Fashion Week w Łodzi okiem Zaczyńskiego

Czerwone bokserki, źrebięta i nieszczęśliwi stoczniowcy, czyli polska moda na jesień i zimę 2013/2014 Dla abnegatów mody, osób stroniących od trendów, póz i stylizacji, a więc tak zwanych normalnych ludzi, łódzki fashion week musi być urzeczywistnieniem piekła.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Cztery dni nieustannego lansu przy ściankach sponsorskich, szwadrony ludzi mody przebranych za (między innymi) wdowy flamenco, lody włoskie, kabiny prysznicowe, generałów z Maghrebu, Davida Bowiego z okładki płyty „Alladin Sane” i Jarka Jakimowicza (a nie, przepraszam, to był on osobiście), dziesiątki stoisk handlujących wszystkim - od filcowych kolczyków po suknie empire - kupcy, styliści, ważni redaktorzy i, niestety, nie mniej ważne szafiarki…

No i jeszcze same pokazy.

Czasem zaledwie dodatek do tego zamieszania, czasem prawdziwy powód, by przyjechać do Łodzi, a czasem ot, akcent humorystyczny.

Topy i flopy na Fashion Week - przeczytajcie koniecznie tekst Grażyny Olbrych

Pokazano kolekcje na jesień i zimę 2013/2014. I do razu dobra wiadomość!

Liczba modelek w zwiewnych sukienkach i tunikach, modeli w białych marynarkach, czy wręcz samych majtkach (bo i tak bywało) sugeruje, że aura pogodowa przyszłej zimy będzie dla nas wyjątkowo łaskawa.

W propozycji Project Zoa znalazły się, na przykład, body (damskie) oraz czerwone bokserki (męskie). Jako okrycia wierzchnie. Uwaga, panowie: modnie przyszłej zimy będzie też nakładać marynarkę na nagie ciało. Od mrozu chronić nas będzie krawat wiązany bezpośrednio na szyi. Panie natomiast muszą przygotować się na odsłanianie pępków.

Project Zoa / mwmedia

Na lato w środku zimy liczy też Natalia Jaroszewska. Projektantka mieszka obecnie na jednej z wysp Morza Śródziemnego, stąd pewnie dlatego jej kolekcję wypełniły zwiewne sukienki. Było romantycznie, zmysłowo, z odsłoniętymi plecami i z trenami. Jak to u Jaroszewskiej, która pozostaje wierna swojej dewizie „200% kobiecości”, nawet jeśli ma to być kobieta naprawdę marznąca.

Natalia Jaroszewska / mwmedia

Kolejnym trendem na przyszły sezon jest odzież robocza. Agata Wojtkiewicz zainspirowała się łódzką elektrociepłownią EC1. Obiekt znajduje się obecnie w stanie przebudowy i jest nieczynny, toteż i kolekcja Wojtkiewicz nie poraziła przesadną ilością ubrań zimowych, choć nieliczne kokonowe płaszcze, rockowe, rozdarte swetry oraz pojawiające się tu i ówdzie pikowania (popularne u wielu projektantów tej edycji fashion weeka) prezentowały się wspaniale. Wojtkiewicz pokazała T-shirty z nadrukiem EC1, srebrne spódnice jakby z folii termicznej i quasimundurki. Kolekcja zawierała też reinterpretację odzieży pracowniczej, w tym kombinezonów, którym projektantka nadała wytwornej lekkości. Z wizualnego punktu widzenia – słusznie, z meteorologicznego – niekoniecznie.

Fashion Week w Łodzi - raport specjalny VU MAG!

W modzie męskiej interesy robotników reprezentowała Monika Ptaszek. Jej kolekcja mogłaby mieć nazwę Nieszczęśliwy Stoczniowec. Modele ubrudzeni okrętowym smarem, rdzą i w ogóle trudem dnia codziennego, posępnie kroczyli po wybiegu w wełnianych czapach, łypali groźnie okiem w wymiętych kufajkach i mimo znakomitych koszul chwilami nie sposób było nie odnieść wrażenia, że kolekcja Warship nie tyle jest inspirowana zniszczonymi i znoszonymi ubraniami roboczymi, ile w istocie jest ich zbiorem.

Zostań fanem VU! Odwiedź naszego fanpage'a: [url=http://www.facebook.com/pages/VU-MAG/383093101772373

]VU MAG

Trend numer trzy to futra. Tomasz Olejniczak AKA Tomaotomo to twórca, który nie wyobraża sobie pokazu bez celebrytów w roli modelek. W ubiegłym sezonie była to Magda Steczkowska, w obecnym – Omena Mensah. Na szczęście jednak – przynajmniej dla ekologów, w tym niżej podpisanego - wyobraża sobie kolekcję bez prawdziwych futer. Te, które pokazał, z powodzeniem imitowały szynszyle i udowadniały, że także w modę wcielić można hasło „i wilk syty, i owca (szynszyl, norka, lis…) cała”.

TOMAOTOMO / mwmedia

Futra Arytonu, dla odmiany, były najprawdziwsze. Kolekcja tej marki należała do najlepszych (jeśli nią nie była) podczas trwania całego fashion weeku. Obfitowała w spektakularne, często oversizowe płaszcze, uwodziła zachwycającymi, znanymi z Zuo Corp. liniami i konstrukcjami, a rozmach, materiały i stylizacja wręcz zgniotły konkurencję. Jednak użycie na kołnierz jednego tylko płaszcza futra z 10 lisów, czy też płaszczyki wykonane w całości z futra źrebiąt, to policzek wymierzony etycznej modzie. I jednocześnie ostentacja na granicy dobrego smaku.

Aryton / mwmedia

O tym, jak względnym pojęciem jest gust świadczyła też kolekcja Ewy Szabatin. Miało być drapieżnie, rockowo, w glanach i z tarczą. Wyszło niemrawo, popowo (raczej Banda i Wanda niż Ramones) i na tarczy. Podskakujący, przybierający agresywne pozy i grymasy modele i modelki udawali, że dobrze się bawią, zbiór dość przypadkowych elementów garderoby udawał kolekcję, no a sama Ewa Szabatin udawała, że jest projektantką. Choć finałowy dżinsowy płaszcz był bardzo osadzony w trendach na przyszły sezon (patrz, na przykład Diesel Black Gold), podczas gdy na łodzkim fashion weeku projektanci unikali ich jak ognia. Zupełnie nie wiedzieć czemu.

Shabatin / mwmedia

Co jeszcze wydarzyło się w Łodzi? To co pół roku temu.

Nenukko pokazało przede wszystkim szare dresy; coś jak stroje na W-F.

Łukasz Jemioł Basic / mwmedia

W kontrapunkcie do niej znalazł się Sława Zajcew. W Rosji jest bogiem, tak jak narodową heroiną jest Ałła Pugaczowa. Wielbiony, czczony, z własnym talk-show w porze największej oglądalności… Co do zdumiewająco (nawet jak na Rosję) zdobnej kolekcji Zajcewa, to prawie taką samą widziałem na jego pokazie podczas moskiewskiego tygodnia mody w 2004 roku. To szlachetne, że wzmacniamy przyjaźń między naszymi ciągle zwaśnionymi – przynajmniej z punktu widzenia Polaków – narodami, ale wartość artystyczna i ekonomiczna pokazu Zajcewa raczej nie dorównuje wartości symbolicznej. I sentymentalnej, oczywiście.

Slava Zaitsev / mwmedia

Sentymentalne było też zaproszenie do Łodzi Chantal Thomass. Legendarna projektanta bielizny przyjechała tu na panel ze studentami. Spotkałem się z nią na drinku. Opowiadała o przyjaźni i imprezach z Claudem Montaną, Jeanem Charlesem de Castelbajackiem, czy Isseyem Miyake, o szalonych podróżach do Indii, o wolnej miłości i braku pruderii. Aż się zaczerwieniłem.

Do zobaczenia w Łodzi w październiku.

Zostań fanem VU! Odwiedź naszego fanpage'a: [url=http://www.facebook.com/pages/VU-MAG/383093101772373

]VU MAG

Tematy:

Nieprawidłowy email