RM 58 – fotel, jak marzenie!

Miał szansę stać się ikoną XX-wiecznego design. Jego opływowa forma i zdecydowany kolor zachwyciły nawet samego Le Corbusiera. Dlaczego fotel RM 58 projektu Romana Modzelewskiego na 60 lat zniknął nam z oczu i jak to się stało, że dziś wraca w wielkim stylu?

vzor.pl

Myli się ten, kto myśli, że PRL to tandeta i bylejakość w projektowaniu. W socjalistycznej Polsce powstało wiele genialnych mebli i innych przedmiotów codziennego użytku, która nawet dziś, po kilkudziesięciu latach, nie straciły nic ze swej oryginalności. Przykłady? Charakterystyczny, biomorficzny fotel RM 58 Romana Modzelewskiego. Właśnie, po ponad 60 latach, wznowiono jego produkcję.

Design w powojennej Polsce kształtowało kilka czynników. Najważniejsza była oczywiście polityka. W PRL-u każdą dziedzinę życia podporządkowano władzy. Równie ważne były czynniki ekonomiczne – brakowało materiałów, nowych technologii, a budowane mieszkania były tak malutkie, że nie pomieściłby sprzętów o zbyt dużych gabarytach. W projektowaniu liczyła się więc przede wszystkim cena i funkcjonalność. W takich warunkach pracować przyszło pokoleniu projektantów, którzy w przedwojennej Polsce bez przeszkód czerpali z osiągnięć międzynarodowych modernistów, wymieniali się ideami z najważniejszymi artystami tamtych czasów.

Po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku, w opanowanej doktryną socrealistyczną Polsce, nastąpiła odwilż. Projektanci, wcześniej zmuszeni do stosowania narzuconej im estetyki, z entuzjazmem wrócili do przedwojennych tradycji. Lata 1955-1968 to w polskim designie okres niezwykle intensywnego poszukiwania nowoczesnych rozwiązań. Siermiężne, toporne formy zamieniono na opływowe, organiczne kształty. Meble i ceramika stały się nagle asymetryczne, roztańczone. Brunatne i nieciekawe kolory zamieniono na czyste, jasne barwy, które rozświetlały wnętrza domów.

Polski design tamtych lat wpisywał się w ogólnoeuropejski trend. Podobne przedmioty wychodziły z pracowni największych projektantów: Alvara Aalto, Eero Saarinena oraz Charlesa i Ray Eamesów. Styl form organicznych, jak go później nazwano, odmienił pejzaż codziennego życia w PRL-u.

Taki właśnie – biomorficzny, nowoczesny, inny, był zaprojektowany przez Romana Modzelewskiego fotel RM 58. Polakom wydawał się czymś niezwykły. Modzelewski wykorzystał nowatorski w tym czasie materiał: jego fotel odlany był w jednym kawałku z żywicy epoksydowej. Lśniący, ustawiony na czterech metalowych nogach mebel zaprojektowano w różnych kolorach – najpopularniejszy okazał się ten w zdecydowanej ostrej czerwieni. Projekt Modzelewskiego szokował również formą i wielkością. Z trudem bowiem mieścił się w typowym miniaturowym PRL-owskim mieszkanku.

Niestety wówczas nikt nie był zainteresowany jego produkcją. Światełko w tunelu pojawiło się dopiero podczas zagranicznej wycieczki profesora do Francji, Włoch i Szwajcarii. Modzelewski spotkał tam Le Corbusiera, prawdziwego papieża nowoczesnego projektowania, człowiek, który zrewolucjonizował myślenie o architekturze i designie. Kiedy ten zobaczył projekt fotela, od razu zaproponował wdrożenie go do masowej produkcji. Gdyby RM 58 pojawił się na zachodzie z błogosławieństwem Le Corbusiera, dziś uznawany były za ikonę XX wieku. Tak się jednak nie stało. Powód? Władze PRL- u zakazały Modzelewskiemu konszachtów z kapitalistami.

I tak fotel na kilkadziesiąt lat istniał tylko w pamięci niewielu. Wszystko zmieniło się zaledwie kilka lat temu. W 2008 roku najważniejsze europejskie muzeum designu, londyńskie Vicoria & Albert Museum, zakupiło mebel do swoich zbiorów. Zaraz potem V&A pokazało go na wystawie "Cold War Modern" jako ikonę zimnowojennego projektowania. Od tego czasu RM 58 przeżywa drugą młodość. Nawet ospałe Muzeum Narodowe w Warszawie przypomniało sobie, jakie perły ma w swoich zbiorach. Fotel Modzelewskiego był jednym z najbardziej dyskutowanych eksponatów na wystawie „Chcemy być nowocześni” ukazującej wzornictwo lat 50. I 60.

Jednak słynny fotel to nie tylko zamknięty w gablocie muzealny eksponat. Niespełna rok temu, w czerwcu 2012 firma Vzor wypuściła pierwsze egzemplarze seryjnie produkowanego RM58. Marzenie Romana Modzelewskiego sprzed 60 lat spełniło się. Dziś każdy może kupić jego dzieło w jednym z pięciu kolorów: czerwonym, czarnym, zielonym, żółtym i białym. Plastikowe lśniące cuda, produkowane według opracowanej przez Modzelewskiego oryginalnej technologii , powracają w wielkim stylu. Dziś można je spotkać nie tylko w prywatnych domach miłośników polskiego designu, ale także w modnych knajpach i klubach.

Ta niezwykła historia pokazuje, jak mało wiemy o projektowaniu made in PRL. Kto wie, może w przyszłości znowu usłyszymy o jakimś zapomnianym cudeńku, które mimo zmiany ustroju i gustów nie straciło nic ze swego piękna?

Tematy:

Nieprawidłowy email