Top Lista Osobista #59: Dagmara Radzikowska

Ta lista kręci się wokół zdrowia, bo początek roku oznaczał dla mnie dużo zmian w tej dziedzinie. Nowy autorytet – pierwszy w moim życiu trener personalny – nowe zasady odżywiania, nowe sportowe ubrania i gadżety. Jestem fanką Fit Fashion!

Foto: Materiały prasowe

Trener Bart

Na początku stycznia musiałam poddać się operacji chirurgicznej. Dowiedziałam się o tym w drugiej połowie listopada, miałam więc przed sobą ponad miesiąc czekania. I w tym nerwowym czasie wpadłam na jeden z lepszych pomysłów w życiu – znalazłam swego osobistego trenera. Pierwszego w życiu, a jak się później okazało, najlepszego na świecie. Ten miesiąc indywidualnych treningów i specjalnie dla mnie opracowanej diety nie tylko fizycznie i psychicznie przygotował mnie do pobytu w szpitalu, ale zmienił moje plany na przyszłość. Wracam do zdrowia, ale już wiem, że nie wrócę do mojego dawnego trybu życia – nawet w szafie postanowiłam zrobić rewolucję!

Foto: trenerbart.pl Trener Bart

Trafiłam do Barta (zobacz: trenerbart.pl) dzięki rekomendacji moich koleżanek – nie ma to jak poczta pantoflowa. Bart działa kompleksowo: rzuca na ciebie czar zwany “BART PROGRAM” i dzień po dniu wszystko zaczyna się zmieniać. Układa dietę tylko dla ciebie, podobnie program treningowy i cardio, wszystko to dodatkowo stale nadzoruje. Zanim prześle materiały, analizuje dokładnie twoje parametry i aktualne badania krwi. Prawą ręką Bartka jest Kasia, jego dziewczyna i partner biznesowy. To świetne połączenie żeńskiej i męskiej energii, bo czasem łatwiej kobiecie rozmawiać o swoim ciele z kobietą. Bart buduje tak idealną relację, że staje się twoim przyjacielem, dobrym duchem. Daje ci absolutne wsparcie, jest obecny za każdym razem kiedy w głowie pojawia się kolejne pytanie, natychmiast odpowiada na smsy czy maile. A pytań pojawia się cała masa.

Baaardzo bałam się 5 posiłków dziennie! Węglowodanów! Odżywek dla sportowców! Treningów na coraz większych obciążeniach! A wszystko to wyszło mi na dobre. W ciągu miesiąca zrzuciłam 3,2 kg. i straciłam 16 cm z całego ciała. Teraz jestem w czasie rehabilitacji, którą Bart również kontroluje. Zmienił mi lekko dietę, odpowiednio na czas regeneracji. Po 4 tygodniach wracam do mistrza na trening, dostosowany do moich możliwości fizycznych w tym momencie.

Foto: Materiały prasowe Trener Bart / fot. Paweł Spychalski

To nie koniec opowieści o najlepszym trenerze osobistym na świecie. Oprócz kompetencji w zakresie treningu siłowego i kulturystyki, jest także absolwentem warszawskiej Szkoły Baletowej i 13 lat pracował jako tancerz. Na moją prośbę zrobił mi lekcję baletu przy drążku, co zaowocowało nowymi fascynacjami muzycznymi – o czym za chwilę. Miałam już wcześniej indywidualne lekcje jogi czy pilates, chodziłam na naukę pływania Total Immersion i znam wielu trenerów, którzy są znakomitymi fachowcami w swojej dziedzinie. Dlaczego więc uważam Barta za mojego pierwszego, szalenie ważnego trenera osobistego? Bo po raz pierwszy mam wrażenie, że chodzi o zmianę nie mojego ciała, rozmiaru garderoby, czy sposobu ćwiczenia, a mojego życia. Nie jestem buddystką, ale uważam, że w powiedzeniu „kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz” jest głęboka mądrość. Trener Bart zjawił się w moim życiu kiedy bardzo potrzebowałam wsparcia i zmiany – na lepsze i na zdrowsze. I takich spotkań życzę wam w tym roku.

Foto: Materiały prasowe Trener Bart / fot. Paweł Spychalski

Niezbędne H2O

Z powodu nowej diety, treningów i cardio w moim codziennym życiu pojawiło się dużo nowych suplementów  – substancji, które wpływają na regenerację mięśni – i miejsc, o których istnieniu nie miałam pojęcia, jak sklepy z profesjonalnymi odżywkami czy siłownie czynne przez 24 godziny na dobę.

Po 2 tygodniach przychodzenia na trening w byle jakich ciuchach i z butelką Muszynianki pod pachą, zaczęłam odczuwać ogromną potrzebę, by ogarnąć temat estetycznie. Rozpoczęłam surfowanie po stronach „fit & sport”. Tym bardziej, że siłownia to specyficzny wybieg mody. Może nie wszyscy, ale wiele osób tam stroi się i bardzo stara, aby wszytko pasowało do siebie tip top. Potrzebowałam gadżetów – idealnych pudełek na moje posiłki, idealnej butelki na napoje.

Pudełek w dalszym ciągu szukam, butelkę znalazłam. A konkretnie: piękne butelki w różnych kolorach marki S’well Bottle. To mała, kilkuosobowa nowojorska firma, którą założyła 6 lat temu Sarah Kauss, aby zminimalizować zużycie butelek z tworzywa sztucznego. Sarah wpadła na ten pomysł podczas wycieczki w górach Arizony i opracowała butelkę idealną – w zasadzie jest to termos, bo przez 12 godzin utrzymuje temperaturę ciepłych napojów i drugie tyle zimnych. Jest wielokrotnego użytku, poręczna (pasuje do uchwytu na kubki w samochodach i bidony w rowerach. Jest łatwa w czyszczeniu i służy dobrym celom: aż 10% z każdego sprzedanego na świecie egzemplarza S’well Bottle przekazywane jest na WaterAid, fundusz pomocy dla terenów cierpiących na brak wody. A czy już mówiłam, że jest też piękna? Odkąd ją mam, piję w ciągu dnia znacznie częściej i chętniej, mimo że w środku jest zwykła woda.

Klasyka

Po tym jak trener Bart zafundował mi prawdziwą lekcję baletu przy drążku (bez muzyki), zaczęłam słuchać muzyki klasycznej, najczęściej fortepianowej. Nie znam się na muzyce poważnej, nigdy wcześnie mnie nie fascynowała, więc to dla mnie morze nowych doznań. Na razie raczkuję, niewiele jeszcze wiem na ten temat i rozpoznaję tylko niektóre utwory, ale co najważniejsze bardzo mi to odpowiada. Słucham składanek, potocznie nazywanych w internecie i spotify „Study music” lub „Piano …coś tam”. Poznaję klasyków i współczesnych kompozytorów. Ta fascynacja okazała się bardzo mi potrzebna w pierwszych dniach po operacji, kiedy miałam bardzo ograniczony zakres działań. Słuchałam na okrągło muzyki klasycznej i to było jak plaster na ranę. Dosłownie.  Oprócz Beethovena, Mozarta, Chopina i innych wielkich uwiódł mnie Erik Satie. Nie znałam tego kompozytora, poszłam za nim. Piękna muzyka.

Foto: Materiały prasowe Płyty Erika Satie

Fit Fashion

Ma to już swoją nazwę – Athleisure. Sportowe ubrania 24h na dobę: wychodzisz z domu ubrana jak na siłownię, na miejscu zmieniasz tylko elementy stroju, łączysz ubrania miejskie ze sportowymi. Mnie to pasuje! Czyżbym po 40-tce odnalazła swój nowy styl? Jeśli rozejrzycie się po jakiejkolwiek dużej siłowni lub klubie fitness, to od razu zauważycie, że wśród trenujących jest taka zabawa: jesteś Nike czy Adidas? Ja jestem Nike! Po prostu, bez żadnego większego powodu. I LOVE Nike!

Foto: Materiały prasowe Nike

Jako stylistka jednak w poszukiwaniu nowych niestandardowych rozwiązań, zgłębiam temat maksymalnie. Każdy szanujący się sklep internetowy typu Net-a-porter, My Theresa czy nawet Zalando ma już dzisiaj bardzo rozbudowaną sekcję sportową. Mnóstwo tam nowych marek, nowych projektantów i wiele inspiracji. Nowe technologie, nowe wzornictwo. Mogę to oglądać godzinami. Polecam waszej uwadze marki: p.e. nation/net-a-porter i Y-3/My Theresa.

W tej chwili dążę do zestawów bazujących na bieli i czerni. Dodatkowe kolory to czerwień i niebieski, bo z miłości do mody lat 80. został mi też sentyment do marek, które były szalenie modne w tamtych latach – le Coq Sportif, Fila, Champion. Pewnie trochę potrwa, zanim będę w pełni usatysfakcjonowana swoimi zestawami do klubu. Ale nie szkodzi, jutro nie kończę. To już historia na całe życie. Więc jeśli ktoś wie, gdzie można kupić białe leginsy na trening, piszcie – takich teraz szukam.

Foto: Materiały prasowe Nike

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Nieprawidłowy email