Każdy z nas mówi własnym językiem - rozmowa z Malwiną Konopacką

„Nagrody są bardzo miłe, ale myślę, że nie zaspokajają mojej ambicji. Traktuję je jak bazy, które zalicza się w drodze do mety – takie »łyki wody«. Chwila oddechu i znowu trzeba ruszać”, mówi Malwina Konopacka. Jedna z najciekawszych współczesnych ilustratorek, graficzek i projektantek, autorka znanej na całym świecie serii wazonów OKO zdradza, jak wygląda życie artystki w XXI wieku.

Malwina Konopacka, fot. Aga Bilska

W jednym z artykułów na Twój temat znalazłem takie zdanie: „Rysunków i ilustracji Malwiny Konopackiej nie sposób pomylić z niczym innym”. Jak Ci się to udało?

Rysowanie stanowi część osobowości – wynika z tego, jacy jesteśmy wewnątrz. Dlatego gdy artysta tworzy coś, co bierze się z jego samodzielnego myślenia, a nie np. trendów czy mody, w efekcie zawsze powstaje charakterystyczna praca. Mam szczęście znać co najmniej kilku kolegów po fachu, którzy są autorami takich niepowtarzalnych, charakterystycznych dzieł. Każdy z nas mówi własnym językiem.

Na czym polega oryginalność Twoich prac?

Moje prace mają swój retro charakter – oko, oko, nos, policzek, kilka kropek, kilka kresek i volia!

Więc kto ze świata sztuki miał największy wpływ na Twoją drogę artystyczną? 

Trudno wskazać mi artystę, którego lubię najbardziej. Ważnym doświadczeniem dla mnie były studia na Wydziale Historii Sztuki. Tam zapoznałam się zarówno z twórczością mistrzów średniowiecza, jak i artystów wszelkich awangard XX w. Cenię na pewno szeroko pojętą klasykę: chętnie prowadzę z nią dialog poprzez własną twórczość. Uwielbiam Picassa, Legera, Malewicza, Strzemińskiego, Stażewskiego, Tomaszewskiego... Wymieniać mogłabym długo.

Twoje prace są nazywane: „dziełami sztuki i rzemiosła oraz gotowymi do kupienia produktami”. W jaki sposób udaje Ci się połączyć te trzy aspekty? 

Od 2014 roku ruszyłam z serią OKO – ręcznie malowanych wazonów. Duże formy ceramiczne dają mi możliwość malowania ilustracji 360 stopni, podkreślających trójwymiarowość formy. Tak więc są to unikatowe, jednostkowe przedmioty, gotowe do kupienia.

Foto: Materiały prasowe Wazony OKO Malwiny Konopackiej, fot. Fotoprodukcja

A kim w takim razie są Twoi klienci? To znawcy sztuki czy osoby, które myślą wyłącznie o tym, by kupić coś niepowtarzalnego? 

Rzeczywiście, najczęściej po wazon zgłaszają się do mnie osoby, które lubią sztukę.

Co łączy Twoich klientów?

Wazony OKO, poza ogólnie pojętą dekoracyjnością, mają często w sobie jakiś element zabawy, żartu. Dlatego klienci to zazwyczaj osoby z poczuciem humoru i dystansem do rzeczywistości.

Nie tylko klienci doceniają Twoją twórczość – jesteś laureatką licznych konkursów. Sukcesy Cię uskrzydlają czy powodują, że zaczyna jeszcze więcej od siebie wymagać? 

Nagrody są bardzo miłe, ale myślę, że nie zaspokajają mojej ambicji. Traktuje je jak bazy, które zalicza się w drodze do mety – takie „łyki wody”. Chwila oddechu i znowu trzeba ruszać.

Co uważasz za swoje najważniejsze dotychczasowe osiągniecie? 

Czuję, że realizuję się w życiu zawodowym. Cieszę się, że mam możliwość robienia tego, co lubię, utrzymywania się z pracy, która daje mi satysfakcję. To mój sposób na życie. Największym sukcesem jest chyba wazon OKO: pojawia się na światowych wystawach designu i staje się coraz bardziej rozpoznawalnym przedmiotem.

Kto jako pierwszy rozbudził w Tobie zainteresowanie sztuką? 

Mój tata, historyk sztuki. Całe dzieciństwo oprowadzał mnie po galeriach i muzeach. Wychowywałam się w domu pełnym pięknych przedmiotów, więc obcowanie ze sztuką jest dla mnie nieodzownym elementem życia.

A jak wygląda Twoje mieszkanie? 

Bardzo lubię piękne przedmioty, zwłaszcza ikony XX wieku. Mam wokół siebie trochę klasyków designu, ale też kilka własnych wazonów. Na ścianach – od rycin po plakaty i kilka prac dzieci. Wyraziście i kolorowo.

Twojej rodzinie łatwo jest mieszkać pod jednym dachem z artystką? 

Bycie artystą to z pozoru zwykłe zajęcie. Trzeba wstać, ogarnąć siebie, otoczenie i wziąć się do roboty. Przypuszczam, że jestem nawet najporządniejszym domownikiem. Całe wrzenie tkwi w głowie – a z tym muszę się już zmierzyć sama. Uporządkować i wyprodukować coś nowego.

Malwina Konopacka, fot. Justyna Helena Majewska

Kto Cię wspiera? 

Chłopak, na bieżąco konsultuję z nim pomysły i wzory. Ma wspaniałe poczucie estetyki, a spojrzenie z zewnątrz niezwykle się przydaje. Dodatkowo entuzjazm i trudne pytania mojej 4-letniej córki. W ogóle jestem szczęściarą: otaczam się przyjaciółmi, którzy są specjalistami z różnych dziedzin: historii sztuki, socjologii, grafiki czy też designu. Często wspierają mnie swoją wiedzą i spostrzeżeniami.

Współpracowałaś z Łukaszem Jemiołem, w 2011 roku zostałaś laureatką nagrody Klubu Twórców Reklamy za komiks „Kłos między kartkami”. W której dziedzinie sztuki najlepiej się odnajdujesz?

Medium – ilustracja czy ceramika – nie jest istotne. Satysfakcję i przyjemność sprawia mi samo tworzenie. Chociaż ostatnio więcej robię przedmiotów niż ilustracji… Ale za to – ilustrowanych przedmiotów.

Co jeszcze sprawia Ci satysfakcję? 

Pokonanie problemów. Mam kłopoty z logistyką: moja pracownia znajduje się w Pruszkowie, a wazony sporo ważą. Szczególnie ciężko bywa teraz, gdy na świecie pojawiła się kolejna córeczka. Pogodzić dom z pracą – to jest wyzwanie. Poza tym przyjemność sprawia mi sam proces tworzenia i wymyślania.

Jak wygląda praca artysty w XXI wieku?

Zleceniodawcy zgłaszają się do mnie sami. Ilustracje robię na zlecenia – poza autorskim kalendarzem „80 Okazji do Świętowania”, który ukazuje się już od sześciu lat, wydawany przez Bęc Zmianę.

A wazony?

Przynajmniej raz w roku projektuje nową serię, która obejmuje ok 20-25 egzemplarzy. Po te wazony zgłaszają się do mnie galerie, wystawcy czy sklepy.

Nie zwalniasz tempa. Gdzie widzisz się za 10 lat?

Otoczoną kolekcją ceramicznych przedmiotów z serii OKO. Chciałabym rozwijać moją działalność, mieć do tego odpowiednia przestrzeń, która byłaby jednocześnie biurem projektowym i wystawowym. Za 10 lat widzę siebie w manufakturze projektowej Malwina Konopacka produkującej przedmioty, które podróżują po całym świecie. A ja – razem z nimi.

Foto: Materiały prasowe Malwina Konopacka, fot. Aga Bilska

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze

~wex : Ilustratorka,graficzka,premiera,prezydenta.Nowomowa lewicowo-femistyczna ma się jak widać dobrze(( https://ciekawostkixxx.blogspot.com ))
22 lut 13:21
Liczba głosów:0
0%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~jk do ~viii: Co łączy Gladiatora, Grawitację i Lalaland?
22 lut 13:14
Liczba głosów:0
0%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~viii : jeżeli jakiś artysta wali oczy i piramidy na swoich dziełach ma murowane zwycięstwo w międzynarodowych konkursach. wystarczy np spojrzeć np na kolejne nagrody grand prix międzynarodowego biennale i triennale grafiki w Krakowie. motywy przewodnie - trójkąty, oczy w trójkątach, trójki, hybrydy ludzi ze zwierzętami. - to taka masońsko iluminacka tematyka... to tak jakby w konkursach na prace chrześcijańskie nie wygrywały inne niż te z tematyką krzyży czy Chrystusa. Ludzie po prostu nie rozumieją dlaczego oskary dostają takie filmy jak gladiator, grawitacja czy teraz lalaland. Nie rozumieją tematyki i symboliki w filmach a co dopiero w innych "artystycznych" zdobywających sławę i splendor działach.
22 lut 13:05 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email