Twoje nowe usta, czyli cała prawda o powiększaniu

Myślisz o powiększeniu ust, ale boisz się tandetnego efektu sztuczności? Nie ma się czego bać! Najnowsze preparaty i techniki ich podawania pozwalają uzyskać apetyczne, kuszące, pełne, a przy tym naturalnie wyglądające usta. Stworzone do malowania i… całowania!

Foto: istock

1. Koniec kaczego dzióbka!

Zacznijmy od tego, co wzbudza najwięcej obaw. Powiększone usta wcale nie muszą przypominać pontonu czy kaczego dziobu. Jeśli przypominają, to znak, że ich właścicielka poddała się zbyt dużej ilości zabiegów. I to prawdopodobnie nie u jednego lekarza.

Dlaczego? Podczas jednej sesji specjalista zazwyczaj podaje w usta jedną ampułkę preparatu. Uwierz, to naprawdę bardzo mało. Akurat tyle, by subtelnie uwypuklić kształt ust, sprawić, że staną się bardziej apetyczne, lepiej nawilżone i napięte. W dyskretnym stylu, wręcz niezauważalnym dla niewprawnego oka. Żeby uzyskać tzw. kaczy dziób, w usta należałoby podać co najmniej 5 ampułek preparatu – równowartość sześciu tysięcy złotych! Porządny lekarz się na to nie zgodzi, bo zawsze będzie miał na względzie dobry wygląd pacjentki.

2. Więcej miękkości

Jest coś takiego w zabiegu powiększania ust, co sprawia, że dzięki niemu rysy całej twarzy nabierają miękkości i łagodności. Z kolei wąskie, zaciśnięte wargi bardzo często potęgują wrażenie surowości i zaciętości. Już ich minimalne powiększenie pozwala zniwelować ten efekt. Powiększone usta dają też rezultat odmładzający. W końcu z wiekiem tracą objętość i kolor, rozmywa się również ich kontur. Taki zabieg błyskawicznie pozwoli go przywrócić.

3. Nie ufaj promocjom

Koszt jednej ampułki preparatu wypełniającego to około 1200 złotych. I tyle mniej więcej powinien kosztować zabieg powiększania ust. Jeśli cena jest wyraźnie mniejsza, powinno wzbudzić to twoją czujność. Nie ma sensu oszczędzać na preparatach do wypełnień. W końcu podawane są bezpośrednio w twoje ciało – muszą pochodzić z zaufanego źródła! Uznane marki wypełniaczy to Juvederm, Restylane, Emervel, Teosyal, Princess, Neauvia czy Belotero.

4. Powiększanie czy nawilżanie?

Wypełniacz wypełniaczowi nierówny. Są preparaty wypełniające i tylko nawilżające. Być może te ostatnie wydadzą ci się lepszym rozwiązaniem na rozpoczęcie przygody z medycyną estetyczną. Dają na pewno subtelniejsze rezultaty, za to krótkotrwałe – na góra 3 miesiące. Tuż po ich podaniu usta bardziej też puchną. Preparaty stricte wypełniające również różnią się między sobą efektem, jaki dają. Są takie bardziej „twarde”, które zapewniają wyrazisty kontur i bardziej „plastyczne” nadające ustom apetyczną miękkość. W wyborze zdaj się na lekarza. Tak dobierze wypełniacz, by jak najlepiej pasował do kształtu twoich ust oraz twojego typu urody.

5. Nie bój się bólu

Większość wypełniaczy zawiera obecnie lidokainę. O ile nie jesteś na nią uczulona ani specjalnie wrażliwa na ból, to wystarczy, by niemal bezboleśnie wykonać zabieg. Odczuwalne będzie wtedy tylko pierwsze wkłucie, a potem znieczulenie zacznie działać. Zaletą takiego rozwiązania jest szybkość – zabieg trwa zaledwie piętnaście minut. Zazwyczaj jednak lekarze, aby zwiększyć komfort pacjenta, smarują jeszcze usta znieczulającym kremem Emla. Trzeba wtedy poczekać ok. 40 minut, aż zadziała, za to cała procedura staje się w stu procentach komfortowa. Naprawdę, ZERO bólu.

6. Precyzja igły

Lekarz podaje wypełniacz za pomocą igły lub kaniuli. Igła zapewnia większą precyzję i bardziej naturalny efekt, zwiększa jednak ryzyko siniaczków. Z kolei kaniula (czyli tępo zakończona, elastyczna igła) przepycha się między naczyniami krwionośnymi, nie powodując ich uszkodzeń. Nie pozwala jednak wykonać zabiegu z taką dbałością o szczegół.

7. Liczy się kształt

Technika podania wypełniacza warunkuje kształt, jaki zyskają twoje „nowe” usta. Im więcej preparatu zostanie podane w ich kontur, tym bardziej naturalnie będą wyglądały.  Z kolei im bliżej czerwieni wargowej, tym usta bardziej się wywiną, przypominając dzióbek. Na tym nie koniec. Za pomocą wypełniacza można podnieść opadające kąciki ust, nadające twarzy smutny wygląd, wymodelować rynienkę biegnącą od nosa w stronę ust, podkreślić tzw. łuk Kupidyna i zniwelować asymetrię pomiędzy dolną a górną wargą.

8. W oczekiwaniu na efekt

Tuż po zabiegu poproś o lusterko. Tak mniej więcej docelowo będą wyglądały twoje usta. Z minuty na minutę zaczną jednak teraz puchnąć. Apogeum osiągną następnego dnia rano, ale nie ma się czego bać. Obrzęk na pewno zejdzie! Właśnie dlatego na zabieg najlepiej umówić się w piątek wieczorem, by przez weekend usta zdążyły dojść do siebie. Już drugiego-trzeciego dnia nabiorą rozsądnych rozmiarów, ale mogą być cały czas obolałe. Ostateczny rezultat będzie można ocenić po dwóch tygodniach. Jeśli rozmiar nowych ust wyda ci się jednak za mały, po miesiącu możesz poddać się kolejnemu zabiegowi.

Foto: istock

9. Zmienny rozmiar

Powiększone usta nie zawsze są tak samo duże. Zmieniają swój rozmiar w zależności od wahań wody w organizmie. To dlatego zazwyczaj największe są rano, gdy budzisz się ciut opuchnięta. Podobnie może być po długim locie. Dlaczego tak się dzieje? Głównym składnikiem wypełniacza jest kwas hialuronowy, silnie higroskopijna substancja, która jak gąbka chłonie wodę. Ale spokojnie, te wahania nie są tak wielkie, by ktokolwiek oprócz ciebie odnotował różnicę.

10. Zadanie – nawilżanie

Powiększone usta są idealnie nawilżone. Taki zabieg wykonany przed zimą uchroni cię przed pierzchnięciem. Łatwiej się też je maluje. Kupowanie nowej szminki stanie się prawdziwą przyjemnością. Co z pocałunkami? Wypełniacz w ustach powinien być niewyczuwalny. Jeśli po zabiegu wyczuwasz małe grudki – depozyty kwasu hialuronowego – po prostu je rozmasuj. Po kilku dniach usta powinny być idealnie gładkie i napięte.

Tematy:

Nieprawidłowy email