Podświadomość skóry

Co mówi Twoja skóra o stanie twoich emocji? Czasami więcej, niż chciałabyś odsłonić... Związkami pomiędzy stanem duszy, a wyglądem cery zajmuje się nowa dziedzina świata urody i nauki - psychodermatologia.

ThinkStock

Czy już niedługo trądzik czy atopowe zapalenie skóry leczyć będziemy na kozetce u psychoanalityka? Bardzo możliwe, bo lekarze dermatolodzy coraz częściej podkreślają, jak wielkie znaczenie dla zdrowia cery ma stan naszej psychiki. I odwrotnie, to, co nam w duszy gra, wpływa na to, jak wyglądamy. Badaniem tych związków, ale także zaburzeń związanych z wyglądem oraz wpływu stresu na ujawnienie się chorób skóry zajmuje się właśnie psychodermatologia. To specjalizacja z pogranicza dermatologii, psychologii, psychiatrii i kosmetologii.

- Skóra i układ nerwowy powstały z tego samego kawałka zarodka i są ze sobą bardzo silnie powiązane - tłumaczy prof. Anna Zalewska - Janowska z pierwszego na świecie Zakładu Psychodermatologii na Łódzkim Uniwersytecie Medycznym.

W skórze znajdują się też zakończenia połączeń nerwowych. I to właśnie przez nią najszybciej komunikuje się nasz układ nerwowy - za pomocą zmysłu dotyku dostarcza mózgowi informacji o tym, co dzieje się na zewnątrz. Skóra jest też "lustrem" dla wszelkich przeżyć emocjonalnych. Gdy się wstydzimy, staje się czerwona, gdy boimy - blada. Stresująca rozmowa kwalifikacyjna sprawi, że pojawi się na niej wysypka, zaś spacer nocą ciemną ulicą - gęsia skórka. Gdy zaś jesteśmy szczęśliwi lub zakochani, nasza cera nabiera piękniejszego kolorytu i promienieje wewnętrznym blaskiem.

Poskromienie złośnicy

Stres piękności szkodzi. Amerykańscy naukowcy przeprowadzili niedawno badanie - przez 5 minut kazali pacjentom słuchać złych wiadomości. Poziom hormonu stresu, kortyzolu, w organizmie badanych był podwyższony jeszcze przez następne 6 godzin! A to właśnie kortyzol jest głównym winowajcą nasilenia zmian chorobowych skóry.

- Trądzik zaostrza się w ciągu 48 godzin od negatywnego przeżycia - mówi prof. Zalewska - Janowska. - Pokrzywka, łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry także nasilają się pod wpływem stresu - dodaje.

ThinkStock

Skóra jest najczulszym barometrem tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Tragiczne wydarzenie może sprawić, że w ciągu paru tygodni postarzejemy się o kilka lat albo, zazwyczaj po 3 miesiącach, zaczną nam garściami wypadać włosy. Ale uwaga, doznania wcale nie muszą być niezwykle silne. Także codzienna gonitwa, długotrwałe, choć niezauważalne napięcie powodują spadek odporności skóry. Tym samym staje się ona bezbronna wobec wolnych rodników - głównej przyczyny starzenia. Wniosek? Nie denerwuj się, a opóźnisz pojawienie się zmarszczek!

Skuteczna pielęgnacja nie powinna ograniczać się do nałożenia kremu. Każdego dnia znajdź czas na relaks tylko dla siebie, a poczujesz i staniesz się piękniejsza.

Nic do ukrycia

Gdy świetnie wyglądamy, lepiej się ze sobą czujemy. I odwrotnie, gorszy wygląd może negatywnie wpływać na nasze samopoczucie.

- Szacuje się, że około 30% pacjentów dermatologicznych ma zaburzenia lękowo - depresyjne - zdradza prof. Zalewska - Janowska.

To, co odróżnia choroby skóry od innych dolegliwości, to ich widoczność. Chorzy wstydzą się swojego wyglądu i reakcji jakie może on powodować u innych. Nieleczony trądzik często prowadzi do powstania szpecących blizn, a w konsekwencji do zmniejszonego poczucia własnej wartości, obniżonej samooceny, a w konsekwencji nawet depresji. Zdecydowanie gorzej radzą sobie z nim ci, których dotknął już w dorosłym życiu, bo dla nastolatków jest często sprawą normalną - wszyscy go mają.

Getty Images/Flash Press Media

Łuszczyca albo egzema na dłoniach utrudnia nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi, a czasem wręcz nasila lęk przed opuszczeniem własnego domu. Świąd, który towarzyszy atopowemu zapalaniu skóry powoduje rozdrażnienie, zmęczenie i bezsenność. Dobry dermatolog powinien spojrzeć na pacjenta holistycznie i jeśli widzi taką potrzebę, skierować go do psychologa. Dzięki rozwojowi psychodermatologii dzieje się tak coraz częściej.

O jeden zabieg za daleko

Usta napompowane do objętości pontonu, mimika twarzy całkowicie sparaliżowana botoksem, groteskowo powiększone policzki - coraz częściej można spotkać osoby uzależnione od poprawiania urody. Co nimi motywuje? Brak dystansu do siebie? Ochota na wypróbowanie nowych rewolucyjnych metod medycyny estetycznej? Paniczny lęk przed starością? A może dysmorfofobia? To jednostka chorobowa która sprawia, że widzimy siebie jak w krzywym zwierciadle. Urojone defekty nie pozwalają nam normalnie funkcjonować i pchają do kolejnych gabinetów lekarskich.

Getty Images/Flash Press Media

- Aż 15% pacjentów chirurgii plastycznej to osoby cierpiące na dysmorfofobię właśnie - szacuje prof. Zalewska - Janowska. I niestety, w takim przypadku nie pomoże żaden zabieg. Gdy tylko skóra się zagoi pojawi się potrzeba kolejnego i kolejnego. Niezadowolenie z efektów może zaś prowadzić do depresji. Dlatego lekarz medycyny estetycznej musi wiedzieć, jak odmawiać. Być jednocześnie dobrym psychologiem, który przekona pacjenta, że poprawianie urody także powinno mieć swoje granice.

Tematy:

Nieprawidłowy email