzowany Instagram sprzed kilku lat zmienia oblicze. Choć wciąż obserwujemy wysmakowane profile blogerek, które z Malediwów lecą do Dubaju, a potem wsiadają w samolot do Nowego Jorku, coraz częściej dostrzegamy, że dziewczyny z sąsiedztwa już dawno nie są takie jak my, bo awansowały do ligi gwiazd. Gwiazdy, żeby pozostać blisko ziemi, przyjmują więc odwrotną strategię. Publikując spontaniczne zdjęcia bez makijażu, na zwyczajnym tle i w towarzystwie mało znanych przyjaciół, nie budzą zazdrości, a raczej podziw, wyrażany komentarzami: „taka sławna, a taka normalna”.

Nie bez znaczenia jest też powrót trashowej, czy bardziej swojsko: śmietnikowej, estetyki lat 90., która oscylowała wokół heroin i porno chicu. Prześwietlone zdjęcia, blade twarze, niedbałe pozy zdominowały Instagramy młodych artystów, co bardziej ambitnych modelek i stylistek niszowych magazynów.

Kylie Jenner doskonale wyczuwa tę tendencję, bo właśnie ci, którzy mają odwagę nie być pięknymi, nad wyraz jej imponują. Sama nie chce jednak rezygnować z narzucania innym nowego kanonu urody, więc jej zdjęcia wywołują dysonans. Choć udają nieudane, twarz Kylie zawsze wygląda na nich idealnie – z głowy nie odstaje ani jeden włosek, mocne instagramowe brwi obramowują twarz, usta są odpowiednio wydęte. Jej fanki, które też chcą zgromadzić miliony fanów, ryzykują schizofrenią. Z jednej strony chcą pokazać swoje życie „takim, jakie jest”, a z drugiej chcą wyglądać „ładnie”, bo przecież do zdjęć pozuje się w swojej najlepszej, a nie najgorszej wersji. Niedbałość jest więc możliwa tylko w odniesieniu do wzorca dbałości z Sevres, czyli świadomego wystylizowania.

Kogo więc chcemy oglądać? Piękne blogerki w jeszcze piękniejszych miejscach na najpiękniejszych kadrach? Domorosłych artystów grunge'u, którzy odrzucają klasyczne piękno? A może gwiazdy, które udają, że ich życie wcale nie jest takie piękne?

Wydaje się, że jesteśmy w momencie przełomowym. Pierwsza grupa już nas frustruje, irytuje i nudzi, druga bywa ciężkostrawna dla łaknącego harmonii oka. Trzecia, balansująca na granicy pierwszej i drugiej, jednocześnie spełnia potrzebę schludności, staranności i stonowania, ale pozostaje amatorska, surowa, zgrzebna.

Influencerki, które gromadząc kilkadziesiąt tysięcy fanów, wrzucają na Instagrama zdjęcia swoich dzieci, kotków i mężów, dzielą się poradami z życia wziętymi na temat gotowania, ubierania i wychowania i chwalą nowymi sukienkami. Nie są ani artystkami, ani blogerkami, ani gwiazdami. Od artystek oddziela je niechęć do eksperymentu, podatność na powtórzenie, zamiłowanie do tego, co może podobać się wszystkim. Od blogerek różni je to, że (jeszcze) trochę mniej zarabiają, trochę mniej podróżują i trochę gorzej kreują swój wizerunek. A od gwiazd różni je umiłowanie zwyczajnego życia i zachowawcze rozumienie kobiecości.

Dlaczego więc zamiast oglądać kadry dzieci, kotków i mężów przyjaciółek, lajkujemy zdjęcia obcych dziewczyn, które pokazują, jakie buty ostatnio kupiły, gdzie spędziły weekend i z kim idą na randkę? Dlaczego podoba nam się przeciętność, na którą sami często nie mamy odwagi? Dlaczego wolimy to, co nie jest ani bliskie ani dalekie od tego, co jest bliskie albo dalekie?

Gdy nasza dotychczas ulubiona blogerka pije szampana z Kim Kardashian, czujemy się oszukani. Gdy Kylie Jenner udaje every girl, uśmiechamy się z politowaniem. Gdy artysta pokaże, coś „brzydkiego”, chwieje się nasze poczucie estetyki.

Ale gdy Ania, Kasia czy Magda dzielą się z nami zdjęciami swoich dzieci, kotków i mężów, nie czujemy podziwu, zazdrości, ani zniecierpliwienia. „To mogłabym być ja”, myślimy. Bo mamy przecież tyle samo (albo i więcej) kosmetyków do makijażu, sukienek i punktów IQ. Zamiast aspirować do nieosiągalnej pozycji, pieniędzy i prestiżu, wystarczy, że podskoczymy o oczko, a już nam zapłacą za promowanie jogurtu, podkładu czy zegarka. To oczko wyżej nie musi być nawet na skali urody, stylu czy wdzięku. Wystarczy odrobina ekshibicjonizmu graniczącego z naiwnym przeświadczeniem, że przecież nie da się nie polubić (a więc polajkować) Ani, Kasi czy Magdy, która ładnie się ubiera, ma schludnie w domu i kocha dzieci, kotki i męża.

Wyzwolenie z nierealnych aspiracji, a więc jeszcze mniej realnych sposobów ich realizacji, daje błogie poczucie bezpieczeństwa. A scrollowanie feedu z instagramami influencerek odpręża równie skutecznie jak skakanie po kanałach – od gotujących dzieci przez maratony seriali po metamorfozy w damy.

Uśpienie ambicji przez łatwo- (ale niekoniecznie lekko-) strawną papkę poza wszystkim nie działa dobrze na mięsień feministyczny, na powrót sprowadzając kobiety, bo to przecież one najczęściej prężą się przed obiektywami smartfonów, do roli obiektów. Czy to, że same chcą nimi być, a nawet świetnie im wychodzi sprzedawanie własnych wizerunków, czyni je sprawnymi bizneswoman? Jak najbardziej. Ale czy z oglądających robi fanów silnych kobiet czy raczej banalnych obrazków?

Tematy:

Nieprawidłowy email