Krok do przodu, dwa wstecz

Moda to ciągła zmiana, ale zmiana nie musi być na nowe. W kolekcjach na Jesień-Zimę 2013/14 można się doszukać cytatów i parafraz z nie tak zamierzchłej przeszłości. Niektórzy projektanci są za to karani, inni celebrowani - wszystko zależy od kontekstu.

Getty Images/Flash Press Media

Zaczyna się, jak zawsze, w Nowym Jorku. Chociaż są jeszcze tacy, którzy pamiętają czasy, kiedy Nowy Jork zamykał pokazy. Bardzo irytowało to amerykańskich projektantów, a szczególnie Calvina Kleina, któremu często zarzucano nadmierną fascynację pokazującym w Paryżu Helmutem Langiem. Była to druga połowa lat 90-tych. Klein zaczął rozsyłać zdjęcia kolekcji jeszcze przed tygodniem mody w Paryżu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to ON pierwszy wpadł na pomysł - powiedzmy - asymetrycznej spódnicy. Potem sam Lang wymyślił sobie, że będzie pokazywał swoje kolekcje w Nowym Jorku, i to przed Londynem (od którego zaczynały się dotychczas pokazy), no i tak to się stało, że dziś miesiąc mody otwiera New York Fashion Week. Warto wspomnieć o tych zamierzchłych machinacjach właśnie teraz, kiedy nad wielbioną przez branżę Phoebe Philo wisi widmo plagiatu. Ale o tym za chwilę - jak dojdziemy do Paryża.

W Nowym Jorku czuć było, nawet sprzed komputera w Warszawie, zmianę warty. To był ten sezon, kiedy młode pokolenie oficjalnie stało się establishmentem. A to przede wszystkim za sprawą Alexandra Wanga. Bo to od tego sezonu Wang jest dyrektorem kreatywnym u Balenciagi; zajął zwolnione przez Nicolasa Ghesquière’a najbardziej pożądane stanowisko w branży.

Getty Images/Flash Press Media

Małgosia Bela zamknęła nowojorski pokaz Alexandra Wanga

Zobacz Polskie modelki na Paris Fashion Week.

Zobacz Polskie modelki na Milan Fashion Week.

Zobacz Polskie modelki na New York Fashion Week.

W swojej własnej kolekcji w Nowym Jorku zademonstrował wielką pewność siebie, dojrzałość, i umiar. A że przypominało to wszystko do złudzenia pierwsze autorskie kolekcje Narcisa Rodrigueza - kto by się tym teraz przejmował. Dla nas ważne, że pokaz zamknęła Małgosia Bela.

Po pokazie Proenzy Schouler też panowało poczucie pokonania kolejnego etapu rozwoju.

Getty Images/Flash Press Media

Czarno-biała sylwetka w pokazie duetu Proenza Schouler

W większości czarno-biała kolekcja to kolejny hit z rzędu dla duetu Jack McCollough i Lazaro Hernandez i zapowiedź przejścia w dorosłe życie, o czym świadczy również otwarty przed pół rokiem butik przy Madison Avenue.

Do nowej trójcy, którą kiedyś stanowili Calvin Klein, Donna Karan i Ralph Lauren, można by zaliczyć jeszcze ulubieńca Carine Roitfeld Jospeha Altuzzarę, ale na mnie większe wrażenie robi marka sióstr Olsen, The Row.

W ich prostych zestawach można doszukać się tego rodzaju dyskretnego luksusu, którego tak brakuje w modzie od kiedy Martin Margiela odszedł z Hermèsa.

Jeśli chodzi o widowisko, zawsze można liczyć na Marca Jacobsa.

Getty Images/Flash Press Media

Finał pokazu Marca Jacobsa

Przeczytaj Marc Jacobs został aktorem.

Przeczytaj Marc Jacobs wchodzi w 50-tkę.

Sama kolekcja była wyjątkowo powściągliwa, ale ogromne słońce (ukłon w stronę słynnej instalacji Olafura Eliassona) nad okrągłym wybiegiem świeciło tak mocno, że wszystko wyglądało na wypalone; dopiero gdy zgasło, a modelki powtórzyły swoją rundę, można było przyjrzeć się kolekcji. Czyżby tymi wypalonymi sylwetkami Jacobs sygnalizował to, co wszyscy podejrzewają od dawna - że moda coraz mniej go kręci? Mógłby o tym świadczyć jego udział w filmie „Disconnect", gdzie gra alfonsa.

Ale największym newsem w Nowym Jorku był powrót Johna Galliano do pracy - u Oscara de la Renty. Trudno stwierdzić, do jakiego stopnia Galliano miał wpływ na kolekcję - może była trochę bardziej romantyczna niż zwykle?

Getty Images

Wielki powrót Galliano i znów prowokacja?

Przeczytaj Galliano wraca do gry.

Przeczytaj Galliano ucieka przed ludźmi.

W każdym razie branża bardzo się cieszyła z rehabilitacji skompromitowanego Galliano, dopóki tego nie sfotografowano w wielkim kapeluszu i fryzurze, która trochę za bardzo przypominała pejsy. I znów oberwał w mediach za antysemityzm.

W Londynie liczył się tym razem tylko jeden pokaz - oczy świata mody skierowane były na Christophera Kane'a, który dopiero co sprzedał 51% udziałów swojej firmy konglomeratowi LVMH (właścicielowi między innymi Louis Vuitton, pracodawcy Jacobsa).

Getty Images/Flash Press Media

Militarna kurtka i spódnica z piór! Cóż za wysmakowana przewrotność w wydaniu Kane'a

30-letni Szkot nie zawiódł - ale on nigdy nie zawodzi. Może ze względu na okoliczności kolekcja sprawiała wrażenie przeglądu przebojów projektanta, jakby chciał zapewnić obecnego w pierwszym rzędzie Bernarda Arnaulta, prezesa LVMH, że warto było zainwestować. Szkoda tylko, że nowy kontrakt oznacza dla projektanta koniec współpracy z Donatellą Versace i jej linią Versus; ale zwolnione przez niego miejsce zajął szybko, co prawda tylko na jeden sezon (od tej pory nad Versusem pracować będzie co pół roku inny młody projektant) nowe cudowne dziecko londyńskiej sceny mody - J.W. Anderson.

Getty Images/Flash Press Media

Długo, biało i powłóczyście. I asymetrycznie

Jego własna kolekcja zebrała owacje, mimo, że według niektórych (patrz: autora tego tekstu) zbyt swobodnie czerpał z archiwów Husseina Chalayana.

Sama Donatella w Mediolanie pokazała kolekcję Versace będąca jej odpowiedzią na kultową kolekcję Gianniego z 1994 roku - tę punkową, z agrafkami i suknią dzięki której zaistniała w świadomości społecznej Elizabeth Hurley. To nie przypadek, że Donatella akurat teraz wybrała sobie takie źródło inspiracji: w maju otwiera się wystawa w Metropolitan Museum w Nowym Jorku poświęcona właśnie punk couture. Rok temu tematem był dialog pomiędzy Miuccią Pradą a Elsą Schiaparelli; przegląd swojego dorobku ewidentnie skłonił Pradę do refleksji, bo i w jej kolekcji powtarzały się motywy, z których słynie marka.

Nostalgia ogarnęła ją do tego stopnia, że na wybiegu pojawiły się pierwszy raz od niepamiętnych czasów jej ulubione modelki sprzed lat, z Kirsten Owen i Esther de Jong na czele. Trudno stwierdzić, czy druga kolekcja Jil Sander (po ponownym przejęciu sterów w własnej firmie) to powrót do korzeni, czy po prostu odwieczny modus operandi projektantki, mianowicie bezwzględny minimializm.

Getty Images/Flash Press Media

Finał pokazu Jil Sander - projektantka wierna jest minimalizmowi

Kto miał wątpliwości co do jej sił może spać spokojnie - Sander wciąż daje radę.

I tak doszliśmy do Paryża, gdzie w osłupienie wprowadził Hedi Slimane, pokazując kolekcję dla Saint Laurent składającą się z kusych sukieneczek w kwiatki i powyciąganych swetrów.

Getty Images/Flash Press Media

Hedi Slimane wprowadza rewolucję do marki Saint Laurent Paris

Courtney Love stwierdziła, że to najwierniejsze odwzorowanie stylu grunge, jakie widziała na wybiegu. To miał być komplement. U Diora Raf Simons zadbał o to, by wszystko było jak najbardziej po christiańsku, korzystając z archiwalnych wzorów, ale wykonując je z niespodziewanych materiałów, np. pełną sukienkę koktajlową z czarnej skóry. Główną innowacją były wczesne ilustracje Andy’ego Warhola zdobiące stroje i dodatki. Najbardziej nowoczesna, czytaj wolna od skojarzeń, wydawała się kolekcja Phoebe Philo dla Céline. Do czasu.

Getty Images/Flash Press Media

Płaszcz Celine, który wywołał tyle zamieszania...

Przeczytaj recenzję pokazu Celine Jesień-Zima 2013/2014.

Wszystko rozbiło się o dwa płaszcze. Model w czerwono-niebiesko-białą kratę, ewidentnie nawiązujący do worów z suwakiem znanych z bazarów dookoła świata, wywołał więcej śmiechu niż oburzenia - branżę zawsze bawi zastosowanie „downmarketowych" symboli w modzie luksusowej. A że Marc Jacobs użył podobnego chwytu w swej kolekcji dla Louis Vuitton kilka lat wcześniej (nie wspominając o polskim rodzeństwie Siereks, którzy na owej kracie zbudowali całą karierę) - kto by to pamiętał.

Parę dni po pokazie Céline płaszcze w podobną kratę pojawiły się u Stelli McCartney.

Getty Images/Flash Press Media

Podobny płaszcz w kratkę, który pokazał Celine, pojawił się także u Stelli McCartney

Plagiat? Bynajmniej - to się nazywa trend. W każdym razie krata Phoebe Philo skupiła na sobie całą uwagę, dopóki ktoś nie zauważył, że inny płaszcz w jej kolekcji dla Céline wydaje się bardzo znajomy.

Getty Images/Flash Press Media

Kolejna sylwetka z pokazu Celine, która sprowokowała tyle dyskusji

Gołębia szarość, z kieszeniami pod skosem, z otworem na ręce pod rękawami, które przewiązane są z przodu niczym szal. Istnieje zdjęcie identycznego płaszcza autorstwa nieżyjącego już mistrza amerykańskiego krawiectwa - Geoffrey'a Beene'a . Tyle, że jego płaszcz nie ma osobnych otworów na ręce, a rękawy przewiązane są tak jak u Céline, tylko na tym jednym zdjęciu. Owszem, gdyby rozwiązać rękawy obu płaszczy, nie różniłby się prawie niczym (poza schowanymi pod rękawami otworami na ręce w wersji Céline). Ale tu nie chodzi o krój, lecz o ideę. Philo potraktowała dosłownie coś, co prawdopodobnie było inwencją fotografa, poszła o krok dalej od Beene'a. A czym jest teraz moda, jeśli nie serią kroków, które prowadzą w koło, by od czasu do czasu zrobić mały skok w bok.

Tematy:

Nieprawidłowy email