Wywiad z Gosią Baczyńską po trzecim pokazie na Paris Fashion Week

Wszystkie oczy polskiego rynku mody zwrócone są na Gosię Baczyńską. To ona, jako jedyna polska projektantka z powodzeniem prezentuje swoje kolekcje w głównej rozpisce pokazów mody podczas Paris Fashion Week. O swoim trzecim pokazie w Paryżu i planach na przyszłość opowiedziała w wywiadzie z portalem iFrancja.

fot. Filip Okopny

To już trzeci pokaz Gosi Baczyńskiej w ramach paryskiego Tygodnia Mody, a to oznacza, że polska projektantka od trzech sezonów z powodzeniem prezentuje swoje kolekcje w Paryżu. Skąd przekonanie o sukcesie polskiej marki? Gosia Baczyńska została zauważona przez tamtejszych krytyków mody już po pierwszym pokazie. Kolejny wzbudził jeszcze większą ciekawość – francuscy dziennikarze mody zastanawiali się, czy polskiej projektantce uda się utrzymać na tamtejszym rynku. Wyzwanie nie jest proste – ogromna konkurencja i brak przetartych ścieżek sprawia, że Gosia Baczyńska może liczyć tylko na siebie.

iFrancja: Polska Ambasada - dlaczego wybrała Pani takie miejsce na pokaz?

Gosia Baczyńska: A dlaczego nie? Polska ambasada to przepiękny pałac, przepiękny budynek, fantastyczna lokalizacja, najbardziej prestiżowa w Paryżu. Poza tym – temat kolekcji, Henry Miller, jego lata spędzone w Paryżu, jego skandalizujące spotkanie z pisarką Anaïs Nin – te typowo paryskie wnętrza, kojarzyły mi się z tymi, w których niegdyś bawiła się francuska bohema. Te salony Pałacu Monaco stwarzały kameralny klimat. Wszyscy przybyli na pokaz goście byli oszołomieni pięknem tego miejsca. Mój agent, wchodząc tutaj nie dowierzał własnym oczom, nie mieściło mu się w głowie, że to miejsce należy do Polski, naprawdę mamy się czym pochwalić. Zrobienie pokazu tutaj przyniosło mi pełną satysfakcję, bo oprócz piękna tych wnętrz, również świetnie sprawdzili się technicy, którzy przyjechali z Polski, wszystko sprawnie i szybko przygotowali, tym samym pokazaliśmy innym, że Polak potrafi! Mieliśmy też bardzo miły i jednocześnie stresujący widok – ogromne schody prowadzące na pierwsze piętro były wypełnione gośćmi, ludzie stali w kolejce długiej na cały dziedziniec. Dochodziły mnie słuchy, że jednak uda nam się wszystkich pomieścić, przyszło ponad 100 osób więcej.

Zainspirowała się Pani Henry’m Millerem, co się zmieniło w Pani sposobie pracy po przeczytaniu jego przykazań?

Niczego szczególnego to nie zmieniło w mojej pracy, natomiast ja się identyfikuję z jego przykazaniami, to są bardzo uniwersalne prawdy, które dotyczą każdego artysty, i myślę, że są bardziej pobożnym życzeniem niż możliwym do zrealizowania planem. Każdy artysta ma takie dylematy, wątpi w to co robi, nie jest pewny obranej metody, bez końca zastanawia się czy jej nie zmienić. Jedno z przykazań Millera mówi: Zapomnij o książkach, które chcesz napisać, skoncentruj się na tej, którą piszesz, czyli zajmij się tym, co robisz teraz i doprowadź to do końca, nie można naraz złapać 10 srok za ogon. Do moich ulubionych należy też to: Bądź człowiekiem. Spotkaj się z ludźmi, wyjdź na miasto, napij się, jeżeli masz na to ochotę. To niezbędne do twórczości, artysta musi wychodzić, konfrontować się z innymi poglądami, czerpać z innych. Kiedy pracuję, bardzo często mam ochotę wyjść, zabawić się, jednak wiem, że muszę skupić się na pracy; jest czas na pracę i na rozrywkę. Miller mówi: Kiedy nie jesteś w stanie tworzyć, to możesz pracować. Życie artysty to nie tylko radosna twórczość, to również ciężka praca.Czytając jego przykazania stwierdziłam, że wszystkie pasują do moich dylematów twórczych, postanowiłam przenieść je na tkaniny, to był początek inspiracji.

Jako dziewczyna czytałam też skandalizujące powieści Millera – jego twórczość była zakazana w Stanach Zjednoczonych do lat 60. Później kupiłam książkę o jego paryskiej kochance, pisarce Anaïs Nin, to wszystko sprawiło, że w kolekcji pobrzmiewają echa lat 20-30, to opowieść o dziewczynie/kobiecie z jednej strony skromnej a jednocześnie wyuzdanej i prowokacyjnej.

EAST NEWS

To już 3. kolekcja prezentowana w Paryżu, czy zmieniły one coś w Pani karierze?

Myślę, że tak, choćby dlatego, że za każdym razem uczę się czegoś nowego, uczę się tego rynku, trudnego i wymagającego, mało przyjaznego, do którego trzeba umieć wedrzeć się z tupetem. A ja nie jestem tego rodzaju osobą. To mój trzeci pokaz, ale trzeba pamiętać o tym, że te trzy pokazy odbyły się w sumie w przeciągu roku, czyli można powiedzieć, że jestem w Paryżu dopiero od roku. Niemniej jednak widzę jakieś znaki tego, że zaczynają mnie zauważać w różnych relacjach, jednak to dopiero początek drogi. To praca na kilka sezonów.

Jestem w grupie 100 najważniejszych marek, ale nic nie jest dane raz na zawsze, jeżeli znajdę w sobie wystarczająco dużo siły, wsparcia z zewnątrz, no i będę mieć trochę szczęścia, to myślę, że mi się uda. Jednocześnie trochę już w życiu przeszłam, dawno wyrosłam z dziecięcej naiwności i liczę się z tym, że wcale nie musi stać się tak, że moja marka odniesie sukces, będzie rozpoznawalna na świecie. Niewykluczone jest, że tak się nie stanie, nie każdemu się udaje. Jestem prekursorką na tym rynku, jestem tutaj sama, wszystkiego doświadczam na własnej skórze, nikt nie mógł mnie przygotować do tego, co mnie tutaj spotka. Zdobywam strzępy informacji, które układam w całość.

EAST NEWS

Na ostatnim pokazie zaprezentowała Pani medale…. czy będzie jakaś kontynuacja?

Medale były stworzone z myślą o kontynuacji, nawet za 20 lat mogę do nich powrócić, wydać jakiś medal, nie wykluczam tego. Natomiast w tym sezonie integralną częścią kolekcji są sygnety i spinki do mankietów. Dziewczyny na pokazie, na wpół grzeczne na wpół łobuzerskie, miały na palcach sygnety, które zostały zainspirowane czcionką zecerską. Na sygnetach są zaszyfrowane komunikaty, np. na jednym love, na drugim hate . Podobnie na spinkach, np. na jednej są dwie litery na drugiej kolejne, to razem tworzy fuck. Można się tym bawić, na jeden palec zakładamy sygnet z takim słowem na drugim z innym, tworząc jakiś prowokacyjny, zaszyfrowany przekaz. Podobnie jak do medali, do których mogę wracać, tak samo jest z tą biżuterią, za jakiś czas mogę wypuścić sygnety z innymi słowami.

Wprowadziła Pani do kolekcji własną linię butów. Czy będzie to stały element Pani kolekcji?

Tak. Buty będą stałym elementem moich kolekcji. Te zaprojektowałam z polską projektantką firmy NUNC, Dominiką Nowak. To moje buty na kopycie Dominiki. Przezroczyste pleksi z nadrukami sentencji Millera, które wyglądają jak tatuaż na stopie. Celem każdego projektanta jest stworzenie kolekcji jak najbardziej kompletnej również z akcesoriami, bo każdy projektant wie, że na tym zarabia się najwięcej.

Czy myślała Pani by stworzyć kolekcję dla mężczyzn?

Nie mam czasu na stworzenie kolekcji męskiej, chociaż jest to coraz ciekawszy temat. Czasy się zmieniają, mężczyźni się zmieniają, upodabniają się do kobiet – lubią się stroić.

Kim według Pani jest kobieta, która mogłaby nosić tę kolekcję?

To inteligentna prowokatorka.

EAST NEWS
EAST NEWS

Tematy:

Nieprawidłowy email