Glamour na Majdanie? Skandaliczny tekst w polskim miesięczniku

Redakcja polskiego [i]Glamour[/i] próbowała zabrać głos w sprawie wydarzeń na Ukrainie. Zamiast reportażu o sytuacji jednostki w obliczu konfliktu zafundowała swoim czytelniczkom tekst o wybieraniu stroju na Majdan i wykonywaniu zadań poniżej dziennikarskiej godności – pomaganiu ludziom. Nic dziwnego, że w Internecie wrze.

Glamour

Od wtorku oczy całego świata zwrócone są na Ukrainę. Każdy poranek zaczynamy od dramatycznych informacji o liczbie zabitych i rannych w Kijowie. Wszystkie stacje telewizyjne pokazują wstrząsające sceny z Euromajdanu: ciała zabitych porzucone na ulicach, których nie można przenieść w bezpiecznie miejsce, hotele przerabiane na prowizoryczne szpitale, członków Berkutu bezwzględnie celujących do swoich rodaków. Każdy z nas widzi co innego. Co widzi redakcja polskiego Glamoura? Stylizacje, trendy i szansę na podniesienie sprzedaży magazynu. A wszystko dzięki artykułowi Rewolucja nie ubiera się u Prady.

Wczoraj ukazał się marcowy numer miesięcznika Glamour. Międzynarodowy tytuł poświęcony modzie rzadko zajmuje się tematami innymi niż kolekcje, pokazy i życie modelek. Tym razem polska redakcja postanowiła zabrać głos w sprawie tragicznych wydarzeń na Ukrainie. Oczywiście robi to bardzo stylowo i zgodnie ze „style bookiem” licencjonowanego tytułu (w USA jest wydawany przez Conde Nast, wydawcę VOGUE’a) i już z okładki zapowiada: MODNE REWOLUCJONISTKI NA MAJDANIE.

Glamour

Gdy widzę tę zajawkę, przecieram oczy ze zdumienia. Modne rewolucjonistki w miejscu, w którym giną dziesiątki osób? Buty od Prady unurzane w krwi Ukrainców zastrzelonych przez milicję? Kupuję magazyn licząc, że za niezręcznym tytułem kryje się dobry reportaż. Znajduję w końcu tekst Olenki Martynyuk, ukraińskiej dziennikarki zajmującej się modą. Świetnie! Będzie relacja z pierwszej ręki!- myślę czytając pierwsze akapity.

Glamour

I faktycznie, jest! Z tekstu Olenki dowiadujemy się, że największą rozterką dziennikarki było… wybranie odpowiedniego „ałtfitu” (ubrania) przed wyjściem na Majdan. Dzięki Bogu, praktyczna faszonistka pokonała pokusę pójścia z gołymi nogami i w Louboutinach! Postanowiła wykorzystać termoaktywną bieliznę Uniqlo, którą zakupiła z myślą o wyjeździe na narty, w Alpy – czytamy w Glamour. Zaczynam rozumieć, że tytuł na okładce nie był niezręcznością i ze zgrozą czytam kolejne akapity, z których dowiaduję się, że Martynyuk nigdy nie widziała tak dobrze ubranych rewolucjonistów! Co tam wojna domowa, co tam ginący ludzie, grunt, że dobrze wyglądają!

Glamour

Czytaj dalej na następnej stronie.

Dalej jest tylko gorzej. Olenka pisze o tym, że będąc dziennikarką modową nie może pozwolić sobie na wzięcie urlopu, jak inni zgromadzeni na Majdanie ludzie. W końcu pracuje dla ukraińskiego Vogue’a. Jeśli nie zrecenzuje kolekcji Moschino czy Prady, świat pewnie się zawali. Nie rozumiem priorytetów ukraińskiej dziennikarki. Wprawdzie dziewczyna przyznaje, że zrezygnowała z szykownego sylwestra w Paryżu by być na Majdanie, ale zdaje się, że traktowała Plac Niepodległości i ustawione na nim barykady, jako świetne tło do kolejnych sweet foci na Facebooka. Nie rozumiem też dziwacznego poczucia „dziennikarskiej godności”, które sprawia, że dziewczyna czuje się nieswojo rozdając jedzenie ludziom zgromadzonym na Majdanie.

- Byłam dumna, że wreszcie mogę zrobić dla Majdanu coś pożytecznego, ale moja próżność podpowiadała mi, że roznoszenie kanapek to nie jest odpowiednie zajęcie dla dziennikarki modowej. Społecznikowska postawa wzięła jednak górę i ostatecznie nawet zgodziłam się pozować do zdjęcia, jak wydaję protestującym talerze z gryką- pisze z dumą dziennikarka.

EAST NEWS

Absolutnie rozumiem, że nie każdy z nas może być bohaterem. Nie mam zielonego pojęcia jak zachowałabym się wrzucona w sam środek wojny domowej. Może też starałabym się skupić na rzeczach mi znanych, które dają poczucie bezpieczeństwa? Ale mam pewność, że ja, jak i wielu innych dziennikarzy zajmujących się modą, nie posługiwalibyśmy się sformułowaniami typu: Można powiedzieć, że Majdan jest dobry dla ciała i ducha. Rozumiem, że w momencie powstawania artykułu, sytuacja na Ukrainie była dużo bardziej stabilna. Doceniam fakt, że młoda dziennikarka dzieli się z nami swoimi doświadczeniami i opisuje zmianę myślenia, jaka się u niej dokonała. Natomiast niepokoi mnie, że w tekście, który ma być jej sposobem na szerzenie wiedzy o sytuacji na Ukrainie, nie padają żadne konkrety. Poza maleńką, odredakcyjną ramką informującą o początkach zajść i ich lokalizacji nie dowiadujemy się nic o sytuacji na Majdanie. Po co właściwie powstał ten tekst?

Zupełnie nie dziwią mnie wzburzone komentarze umieszczone na Facebooku magazynu, które w tajemniczych okolicznościach znikają ze ściany Glamour’a.

Marcin Lewandowski pisze:

Sugeruję poradnik dla kobiet, które niedługo będą chować swoich synów w stylu - Pogrzeb w stylu glamour, albo jak wyglądać modnie podasz żałoby ... Takiej dziennikarskiej taniochy dawno nie widziałem.

Piotr Smolanski pyta (pisownia oryginalna):

Drogi Glamór, co w tym sezonie pasuje do 7.62mm dziury w potylicy? Czy urwana przez wielkokalibrowy pocisk stopa to dobra okazja do zmiany bucików?

Czy możecie polecić jakieś ładne dodatki do spalonej koktajlem Mołotowa twarzy? I co się teraz nosi w katowniach? Czy możemy poprosić o test i przegląd gumowych fartuchów w kwiatki?

EAST NEWS

Czytaj dalej na następnej stronie.

Zastanawiam się, co przytrafiło się redaktorkom Glamour w momencie, gdy akceptowały ten tekst i wysyłały go do druku? Czy ktoś przemycił go wprost do drukarni, pomijając kolegium redakcyjne, sekretariat i redaktor naczelną? A może, o zgrozo, polskim dziennikarzom taka perspektywa patrzenia na dziejącą się tuż obok nas tragedię, wydała się właściwa? Nie chcę nawet dopuszczać myśli, że tekst takiej jakości opublikowano celowo, w ramach prowokacji. Zasmuca mnie fakt, że polskie dziennikarstwo modowe, które i tak nie ma najlepszej opinii wśród społeczeństwa („Piszecie o szmatach, na które nikogo nie stać! Kogo obchodzi pies Marca Jacobsa?”), teraz będzie zbiorowo płacić za jeden reportaż. Bo jeśli oceniać całą grupę zawodową przez pryzmat jednego tekstu, jednej dziennikarki, wychodzi na to, że jesteśmy infantylnymi kolorowymi ptakami, dla których świat zaczyna się i kończy na wysokości obcasa i długości spódnicy, a nasza refleksja na temat bieżących wydarzeń sprowadza się do opowieści o snowboardowych stylizacjach.

EAST NEWS

Wiem, że z racji długości procesu produkcyjnego materiał wylądował w drukarni dwa tygodnie temu, kiedy sytuacja na Majdanie była nieco mniej dramatyczna. Wówczas było "tylko" siedem ofiar śmiertelnych. I z szacunku dla nich redakcja powinna była zrezygnować z materiału o „modnych rewolucjonistkach”. Lub przynajmniej nie bronić się post factum komentarzem na Facebooku o następującej treści:

W związku z uwagami do niefortunnie zajawionego na marcowej okładce tekstu o rewolucjonistkach na Majdanie chcielibyśmy zaznaczyć, że tekst był przygotowywany przed eskalacją konfliktu. Autorka naszego reportażu, która jest ukraińską dziennikarką modową, dziewczyną jak każda z Was, znalazła się w sytuacji, która zmusiła ją do przewartościowania swojego życia i o tym jest ten tekst. Solidaryzujemy się z mieszkańcami Ukrainy, trzymamy kciuki za nich i Olenkę, która jest w tej chwili na Majdanie. Olenka jesteśmy z Tobą!!!!!!

Po lekturze tekstu z przykrością stwierdzam, że nie tylko zajawka jest niefortunna. A przewartościowanie życia dziennikarki sprowadziło się do zamienienia bielizny Agent Provocateur na termale od Uniqlo. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Różnie zachowujemy się w obliczu traumy. Różne też mamy wartości. Ale gdzie podziała się wrażliwość redakcji polskiego Glamoura? Bo w chwili redagowania i akceptowania tego tekstu, chyba była na zakupach. U Prady.

Tematy:

Nieprawidłowy email