Brytyjski ”Vogue” bez modelek

Redakcja brytyjskiej wersji magazynu ”Vogue” zdecydowała się na odważny, może nawet rewolucyjny krok. W najnowszym numerze nie ma ani jednej modelki – listopadowy ”Vogue” to ”strefa wolna od modelek”. Tylko w tym miesiącu zamiast nadnaturalnie pięknych, wysokich i nieludzko smukłych profesjonalistek, najnowsze kreacje od projektantów prezentują ”prawdziwe” kobiety.

Foto: vogue.co.uk

Historyk architektury, Shumi Bose, pozuje w szytym na miarę kostiumie Max Mara, a bluzkę w grochy od Michaela Korsa prezentuje szefowa organizacji charytatywnej walczącej o prawa kobiet, Brita Fernandez Schmidt, opowiadając przy okazji o kobietach w trudnej sytuacji na całym świecie, które dzięki modzie nabrały wiary w siebie. Kitty Travers, właścicielka marki produkującej lody, uśmiecha się promiennie w koszuli i spodniach Hermes w kolorze cytrynowego sorbetu. (Sprytnie!). W tym miesiącu na kartach ”Vougue” znalazło się miejsce nawet dla pracownic londyńskiej kolei.

- Uważam, że kobiety mające władzę czy piastujące wysokie stanowiska powinny mieć prawo cieszyć się ubraniami i modą bez obaw, że zostaną uznane za frywolne czy posądzone o lekceważenie obowiązków zawodowych – mówi redaktor naczelna brytyjskiego ”Vogue”, Alexandra Shulman w rozmowie z ”Telegraph”. – W naszym kraju nadal stygmatyzuje się kobiety, które bawią się modą i eksperymentują z własnym wyglądem. W oczach opinii publicznej takie podejście do mody dozwolone jest tylko dla kobiet z branży modowej lub rozrywkowej.

Shulman już wcześniej zachęcała branżę do większej otwartości w sposobach pokazywania odzieży. W 2009 roku napisała list do domów mody i projektantów, w którym skarżyła się, że do sesji zdjęciowych udostępniają odzież w zbyt małych rozmiarach, zmuszając tym samym modelki do nadmiernego odchudzania się. Tym razem znów krytykuje niektórych projektantów i ich przedstawicieli: ”Jestem sfrustrowana faktem, że niektórzy przedstawiciele projektantów wypożyczają ubrania pod warunkiem, że zaakceptują wygląd modelek, które mają być w nich fotografowane”

Realizm zdecydowanie jest dziś w modzie. Oprócz najnowszego numeru ”Vogue”, kilka dużych marek zdecydowało się pokazać w kampaniach reklamowych ”prawdziwych ludzi”. Latem 60-letnia Scot Gillean McLeod promowała stroje kąpielowe dla H&M, jednej z większych sieci odzieżowych. W pokazach odbywających się podczas Nowojorskiego Tygodnia Mody najnowszą kolekcję amerykańskiej sieci J. Crew zamiast zawodowych modelek i modeli prezentowali pracownicy i przyjaciele marki – ludzie w wieku od 13 do 70 lat.

Foto: Materiały prasowe 60-letnia Gillean McLeod w reklamie strojów kąpielowych

Być może to dowód, że świat mody w końcu uprzytomnił sobie, iż dziś pieniądze na kupowanie odzieży mają tylko 50-latkowie. A ci zainwestują w drogie ubrania chętniej, jeśli na stronach kolorowych czasopism i wybiegach zobaczą ludzi takich jak oni. – Na szczęście w przemyśle modowym widać coraz większe zróżnicowanie i to jest wspaniałe – komentuje Shulman.

Co ciekawe, egalitaryzm redaktor naczelnej brytyjskiej wersji ”Vogue” nie znajduje zrozumienia za oceanem. Kilka dni temu amerykańska redakcja magazynu ostro zaatakowała blogerki modowe, które przychodzą na pokazy i zasiadają w pierwszych rzędach, obok redaktorek uznanych pism o modzie.

”Nie ma w tym celebracji konkretnego stylu, wydaje się, że chodzi im wyłącznie o to, by się pokazać, zrobić z siebie pośmiewisko w komicznych kreacjach, pozować, wiercić się na krześle, nieustannie sprawdzać komentarze w mediach społecznościowych, wymykać się, co chwilę przebierać i powtarzać od początku… Jakie to żenujące”, napisała dziennikarka amerykańskiej wersji ”Vogue”, Alessandra Codinha na stronie internetowej magazynu.

W blogosferze zawrzało. Blogerki przekonują, że ich wpisy w mediach społecznościowych śledzą miliony internautów, co w praktyce oznacza, że to one wpływają na sprzedaż, kreując nową epokę demokracji w świecie mody.

Okazuje się jednak, że brytyjski ”Vogue” nie do końca jest szczery w swoim podziwie dla ”prawdziwych kobiet”. Z okładki numeru wolnego od modelek spogląda Emily Blunt, aktorka grająca główną rolę w thrillerze ”Dziewczyna z pociągu”. Shulman tłumaczy, że Blunt trafiła na okładkę, bo w filmie, którego premierę zaplanowano na pierwszy weekend października, zagrała zwyczajną, pełną wad kobietę. Ze starannie ułożonymi włosami i wystylizowana jak klasyczna gwiazda filmowa na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od modelek z większości okładek ”Vogue”. Cóż, realizm w świecie mody nadchodzi małymi kroczkami.

Foto: vogue.co.uk Vogue UK listopad 2016

Tłumaczenie: Lidia Rafa

Tematy:

Nieprawidłowy email