Suzy Menkes – pierwsza babcia mody

Tęga sylwetka. Niedrogie ubrania. Niesforny lok. Ale niech dobrotliwy uśmiech i wygląd kury domowej nas nie zwiedzie. Suzy Menkes to najbardziej wpływowa krytyczka na świecie. Bezkompromisową opinią wyniesie projektanta na szczyt, by później strącić go za złą kolekcję.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Jej rzeczowe opinie bolą kreatorów bardziej niż najwymyślniejsze drwiny konkurencji. Jej wyważona publicystyka potrafi w tym wzajemnie adorującym się środowisku dokonać rewolucji. Na czym polega siła Suzy Menkes? Kto wie, czy po części nie na jej wyglądzie właśnie. Osobliwy styl, przywiązanie do miękkich tkanin i jedwabiów oraz częste noszenie kimona do fryzury przypominającej upięcia włosów japońskich wojowników – wszystko to sprawia, że Menkes zyskała przydomek „Samurai Suzy”. To uśpiło czujność zadowolonych z siebie projektantów i żurnalistów z plotkarskich pism.

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes w pierwszym rzędzie na pokazie Marca Jacobsa Jesień-Zima 2012.

W świecie, gdzie każdy chce się wyróżniać wyglądem, albo przynajmniej nim zachwycić, o 70-letniej obecnie Menkes można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest glamour. Po pierwsze, jak sama przyznaje, jest Angielką i nie ma szczególnej potrzeby elegancji. Po drugie, nie ma na to czasu. Rocznie ogląda nawet siedemset pokazów. Zarówno na fashion weekach w Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie i Paryżu, jak i na galach oraz targach. Spytana kiedyś o to, czy nie mogłaby sobie odpuścić tak częstych podróży i czy nie męczy ją ilość pokazów, odparła: „Moda to kompleksowy proces. Dopiero jak zobaczysz wszystko, dowiesz się, co dzieje się w danym sezonie”. Choć też prawda jest taka, że Menkes zdarza się przysnąć na pokazach, co sam widziałem nie jeden raz we Włoszech.

Suzy Menkes współorganizuje słynne już konferencje na temat światowego luksusu (ostatnio w Rzymie, ale poprzednie edycje odbywały się między innymi w Indiach i Brazylii), odwiedza szkoły projektowania, udziela wywiadów, wykłada, ale przede wszystkim… pisze. Wyliczono, że w macierzystej International Herald Tribune potrafi napisać rocznie nawet trzysta tysięcy słów. Po trzecie wreszcie, w przeciwieństwie do swoich koleżanek z innych pism, może skupić się na pokazach kolekcji, a nie na sobie samej.

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes i Frida Giannini - dyrektor kreatywna Gucciego.

Menkes pisze znakomicie. To język literacki, pełen trafnych porównań i finezji (nic dziwnego; studiowała angielską literaturę i historię na Cambridge), jednocześnie precyzyjnie analizujący kolekcję, czy trendy. Przede wszystkim jednak Menkes pisze prosto. Bez udziwnień, bez specjalistycznej nowomowy. Na pewno też pomógł jej wakacyjny kurs szycia i projektowania, jaki odbyła jako nastolatka w Paryżu. Do stolicy Francji wróciła po latach i mieszka w niej do dziś.

Menkes wygrywa niezależnością. To jej największy atut. Podlizywanie się i bezkrytyczny zachwyt nad wszystkim co nowe i z modnym logo to nie tylko polska specyfika. Dzieje się tak na całym świecie. Na Zachodzie nawet częściej, bo tam w grę wchodzą ogromne pieniądze. Tam też powiązania mediów z producentami odzieży są silniejsze. W wydawnictwach, w których publikuje Menkes - także. Jednak ona ma „carte blanche”. Nie bez powodu w swojej redakcji kieruje działem mody od… ćwierć wieku! Nie przyjmuje prezentów. Te tańsze odsyła potrzebującym, na przykład do szpitala, te droższe wracają do domów mody z karteczką „Od małego uczono mnie, że dziewczyna nie powinna przyjmować niczego poza kwiatami i czekoladkami”. Kokietka! Jednak to, że nie zatrzymuje sobie upominków od projektantów widać przecież gołym okiem.

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes na imprezie zorganizowanej przez magazyn W i markę Vionnet. Mediolan, luty 2013.

Krytykuje sprawiedliwie. Zarówno mało znanych projektantów, jak i największych kreatorów. Po ostatnich paryskich pokazach o kolekcji Eliego Saaba napisała: „Na czymś innym polega obecnie moda na świecie, niż na tworzeniu ładnych sukienek”. Dostało się też autorom kolekcji dla domu mody Vionnet. - Ubrania dzienne były zbyt opływowe, graficzne i przewidywalne – napisała Menkes. Reperkusje? Raczej żadnych. Byli już projektanci, którzy próbowali Menkes ukarać poprzez nie wpuszczenie jej na pokazy. Po jednej z prezentacji Johna Galliano, Menkes napisała, że „projektując dla Diora popadł w rutynę”. Oraz, że na świecie jest wystarczająco dużo agresji, by jeszcze oglądać ją na wybiegu. Te dwa zdania sprowokowały szefa koncernu LVMH Bernarda Arnault do wydania zakazu wstępu dla Menkes na pokazy wszystkich (!) marek należących do konsorcjum! Jednak w ciągu tygodnia zakaz został zniesiony, po tym jak branża solidarnie zagroziła bojkotem pokazów LVMH. Sama Menkes po latach komentowała: „Cóż, to przecież świat mody; tutaj każdy musi czasem dramatyzować bez powodu”.

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes i Franca Sozzani - redaktor naczelna włoskiego Vogue'a.

Projektanci do tego stopnia przejmują się opinią Menkes, że potrafią po pokazie całą noc nie spać. – Zasnę dopiero po szóstej rano, jak otworzą kioski, popędzę po gazetę i dowiem się, co napisała o moim pokazie – mówił Alber Elbaz, projektant Lanvin. Wszędzie przyjmowana jest z honorami właściwymi dla królowej. Szefowie Gucci twierdzą, że bez niej nigdy nie zaczęliby pokazu. I wiem, że mówią serio. Widziałem, z jaką atencją była oprowadzana ubiegłej jesieni przez szefów Tod’sa podczas ich prezentacji w Mediolanie. Albo jak jej wizytę podczas pokazów dyplomowych florenckiej Polimody przeżywali studenci i ich szefowa, słynna Linda Loppa (to ona odkryła m.in. Martina Margielę, czy Rafa Simonsa). Nawet dla największych legend mody Menkes to guru.

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes podczas International Herald Tribune's Luxury Business Conference 2012.

A sama siebie tak nie postrzega. W niedawnym wywiadzie dla włoskiego The Huffington Post określiła siebie, jako zwykłą, bardzo rodzinną kobietę. Niemalże kurę domową, wspomnianą na początku, zajętą rozpieszczaniem swoich wnucząt. Z tej babcinej miłości jest zresztą znana. Dość wspomnieć, że po narodzinach jej pierwszej wnuczki Menkes zamówiła sobie torebkę z zalakowanym zdjęciem maleństwa. Takim nieco niezdarnym rękodziełem pierwszego dnia pochwaliła się zdumionemu szefowi domu mody Gucci…

Getty Images/Flash Press Media

Suzy Menkes i Natalie Massenet, założycielka Net-a-Porter, na imprezie podczas London Fashion Week. Londyn, luty 2013.

Świadczy to o dużym poczuciu humoru Menkes. Podobnie jak to, że wyobraża sobie śmierć jako „efektowne wykitowanie na jednym z pokazów”, o czym opowiadała zanosząc się od śmiechu. Tymczasem Menkes nie tylko nie wybiera się na tamten świat, ale nawet nie myśli o emeryturze, jak czynią to jej konkurentki – na przykład Hilary Alexander. Przeciwnie! Jej niedawny artykuł Cyrk mody, w którym drwiła z blogerów, wymieniając nazwiska Bryanboya i Tavi Gevinson, ochrzania samą szefową japońskiego Vogue’a Annę dello Russo i krytykuje narcyzm ludzi zajmujących się modą, określając ich „pawiami”, wywołał prawdziwą histerię. Cóż, „pawie” wiedzą, że Menkes ma rację.

Tematy:

Nieprawidłowy email