Polowanie na filiżankę

„Rzeczy z połowy XX wieku były bardzo funkcjonalne, często ręcznie wykończone. (…) Młode pokolenie w Polsce nie odczuwa żadnych negatywnych konotacji związanych z okresem PRL. Po prostu docenia dobry pomysł, projekt i wykończenie”, mówi Beata Bochińska, autorka książki „Zacznij kochać dizajn”.

Foto: Materiały prasowe

Damian Gajda: Jak zaczęła się Pani przygoda z dizajnem?

Beata Bochińska: W latach 90., gdy byłam studentką historii sztuki, poznałam doświadczonego projektanta szkła Wiesława Krysiaka, który zabrał mnie na realizację do huty szkła Hortensja w Piotrkowie Trybunalskim. Tam zrozumiałam, jaki wkład mają manualne umiejętności hutników w powstanie wzorów i jak ważne jest uczestnictwo projektanta w produkcji. Potem Anna Bogucka, szefowa marketingu huty szkła Irena, zaproponowała mi wspólny wylot do USA, a lokalna stacja telewizji zaprosiła do współpracy. Zaczęłam tworzyć programy autorskie – tak mogłam promować dizajn i projektantów. Moja pierwsza, dyplomowa wystawa została uznana za najlepszą w kraju i pojechała do Meksyku i USA. Nazywała się "Szklana Partyzantka” i prezentowała obiekty autorstwa ponad 20 projektantów różnych generacji powstające poza oficjalnym systemem. To wszystko wydarzyło się, zanim skończyłam 25 lat.

Foto: Materiały prasowe "Zacznij kochać design"

Czy miłość do pięknych przedmiotów wyniosła Pani z rodzinnego domu?

Estetyka przedmiotu codziennego od pokoleń wiele znaczyła dla naszej rodziny. Mój ojciec miał na swoim koncie patenty. Na początku pracował w biurze projektowym Eltry , a po latach zarządzał produkcją w innej fabryce. Brat mamy był szefem PAGEDU, więc o meblach też się ciągle mówiło.

Napisała Pani, że trend vintage dizajn jest trendem ogólnoświatowym. Dlaczego ludzie pokochali stare przedmioty?

Bo młode, cyfrowe pokolenie zaczęło doceniać przedmioty wyprodukowane w epoce analogowej, z jej konkretnym i przemyślanym projektem. Rzeczy z połowy XX wieku były bardzo funkcjonalne, często ręcznie wykończone. Nadawały się do małych mieszkań i miały relatywnie krótkie, jak na dzisiejszą globalną gospodarkę, serie. Młode pokolenie w Polsce nie odczuwa żadnych negatywnych konotacji związanych z okresem PRL. Po prostu docenia dobry pomysł, projekt i wykończenie.

Czy Polacy są wrażliwi na piękno przedmiotów codziennego użytku?

Znam wielu ludzi, którzy chętnie poznają ich historię. Proszę zobaczyć, ile ostatnio pojawiło się blogów, stron internetowych, inicjatyw social mediowych i opracowań na ten temat. Cały rynek wydawniczy o wnętrzach świadczy o pewnych potrzebach. Nowe pokolenie, jak żadne inne wcześniej, posiada dostęp do wiedzy i korzysta z niego.

Foto: Materiały prasowe Kolekcja obiektów autorki, 2016, fot. Max Zieliński, Eliza Dunajska

W jaki sposób wymienia się Pani informacjami z innymi miłośnikami dizajnu?

Na różne sposoby: założyłam fanpage Bochińska Design i tam zamieszczam informacje na temat przedmiotów – często zapomnianych lub niedocenionych – ich pochodzenia, wytwórni, projektantów. Robię to bezpłatnie. Nie wszyscy kolekcjonerzy i handlarze mnie za to kochają (śmiech), bo w ich świecie wiedza to pieniądz. Czytelnicy zadają pytania o wycenę, identyfikację i konkretną informację. Zostałam też zaproszona do współpracy przez partnera wydawniczego mojej książki, czyli portal Patyna.pl. W gronie innych ekspertów będę pomagała identyfikować i wyceniać przedmioty.

O czym jest Pani książka „Zacznij kochać dizajn”?

Oddaję poradnik w ręce potencjalnych przyszłych kolekcjonerów. Sama popełniałam różne błędy, więc chcę uchronić przed tym innych. Z mojego punktu widzenia im więcej wiedzy i zrozumienia, tym lepiej dla, często niedocenianego, dizajnu, który może lada moment zniknąć na śmietnikach. Poza tym jestem zapraszana na wykłady i prowadzę warsztaty dla profesjonalistów z branży wyposażenia wnętrz. Lubię spotkania i szkolenia z początkującymi kolekcjonerami, ale przyznaję, że mam na nie coraz mniej czasu.

Jakie ma Pani rady dla osób, które chcą zacząć kolekcjonować stare przedmioty?

Nasz rynek przedmiotami użytkowymi profesjonalizuje się, jak na całym świecie, więc trzeba zdobywać wiedzę. Czytać, przeczesywać internet, szukać informacji, co jest cenne i dlaczego. Poza tym warto powiedzieć sobie, w czym się chcemy specjalizować, a czego nie kupujemy. Unikniemy wówczas nadmiaru, nie zawsze wartego naszego czasu i pieniędzy.

Od czego powinniśmy rozpocząć?

Ważna jest więź emocjonalna z przedmiotami, dlatego tworzenie kolekcji warto zacząć od kupienia czegoś, co naprawdę nam się podoba.

Foto: Materiały prasowe Serwis Dorota, 1962, proj. Lubomir Tomaszewski, Zakłady Porcelany Stołowej Ćmielów w Ćmielowie, porcelana malowana, szkliwiona, fot. Max Zieliński, Eliza Dunajska

Czy to hobby jest drogie?

Nie, nie zawsze. Niektórzy, wiedzą, że opłaci im się to w przyszłości, inwestują duże pieniądze. Kupują wyselekcjonowane już przedmioty w miejscach specjalizujących się w takiej sprzedaży. Ci, którzy nie dysponują takimi środkami, przeszukują głównie rynki starci. Kupują czasami relatywnie tanio różne przedmioty, a potem odsprzedają zdobycze na portalach z vintage dizajnem lub w innych miejscach w sieci. Trzeba albo spędzić wiele godzin w podróży – wówczas wydamy mniej – albo wygodniej, we własnym fotelu i… drożej.

Jakie błędy najczęściej popełniają młodzi kolekcjonerzy?

Kupują wszystko, co tanie i ładne. Szybko zaczyna brakować im miejsca, a odsprzedawanie pożera czas i zabiera ten potrzebny na budowanie właściwej kolekcji. To się zdarza wszystkim, nie tylko początkującym. Po prostu trudno się opanować (śmiech)!

Na jakie sztuczki sprzedawców musimy uważać, kiedy chcemy coś kupić?

Polecam czytać wymiary: czasami zdjęcie zostaje tak wykonane, że wydaje nam się, że przedmiot jest znacznie większy niż w rzeczywistości. Sprawdzajmy opisy: np. czy „czerwony wazon Horbowy” to na pewno Horbowy. I najważniejsze – prośmy o dokładne pakowanie przy wysyłkach.

Pani kolekcja liczy obecnie aż 1400 obiektów! Z których jest Pani najbardziej dumna?

Z prototypów, czyli przedmiotów, które nie weszły do produkcji, ale były eksperymentami, próbami dojścia do rozwiązania. I z masowo produkowanych, choć często niezauważanych, które towarzyszyły nam w naszych domach przez wiele lat. Lubię szkło, porcelanę, tkaniny i grafikę użytkową. Przyznam się, że też mam pewną słabość do projektów z obszaru techniki – telefonów, telewizorów i innych urządzeń. Mimo że ich podstawową funkcją nie było dekorowanie, często są estetyczne i wysmakowane.

Ze zdobyciem którego z tych przedmiotów miała Pani największy problem?

Wbrew pozorom bardzo trudno zdobyć… filiżankę lub przykrywkę do dzbanka, jeśli posiada się na przykład serwis z nietypowym zdobieniu. Czasami poluje się na nią latami!

Co Pani rodzina uważa u Pani pasji?

Oni od lat żyją wśród przedmiotów, które kupiłam. Dopiero niedawno dzieci zorientowały się, że nie każde mieszkanie wygląda w taki sposób.... Na pewno pomogła im książka. Średni syn postanowił nawet zainwestować w jeden z portali i choć są to niewielkie udziały, musiał wydać zarobione przez siebie pieniądze. Starszy –  astronom – pomagał mi w społecznym projekcie Wirtualne Muzeum Jedwabnictwa. Mieszkamy w Milanówku, więc chcieliśmy się włączyć w ten ważny, lokalny projekt. To była przyjemność – móc współpracować ze swoim dzieckiem, które oddało tematowi dużo czasu i uwagi. Efekty są świetne i dostępne bezpłatnie dla każdego, kto pragnie się czegoś dowiedzieć o historii polskiego jedwabiu.

W jaki sposób stara się Pani przekazać miłość do dizajnu swoim dzieciom?

Otaczając je dobrym wzornictwem na co dzień, przyzwyczajając do życia w estetycznym otoczeniu. Zabierałam je do fabryk, muzeów i na rynki staroci i …złapały bakcyla. Myślę, że to ważny element wychowania również z innego powodu: gdy ktoś rozróżnia dobry projekt, umie przedmiotom przypisać ich wartość. Dzięki temu jest bardziej świadomym konsumentem. Nikt mu nie wciśnie byle czego!

Jakie ma Pani plany związane ze swoją kolekcją? Nie myślała Pani nigdy o możliwości udostępnienia jej osobom zainteresowanym sztuką?

Ależ ja to robię już teraz – pożyczam na wystawy, sama wystawiam, fotografuję do książek, a poza tym udostępniam na warsztatach. Kto wie, może kiedyś znajdzie się inna droga do szerszego udostępnienia mojej kolekcji? Ale o tym na razie cicho sza….

Tematy:

Nieprawidłowy email