Modne szaty cesarza

O tym dlaczego nie wejdzie w układ z H&M i dlaczego jego ubrania są tak cholernie drogie. Poznajcie Driesa van Notena, jednego z najciekawszych projektantów na świecie, który od lat utrzymuje się na rynku mimo że nie umawia się z gwiazdami i nie projektuje...wszystkiego.

Dries Van Noten: Runway - Paris Fashion Week / Getty Images

Jeden z największych współczesnych projektantów mody ceni eklektyczną prostotę i minimalizm. Wita mnie z nieśmiałym uśmiechem, ubrany w prążkowaną koszulę, spodnie typu chinos i skórzane buty. Wygląda jak skromny rzemieślnik, który nie goni za sławą i poklaskiem mediów. W pracowni wyleguje się terier Harry, a z okien rozciąga się widok na przystań jachtową w Antwerpii. - Nie lubię klimatu wielkich metropolii, dlatego nigdy nie ciągnęło mnie do Paryża - stwierdza Dries van Noten.

Pamięta pan chwilę, gdy po raz pierwszy zobaczył na ulicy przechodnia w kreacji pańskiego autorstwa?

Dries van Noten: To było w 1980 roku po skończeniu wydziału mody na Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Na uczelni panowała tradycja, że ostatniego dnia zajęć absolwenci sprzedawali po przystępnych cenach kolekcje dyplomowe. Dzięki temu mogliśmy odzyskać część pieniędzy zainwestowanych w stroje. Spacerując wieczorem po ulicach Antwerpii spotykaliśmy przechodniów w naszych ubraniach.

Odczuwał pan dumę?

Może nie tyle dumę, co ogromną frajdę.

Czy po latach pracy w branży modowej projektant nabiera rutyny widząc obcych ludzi w jego kreacjach?

Jeśli klienci wybierają moje ubrania - nawet jeśli noszą je w dziwnych zestawieniach - traktuję ich wybór jako ogromny komplement. Każdy może wybrać z moich kolekcji dowolną część garderoby i opowiedzieć za ich pośrednictwem swoją własną historię. Ludzie posiadają ogromną wiedzę na temat mody i nie potrzebują projektantów, narzucających im własny styl.

Dries Van Noten - PFW Jesień / Zima 2008/09 / Getty Images

Cóż za ulga.

Czy ja wiem... Poszukiwanie własnego stylu jest sztuką ciągłych wyborów. W młodości odwiedziłem Düsseldorf. Spacerując po galeriach i butikach przy Königsallee zobaczyłem kobietę w futrze z norek. Dobrała do nich buty i torebkę w tym samym kolorze, co futro. Myślę, że poszła na łatwiznę. Dzisiaj każda część garderoby musi przemawiać własnym, indywidualnym językiem.

Czy to prawda, że lubi pan, jeśli klienci noszą pańskie rzeczy latami aż do zdarcia?

Zgadza się. Przygotowując w ubiegłym roku wystawę ”Inspiracje” w paryskim muzeum sztuki dekoracyjnej - Les Arts Decoratifs, poprosiliśmy na Facebooku o przysłanie odzieży z moich wcześniejszych kolekcji. Otrzymaliśmy wiele ubrań. Niestety, większość w bardzo złym stanie.

To chyba najlepszy komplement dla projektanta?

Dla mnie tak, ale nie dla wystawy. Ubrania były zbyt zniszczone i nie nadawały się do zaprezentowania publiczności. Najważniejsze, że spełniły swój cel i dobrze służyły właścicielom przez wiele lat.

Pańskie kolekcje są często zaszufladkowywane jako ”etniczne”, ”poetyckie”, ”floralne”. Uchodzi pan za ”mistrza deseni”. Układa je pan w kompozycje rodem z galerii obrazów Jak by pan określił swój styl?

Nie mam najmniejszego pojęcia. Nie lubię sztywnych kategoryzacji. Dziennikarze piszący o modzie, oglądający mnóstwo pokazów przyklejają projektantom różne etykietki. Cenię wolność i możliwość zabawy modą. Dlatego po kolekcji z motywami kwiatowymi tworzę linię wzbogaconą w czarno-białe nadruki. Kolekcję damską jesień/zima z 2009 roku zainspirowały kolory i motywy obrazów Francisa Bacona. Fachowcy z branży modowej nazwali ją ”etniczną”. Nie mam bladego pojęcia, co mieli na myśli.

Dries Van Noten - Runway RTW - Fall 2014 - Paris

W takim razie zapytam inaczej. Czym się pan kieruje tworząc swoje kreacje?

Lubię zaskakiwać. Uświadamiać odbiorcy, że szukał dokładnie takiego stroju. Nie potrafię wyliczyć inspiracji, składających się na daną kolekcję. Na przykład w kolekcji, która niedawno trafiła do sklepów dominują cudowne wzory żakardowe. Odkryliśmy je w archwium muzealnym. Zleciliśmy wykonanie replik we Włoszech. Emanowały wręcz bizantyjskim przepychem i były bardzo cenne. Połączyłem je z najzwyklejszym kretonem. (...) Na tym polega frajda tworzenia. Tak połączyć przeciwieństwa, aby stanowiły harmonijną całość, a odbiorca zapragnął je nosić.

Kiedyś pan stwierdził: ”Kto wybiera Dries van Notena, kupuje ubranie, nie markę“. Jest pan przeciwnikiem klasyfikowania mody według marek modowych?

Określenie ”marka” oznacza dla mnie ubrania, które mają zaistnieć w świadomości klientów i wyróżnić się na tle konkurencji.

To filozofia Prady, Chanel, Louisa Vuitton.

Dokładnie. Nasi klienci nie przykładają do tego zbyt wielkiego znaczenia. Naturalnie można się domyślić, że określony model spódnicy, czy płaszcza pochodzi z naszej kolekcji. Projektuję modę na tyle neutralną, aby każdy mógł tchnąć w nią własną osobowość.

Ma pan za sobą bardzo pracowity rok. Przygotował pan dwie nowe kolekcje, wystawę w Paryżu i wydał książkę ”Dries van Noten 01-50”. Mimo nawału pracy wygląda pan na bardzo zrelaksowanego.

Cóż, pozory mylą.

Żyje pan w ciągłym napięciu?

Praktycznie bez przerwy. Zawód projektanta jest bardzo absorbującym zajęciem. Można się w nim zatracić bez reszty.

Dries Van Noten - PFW Jesień Zima 2008/2009 / Getty Images

Co pan przez to rozumie?

Ciągłą presję, szalone tempo pracy. Termin pokazu jest rzeczą świętą. Kolekcja musi być gotowa niezależnie od okoliczności. Nikogo nie interesują rozterki projektanta na temat wysokości obcasów albo nieterminowość dostawców.

Jak pan sobie radzi z tak ogromnym stresem?

Czasami mój żołądek nie wytrzymuje napięcia i daje o sobie znać bolesnymi skurczami. Nie mam czasu użalać się nad sobą, bo czas pędzi nieubłaganie naprzód. Gdy zbliża się termin pokazu nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ze zdenerwowania nie śpię po nocach. Czasami dałbym wiele za dodatkowy tydzień na dopracowanie wszystkich szczegółów. W takich chwilach żałuję, że nie jestem malarzem. Artysta otwiera wystawę, dopiero po ukończeniu wszystkich płócien.

Czy to nie są subtelności zupełnie nieistotne dla publiczności?

Być może. Dziesięć lat temu zaprojektowałem kolekcję odzieży męskiej, uszytej z tkanin pokrytych printami. Producent poinformował, że ma problemy z maszynami, ale obiecał tkaniny na pewno będą gotowe w następnym tygodniu. Kilka razy przesuwał termin. Był koniec maja, a pokaz kolekcji męskiej miał się odbyć pod koniec czerwca. Nie było czasu na szukanie nowego producenta.

Zuzia Bijoch na wybiegu u Driesa van Notena / Getty Images

To koszmar dla każdego projektanta. Jak pan wybrnął z tej sytuacji?

Opracowałem kolekcję z tkanin, walających się w naszym magazynie. Po pokazie nie mogłem powiedzieć dziennikarzom, że chciałem zaprezentować na wybiegu coś zupełnie innego. Zamiast tego powiedziałem: oto kolekcja, jaką zawsze pragnąłem stworzyć.

Także z dzisiejszego punktu widzenia?

To nie był mój najlepszy sezon, przyznaję.

Pomijając różne nieprzewidziane okoliczności, jak trudny jest proces projektowania?

Z jednej strony przyzwyczaiłem się do ciągłego stresu i napięcia. Z drugiej strony nie chcę popaść w rutynę. Najbardziej obawiam się twórczego schematyzmu: od pierwszego przebłysku inspiracji, poprzez szukanie nowatorskich rozwiązań, do ostatecznego projektu i kolekcji. Cały czas poszukuję nowego spojrzenia na modę. Projektowanie przypomina podróż w nieznane. Czasami docieramy do wyznaczonego celu, a czasami zupełnie gdzie indziej. Dlatego kocham tę pracę.

Jak wygląda projektowanie mody od strony praktycznej? Pobudka o ósmej rano, spacer z psem, śniadanie. Dochodzi dziesiąta rano, a potem...

... zabieram się do pracy?

Czyż nie tak wygląda dzień codzienny projektanta mody?

Tworzenie kolekcji jest pracą zespołową. Muszę wykazać się kreatywnością już przy wyborze asystentów. Potem trzeba ich karmić pomysłami, dostarczyć tworzywa, z którego powstaną nowe wzory ubrań.(...)

Co roku prezentuje pan dwie kolekcje - męską i damską. Karl Lagerfeld tworzy ich 14 każdego roku. Jak on to robi?

Pracuje według innego systemu. Nie mogę wypowiadać się o stylu pracy Karla Lagerfelda, tak jak on o Marcu Jacobsie i innych projektantach. Wielu moich kolegów ma do dyspozycji ogromny sztab współpracowników. Ja prawie wszystko robię sam. Wybieram tkaniny, przędzę, guziki, dodatki. Jestem maniakiem kontroli. Pracując w ten sposób niepodobna stworzyć więcej niż cztery kolekcje w ciągu roku.

Osiągnął pan ogromny sukces w świecie mody. Zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że jest pan obecnie na fali, bo pańska moda odzwierciedla ducha naszych czasów?

Zbyt długo pracuję w tej branży, by nie wiedzieć, że w pracy projektanta bywają lepsze i gorsze chwile. Przeżywaliśmy trudny okres pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy królował trend na minimalizm. Współczesna moda ma w sobie dużo wolności, zmieniła się mentalność klientów. Ludzie poszukują ubrań, które są wyjątkowe i trwałe. Obecnie jesteśmy świadkami narodzin nowej koncepcji luksusu, przeciwieństwa tzw. ”szybkiej mody”, błyskawicznie reagującej na potrzeby rynku. Kiedyś klient kupował włoski samochód sportowy, dzisiaj ręcznie wykonany rower. Najwyraźniej nasza marka wpisuje się w nowy trend.

Dries Van Noten - Runway RTW - Wiosna 2014 - Paris Fashion Week / Getty Images

Jest pan jednocześnie dyrektorem kreatywnym i właścicielem swojego domu mody. To rzadkość w dobie globalizacji i wykupywania znanych marek przez agresywne koncerny.

To wspaniałe, bo nikt nie narzuca mi, że w nowej kolekcji powinny dominować kraty, skoro były hitem zeszłego sezonu. Może kiedyś spotkam partnera, który złoży mi tak ciekawą propozycję, że zdobędę się na odwagę i skoczę na głęboką wodę.

Tym samym rezygnuje pan z szansy dalszej ekspansji swego domu mody.

Lubię mieć wszystko na oku. Decydując się na ekspansję marki musiałbym zrezygnować z części obowiązków projektanta i przeobrazić się w menedżera, zajmującego się bilansami, spotkaniami biznesowymi, otwieraniem nowych sklepów. To bardzo nużąca wizja rozwoju firmy.

Dries Van Noten - Runway RTW - Fall 2014 - Paris / Getty Images

We współczesnej modzie chodzi o działanie na skalę globalną, o sprzedanie jak największej ilości torebek i maksymalizację zysków.

Ile pieniędzy potrzebujemy do życia? Żyję dostatnio, firma nieustannie się rozwija. Jestem szczęśliwy.

Większość europejskich marek znajduje się w rękach dwóch koncernów dóbr luksusowych - LVMH i Keringa. Czy w modzie będziemy obserwować dalszą koncentrację władzy i kapitału?

Każdy trend wywołuje trend przeciwny. (...) Podam przykład: gdy wszystkie marki oprócz czterech kolekcji rocznie, zaczęły wypuszczać tzw. pre-kolekcje nasi odbiorcy zaczęli wywierać na nas ogromną presję. Obecnie cenią, że pozostaliśmy wierni naszej filozofii.

Nie projektuje pan perfum, torebek, kreacji dla celebrytów, a co najdziwniejsze: unika pan przesadnej reklamy.

W naszym przypadku nie była to z góry zaplanowana strategia marketingowa, na zasadzie robimy wszystko inaczej niż konkurencja. Rezygnacja z reklam wynika z prostego faktu, że grupa docelowa naszych klientów jest bardzo zróżnicowana. Reklamę trzeba adresować do określonego odbiorcy. Tym samym tracimy możliwość dotarcia do szerokiego kręgu naszych potencjalnych klientów.

Każdy projektant marzy o tym, aby choć raz jakaś gwiazda pojawiła się na czerwonym dywanie w jego kreacji. Pan także?

Od czasu do czasu projektujemy kreacje dla gwiazd. Cate Blanchett poprosiła mnie kiedyś o zaprojektowanie sukni na galę wręczenia Oscarów. To było dla mnie wielkie wyróżnienie, bo Cate Blanchett jest wspaniałą aktorką. Zapomniała tylko powiedzieć, że podczas ceremonii rozdania Oscarów będzie w ósmym miesiącu ciąży.

Pojawiły się problemy z dopasowaniem sukni?

Na szczęście dowiedzieliśmy się o tym w samą porę. Aktorka wyglądała olśniewająco. Na festiwalu w Cannes młody Kanadyjczyk, Xavier Dolan nosił garnitur naszego domu mody. Nie jest tajemnicą, że wszystkie wielkie marki płacą gwiazdom za noszenie ich kreacji. Uważam, że to trochę chory system. Cannes nie przypominał festiwalu filmowego tylko pokaz mody. Czasopisma i blogerzy skupiali się wyłącznie na omawianiu ubiorów gwiazd. Szum wokół czerwonego dywanu działa mi na nerwy.

Czy szwedzki gigant odzieżowy H&M poprosił pana o przygotowanie kolekcji, sprzedawanej pod marką Driesa van Notena w sklepach sieciówki?

Mhm... Mówiąc szczerze, nie jestem zainteresowany tego rodzaju współpracą.

Dries van Noten i aktorka Maggie Gyllenhaal / Getty Images

Dlaczego, jeśli wolno spytać?

Wkładam wiele wysiłku, by wytłumaczyć klientom wysokie ceny moich ubrań. Wiele czasu spędzamy w archiwach, projektujemy mnóstwo wzorów. Do tego dochodzi zakup kosztownych tkanin, ręczne wykonanie, pokazy. Wszystko razem jest bardzo kosztownym przedsięwzięciem. W naszym butiku kupi pani koszulkę za 80 euro, ale i płaszcz za 8 tys. euro. Obszycie płaszcza aplikacjami zajmuje setki godzin. Staramy się proponować uczciwe ceny. Ubrania dla H&M muszą oscylować w przedziale od 19 do 25 euro. To po prostu niemożliwe.

Dries Van Noten - Runway RTW - Jesień 2014 - Paryż / Getty Images

Czy mógłby pan sprecyzować określenie ”uczciwe ceny”?

Weźmy choćby koszule: uszyte w Belgii musiałyby kosztować w sklepie od 350 do 450 euro. Tymczasem maksymalna cena koszuli męskiej waha się między 160 a 180 euro. Efekt? Tkaninę produkuje się w Chinach, konfekcjonuje w Europie Wschodniej i metkuje we Włoszech. W przeciwnym razie producenci nie będą w stanie zaproponować takiej ceny. Koszula męska za 19 euro? Sorry, za 19 euro dostanę co najwyżej guziki. Czasami Zara, Mango, czy H&M sprzedają kurtki za połowę ceny, którą płacimy za zamek błyskawiczny. (...)

Od chwili założenia firmy w 1986 roku pańskim partnerem w życiu zawodowym i prywatnym jest Patrick Vangheluwe. Jak udało się wam razem tak długo...

...przetrwać!

Dokładnie.

Czasami bywało ciężko. Potrzebuję Patricka. Jest moim partnerem i powiernikiem. Zwierzam mu się ze wszystkich problemów zawodowych. Nie bez powodu mamy dom na wsi. Dzięki temu nasze rozmowy nie koncentrują się wyłącznie na modzie. Wcześniej pracowaliśmy jak szaleni od rana do nocy. Pewnego dnia powiedziałem: dosyć. Uznałem, że nasze małżeństwo, nie, nie małżeństwo, nasz związek mocno na tym ucierpieli. Potrzebowaliśmy innych zainteresowań oprócz mody. Dlatego kupiliśmy dom na wsi. A niedawno sprawiliśmy sobie psa. (...)

Czym się obecnie zajmuje jeden z najbardziej znanych projektantów mody?

Podziwianiem kwitnących róż. Ten rok jest wyjątkowo udany dla krzewów różanych, bo mieliśmy bardzo łagodną zimę. Begonie udały się średnio, kwitły tylko przez tydzień. Natomiast róże pulsują bogactwem barw i zapachów. Obecnie czeka nas wiele pracy w ogrodzie. Dojrzały owoce, warzywa... Dobiega końca zbiór truskawek. No i trwa rośnie jak szalona. W ciągu tygodnia Patrick biega osiem godzin z kosiarką po ogrodzie.

Dla mnie to byłby koszmar.

Och nie, pielęgnowanie ogrodu jest wspaniałym zajęciem. W modzie upływa mnóstwo czasu od pierwszej inspiracji do efektu końcowego. Może dlatego uwielbiam gotować. Wystarczą dwie godziny pracy, a na stole pojawia się kilkadziesiąt słoiczków z dżemem truskawkowym.

Urodzony w Antwerpii 56-letni Dries van Noten jest trzecim pokoleniem krawców w swojej rodzinie. Jego dziadek prowadził zakład krawiecki, a ojciec ekskluzywny sklep z odzieżą męską. Dries ukończył wydział mody na prestiżowej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Sześć lat później, w 1986 roku zaczął projektować na własny rachunek. Pierwsza autorska linia odzieży odniosła ogromny sukces. Razem z kilkoma młodymi projektantami belgijskimi - Walterem van Beirendonck, Ann Demeulemeester, Dirkiem van Saene, Dirkiem Bikkembergs i Mariną Yee stworzyli nieformalną grupę nazwaną ”Antwerpską Szóstką”, utożsamianą przez szereg sezonów z awangardą mody. Od początku lat dziewięćdziesiątych Dries van Noten prezentuje damskie i męskie kolekcje na Paryskim Tygodniu Mody. Jego ubiory charakteryzują się oryginalnym wzornictwem, bogactwem barw i tkanin. Ukoronowaniem niemal 30-letniej kariery belgijskiego projektanta była wystawa "Inspiracje" w Muzeum Mody w Paryżu (ekspozycję można jeszcze oglądać do 2 listopada). Dries van Noten jest właścicielem 13 butików na całym świecie. Jego firma osiąga roczne obroty o wartości ponad 50 milionów euro.

tłum. Izabella Jachimska

Tematy:

Nieprawidłowy email