Pasja do garów

Gotowanie to nic fajnego. Nie jest łatwe ani przyjemne. Jeśli też tak sądzicie, zajrzyjcie na chociaż jeden z blogów, które polecamy poniżej. Nawet jeśli nie zmienicie nastawienia do jedzenia, to przestaniecie nienawidzić tych, którzy kochają o jedzeniu pisać i je fotografować.

Dzięki uprzejmości Vkreesphotography.com

Moje podniebienie przez długi czas nie było zbyt wymagające. Nie potrafiłam ekscytować się smakowaniem najbardziej wymyślnych potraw i napojów. Zamiast pieczołowicie zaparzanej kawy, chwytałam tę w papierowym kubku. Zamiast posiłków o egzotycznie brzmiących nazwach, wybierałam te ogólnie znane. Zamiast slow, wybierałam fast. Wiedziałam, że gotowanie nie jest fajne. Nie jest łatwe i przyjemne. Nie odpręża i nie działa uspokajająco. Głosiłam te radykalne opinie, i jak to w takich sytuacjach zwykle bywa, stało się coś, co zmienia tok myślenia. Co to było? Odkrycie kulinarnego bloga z Tasmanii.

Blog tasmański

Islandmenu prowadzi dwójka przyjaciół. Sam Shelley i Catherine Miller, jak wszyscy blogerzy jedzeniowi, mówią o miłości do gotowania, pasji wymyślania nowych przepisów, potrzebie pokazywania „małych i wspaniałych rzeczy, o których powinniśmy pamiętać w codziennym życiu”. Jednak jest coś, co wyróżnia ich blog w zalewie innych poświęconych kulinariom:

- Mamy to szczęście, że mieszkamy w Tasmanii. Pomyśleliśmy więc, że nasz blog będzie trochę inny. Będzie pokazywał miejsca, z których pochodzą produkty do potraw.

Dzięki uprzejmości: islandmenu.com

Ta wizja spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem internautów, którzy masowo zaczęli na niego zaglądać. Samuel, pytany w czym dopatruje się przyczyn sukcesu, mówi:

- Według mnie to coś leży w zdjęciach. Wydaje mi się, że nasz blog chwycił, ponieważ nie chodzi w nim tylko o jedzenie położone na stole. Tam gdzie to możliwe, staramy się pokazywać proces pozyskiwania składników do posiłków, np. połów ryb albo zbiór jagód. To interesuje nas bardziej niż kupowanie ich w supermarkecie. Każdy z naszych postów jest więc w pewnym sensie zdjęciową mini-opowieścią.

Trzeba przyznać, że każda z tych opowieści rozgrywa się w bajecznej scenerii.

Wegetariańska Amerykanka

Cookie and Kate pokochałam za coś innego. Jako miłośniczka braci mniejszych nie mogłam przejść obojętnie obok bloga, którego bohaterkami są Amerykanka z Kansas City, Kathryn, zwana Kate i jej czworonożna przyjaciółka Cookie. Ta druga jest wesołą i przyjazną, popielato-czarną suczką. Pierwsza to „fotograf i kucharz samouk” i – jak sama deklaruje – totalna fanatyczka jedzenia.

- Śnię o nowych przepisach. Pochłaniam książki kucharskie. Zwracam uwagę na każdy pojedynczy składnik potrawy i jego wartości odżywcze. Uwielbiam fotografować jedzenie i mam nadzieję, że moje zdjęcia inspirują odwiedzających, aby wejść do kuchni i kreować pyszne, zdrowe posiłki. Ponad wszystko uwielbiam jeść.

Dzięki uprzejmości cookieandkate.com

Amerykanka jest wegetarianką. Do posiłków wykorzystuje tylko składniki naturalnego pochodzenia. Wspominając początek swojej przygody z blogowaniem, mówi

- Zaczęłam prowadzić bloga, ponieważ pracowałam w biurowym otoczeniu i potrzebowałam zająć się czymś kreatywnym.

Jej kreatywność okazała się tak duża, że dorywcze z początku zajęcie stało się wkrótce pełnoetatową pracą. Dziś Kate zarabia swoim hobby na życie. Zapytana, co zrobić aby w blogowaniu odnieść sukces, mówi:

- Myślę, że kluczowe są trzy rzeczy. Po pierwsze, jakość pisania. Po drugie, wiarygodne przepisy. Po trzecie, fotografie ukazujące jedzenie w możliwie najlepszy sposób. Nawet najsmaczniejsza potrawa może wyglądać na nieapetyczną, jeśli zostanie sfotografowana w niewłaściwych warunkach. I dalej:

- Rób to, czego nauczyła cię mama. Słowem, bądź miły i konstruktywny, miej respekt i pokorę. Ciężko pracuj.

Proste, prawda?

Jedzenie na Brooklynie

Ostatnim moim jedzeniowo-internetowym uzależnieniem stał się blog Vanessy (Vkreesphotography) z Nowego Jorku, mieszkającej „w apartamencie na Brooklynie, ze swoim chłopakiem i kotem. Nad najlepszym sklepem z bajglami w całym mieście”.

Blogerka w umiejętny sposób pokazuje, jak łączyć tematy kulinarne z lifestyle’owymi. Jak pokazać potrawę z wieżowcami w tle, chodnikiem, dziedzińcem, amerykańską flagą i wreszcie modą uliczną. No i światłem, bo jak Vanessa mówi:

- Jestem pasjonatką kreowania pięknego światła. Dla mnie używanie ośmiu jego źródeł do jednego zdjęcia nie jest niczym nadzwyczajnym.

Dzięki uprzejmości: vkreesphotography.com

Dlaczego jednak fotografować właśnie jedzenie?

Bo nie wymaga to olbrzymich przestrzeni, bo nie trzeba ogromnych budżetów, a rekwizyty można znaleźć w każdym domowym zakątku. Mylicie się jednak, jeśli myślicie, że Vanessa to perfekcyjna gospodyni. Zapytana w jaki sposób zachęciłaby kręcących nosem na częstsze wizyty w kuchni, odpowiada:

Dzięki uprzejmości: vkreesphotography.com

- Sama nie jestem jakoś bardzo zaangażowana w gotowanie. Co prawda codziennie gotuję i uwielbiam jeść, ale moja największą pasją jest fotografia, a nie zgłębianie czy tworzenie nowych przepisów. To moja siostra Rachel rozwija się w tej dziedzinie. Dlatego ze sobą współpracujemy!.

Tematy:

Nieprawidłowy email