Top Lista Osobista #50: Marek Pietroń

W dzisiejszej Top Liście o tym, jak poradzić sobie z ponurym listopadem, dlaczego nie będę miał butów, które mi się podobają i dlaczego kalendarze adwentowe nie nauczyły mnie cierpliwości. Oraz o tym, czy oceniać książkę po okładce. Zapraszam.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

W pogoni za słońcem

Listopad jaki jest, wszyscy wiemy - zmiana czasu, coraz krótsze dni i zachmurzone niebo. Do chłodniejszych pór roku jestem w stanie się przyzwyczaić, natomiast o wiele trudniej jest polubić ponure dni bez słońca. W tym roku postanowiłem przedłużyć sobie lato i poleciałem na urlop do Portugalii, a konkretnie do Lizbony. I był to naprawdę strzał w dziesiątkę!

Lizbona potrafi zauroczyć, zwłaszcza gdy jedzie się do niej w listopadzie. Nie ma już nieznośnych upałów, lecz nadal jest ciepło, a pogodę można przyrównać do polskiego schyłku lata. Gdy pojechałem nad ocean poza Lizbonę, to było tak gorąco, że można się było swobodnie opalać na plaży, a nawet kąpać w oceanie. Z tej możliwości jednak nie skorzystałem.

Od teraz postanowiłem wykorzystywać urlop nie latem, lecz w przejściowych porach roku, bo wtedy wyjazdy w cieplejsze rejony mają więcej uroku, a my tym samym przedłużamy sobie lato. Naprawdę przyjemnie jest wyrwać się z szarej jesiennej aury i, nie lecąc zbyt daleko, zobaczyć błękitne niebo, słońce, kwitnące rośliny, dojrzewające na drzewach mandarynki, cytryny i granaty oraz poczuć zapach bryzy dolatującej znad oceanu.

Ten wyjazd to zdecydowanie #1 na mojej jesiennej Top Liście.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG Lizbona, fot. Marek Pietroń

Buty, których nie będę mieć

Spacerując nocą po Lizbonie, zobaczyłem na jednej z wystaw sklepowych buty, które od razu przykuły moją uwagę. Takich jeszcze nie widziałem, spodobały mi się. Spojrzałem na szyld – Hermes. Ceny na wystawie niestety nie było, będę musiał sprawdzić, ale obawiam się, że mój budżet u schyłku roku już tych butów nie udźwignie. No cóż, popatrzeć przez szybę można za darmo.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG sneakersy Hermes

10 tysięcy kroków dla zdrowia

10 tysięcy kroków dziennie to ponoć niezbędne minimum dla zachowania zdrowia. Niestety, mój codzienny, regularny tryb życia nie sprzyja takiej ilości. Przekonałem się o tym, odkąd mam smartwatcha. Mój Fossil Q Marshal zlicza każdy wykonany krok. Z przerażeniem odkryłem, że tych kroków w ciągu dnia wykonuję zbyt mało i postanowiłem bardziej o to zadbać.

Podróże kształcą, wiadomo, więc w czasie pobytu w Lizbonie dowiedziałem się czegoś nowego – mianowicie, że spacery po mieście to tak naprawdę bardzo intensywny trening. Po całym dniu rekreacyjnego chodzenia po Lizbonie licznik na moim smartwatchu pokazał mi ponad 20 tysięcy kroków. To bardzo dobra wiadomość. To znaczy również, że wyjazdy mi sprzyjają, a wręcz wspierają moje zdrowie i kondycję. Przy okazji dowiedziałem się, że mogę komunikować się ze smartwachem głosowo i nie muszę nosić telefonu komórkowego w kieszeni. Mogę schować go głęboko w torbie (co przy wyjazdach turystycznych i w zatłoczonych miejscach ma znaczenie), a smartwach sam powiadomi mnie o przychodzącym połączeniu i pokaże każdego smsa, który przychodzi na telefon. Zachęcony tak dobrym wynikiem w spacerowaniu, planuję już wiosenne wyjazdy.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG 20 tysięcy kroków Fossil Q Marshal

Świece Diptyque na listopadowe wieczory

Pogoń za słońcem to jedno, lecz czeka mnie też powrót do rzeczywistości. Listopadowe pochmurne dni i długie wieczory można sobie umilać w różny sposób. Jednym ze sposobów na lepsze funkcjonowanie jesienią i zimą, sprawdzonym od lat w Skandynawii, są świeczki.

Moje ulubione, niezmiennie na jesienno-zimowej Top Liście, to dwie francuskie marki: Diptyque (niektórzy twierdzą, że to najlepsze zapachowe świeczki) oraz Cire Trudon (francuska firma rodzinna, która produkuje świece nieprzerwanie od 1643 roku!).

W tym roku wybrałem sobie na jesień świecę w kobaltowo-złotym opakowaniu z najnowszej świątecznej kolekcji Diptyque Holiday 2016 – Un encense etoile 2016 pachnie mieszanką żywicy elemi i goździków, przeplatanych nutami kadzidła i słodkiej wanilii.

Foto: Materiały prasowe Galilu - Diptyque Un encense etoile 2016

W kolecji świątecznej Diptyque są również inne zapachy. Czerwono-złota świeczka Epices et delices 2016 o zapachu ciepłego piernika z nutą miodu i anyżu gwiaździstego oraz zielono-złota Le Roi Sapin 2016 o zapachu ciepłych, drzewnych tonów żywicy sosnowej, cedru i paczuli.

Ciekawostką jest, że całą oprawę graficzną tej świątecznej edycji zaprojektował Pierre Marie, który od 2008 r. współpracuje z marką Hermes przy projektowaniu wzorów na chustach oraz printów w kolekcjach pret-a-porter. Świece mają opakowania inspirowane teatrzykami dla dzieci. Zresztą zobaczcie sami.

Foto: Materiały prasowe Galilu - Świece ze świątecznej kolekcji Diptyque Holidays 2016

Kalendarz adwentowy L'Occitane

Pamiętam z dzieciństwa kalendarze adwentowe z czekoladkami. Nie wiem, czy ten, kto wymyślił taki kalendarz, miał również zamysł wychowawczy, aby uczyć dzieci cierpliwości. Jeśli tak, to na mnie to nie podziałało. Drugiego dnia pootwierałem z ciekawości wszystkie okienka, bo chciałem sprawdzić, co tam się kryje. Podobnie mam w tej chwili, jeśli chodzi o kalendarz adwentowy L’OCCITANE.

Foto: Materiały prasowe Kalendarz adwentowy L'Occitane

Zaprojektowała go ilustratorka Kanako Kuno, znana z bloga My Little Paris, dzięki czemu jest zabawny i kolorowy, tak jak zresztą jej wszystkie ilustracje.

Kalendarz kryje 24 małe produkty i aż mnie korci, żeby je od razu wszystkie pooglądać i wypróbować. Ale teraz jestem już dorosły i będę cierpliwie otwierać okienka przez 24 dni.

Foto: mylittleparis.com Ilustracje Kanako Kuno

Czy oceniać książkę po okładce?

Ponoć nie powinno się oceniać książki po okładce. Ale już same okładki oceniać warto. Okładka jest rodzajem opakowania i dobrze by było, gdyby została starannie zaprojektowana i miała wartość nie tylko informacyjną, ale również plastyczną. Zdarzyło mi się, że nie kupiłem książki ze względu na brzydką okładkę, chociaż wiedziałem, że to dobra literatura. Kupowałem w takiej sytuacji wersję elektroniczną na kindle’a, bo nie chciałem mieć na półce czegoś, co było tak kiepskie (w mojej ocenie oczywiście).

Dziś na mojej Top Liście lądują dwie książki, które nie dość, że są świetne literacko, to mają bardzo dobre okładki, a dobra literatura ze świetnie zaprojektowaną okładką to idealny prezent pod choinkę. Oto moje typy:

Foto: Materiały prasowe

Okładka „Króla” Szczepana Twardocha to projekt Rafała Kucharczuka. Nawiązuje stylistycznie do prasy, ulotek i plakatów z lat 30. XX wieku. Jest w kolorze zielonkawego papieru z makulatury z wyblakło-różowymi przetarciami (na zdjęciu wyglądają na rdzawe, ale uwierzcie - w rzeczywistości wpadają w łososiowy róż) i charakterystyczną typografią prasową.

Z kolei „Mock” Marka Krajewskiego (projekt Michała Pawłowskiego ze studia graficznego Kreska i kropka) to nawiązanie do estetyki komiksu kryminalno-sensacyjnego.

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze

~Kasiek : Fajne inspiracje, ale brakuje mi jakies jesiennej herbatki. Zapachy jesienne sa super, ale smaki tez. Ja lubie magic moment z teekanne. Taki wieczor ze siwczka i herbatka mmm.
6 gru 16 13:31
Liczba głosów:0
0%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Rita : Książka jest zawsze najlepszym sposobem na relaks, na poprawienie nastroju, na chandrę. Ostatnie jesienne wieczory nie nastrajają pozytywnie, więc tym chętniej sięgam po książkę. Czytam właśnie "Leśną polanę", autorstwa Katarzyny Michalak. Ciekawa historia, wciągnęła mnie od pierwszej strony :)
24 lis 16 02:48 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email