Miliony na Instagramie: ile kosztuje jedno zdjęcie sponsorowane?

O zarobkach blogerek modowych krążą legendy. Co i rusz „eksperci” wyliczają, ile miesięcznie wpływa na konto Jessiki Mercedes czy Chiary Ferragni. Blogerki z reguły wymijająco odpowiadają na pytania o zarobki. Wyjątek zrobiła  Danielle Bernstein, 22-latka z bloga We Wore What. W rozmowie z dziennikarką Harper’s Bazaar zdradziła, że za jedno zdjęcie na Instagramie może dostać sporą sumkę.

Foto: Getty Images

O tym, że blogowanie o modzie to niesamowity interes, wiemy nie od dziś. Wartość blogera określa nie tylko ilość czytelników, ale też ilość fanów w mediach społecznościowych. Ostatnio najważniejszą platformą promocji jest Instagram, choć rośnie też pozycja Snapchata. Jedna i druga aplikacja skupia się na sile obrazu. To zdjęcie jest najważniejszym elementem instagramowego posta. Tekst może być, ale nie musi. Grunt, żeby tagi się zgadzały. Jak mówią zawodowcy, im więcej tagów, tym lepiej. I trzeba pamiętać, by zawsze oznaczać w swoich zdjęciach marki, które fotografujemy. Wówczas jest szansa, że specjaliści od PR marki wyłapią nasz post i zaoferują współpracę.

Jeśli twoje grono fanów liczy 300 czy 800 osób, niestety nie masz co liczyć na płatne propozycje od Chanel czy Lancome. Minimalna ilość fanów to 10 000, ale wówczas możesz liczyć tylko na akcje barterowe czyli zamiast gotówki, dostajesz wynagrodzenie w postaci produktów czy usług. Co ciekawe, 10 000 fanów, to liczba magiczna również w agencjach modelek. Coraz więcej firm podczas castingu nie bierze pod uwagę dziewczyn, które nie zbudowały takiej bazy „followersów”.

Ilu fanów trzeba mieć, by móc utrzymać się z Instagramowania? Milion. Tylu fanów ma od wczoraj Danielle Bernstein z bloga We Wore What. Gdy kilka dni temu udzielała wywiadu dla amerykańskiego „Harper’s Bazaar” wyznała, że za jeden post dostaje od 5000 do 15 000 dolarów. Oczywiście wszystko zależy od tego, czy współpraca jest długoterminowa, czy marka żąda wyłączności, ile postów wchodzi w grę, etc. „Wszystko można negocjować. W końcu jestem żydówką,” dodała śmiejąc się. Przyznała też, że gdy przekroczy 1 000 000 fanów, stanie się poważnym graczem w świecie mody. Wówczas cena zdjęcia wzrośnie i wynosić będzie od 20 000 do 100 000 dolarów. (Jeśli sądzisz, że wybrałaś zły zawód, nie martw się, ja tez mam takie wrażenie, choć jeszcze kilka godzin temu weszłam do redakcji jak na skrzydłach sądząc, że mam najlepszą pracę na świecie.)

Obecnie Berenstein współpracuje z Lancome promując nowy podkład marki. Pojawia się on na zdjęciach blogerki, zarówno przy porannym makijażu jak i na zdjęciu kosmetyczki dziewczyny. Ponieważ Danielle kilkukrotnie pokazywała kosmetyk na swoim Instagramie, zapewne wartość kontraktu jest wyższa niż wspomniane przez nią 15 000 dolarów. „Ubiegły rok był najbardziej dochodowy. Nie lubię mówić o pieniądzach, ale powiem, że zarabiam więcej niż wyobrażałam sobie, że będę zarabiać jako 22-latka. Utrzymuję się samodzielnie, moje zarobki są blisko sześciocyfrowych liczb. Oszczędzam, inwestuję, próbuję podejmować mądre decyzje i ciągle się uczyć.”

Co najciekawsze, marki płacą ogromne sumy za zdjęcia, których każde z nas robi tysiące: siedząc na kanapie i oglądając telewizję, przy śniadaniu, na wycieczce. Zdjęcia blogerów, choć sponsorowane, nie mogą być pozowane. Im bardziej naturalne, tym lepiej. Blogerzy nie są redaktorami magazynów. Ich treści nie mogą być pozowane, mają przypominać normalne życie. Ich zadaniem nie jest stworzenie profesjonalnej sesji, mają stworzyć moment. Moment wart 50 000 złotych.

Tematy:

Nieprawidłowy email