Efekt Taylor Swift: To kobiety dyktują warunki!

Taylor Swift najseksowniejszą kobietą świata według magazynu „Maxim”. Męskie magazyny stają się bardziej feministyczne?

Foto: MAXIM

Sprawa jest poważna. Na profilu polskiego „Playboya” na Facebooku zamieszczono oficjalne oświadczenie o treści: „Playboy rezygnuje z nagości? Bzdura!”. To odpowiedź na cykl artykułów, komentujących wypowiedź Scotta Flandersa, prezesa Playboy Enterprises Inc. na temat zmian w kultowym magazynie i na stronie internetowej playboy.com. Z racji tego, że erotyka jest teraz dostępna w internecie za jednym kliknięciem myszki, „Playboy” traci urok owocu zakazanego. A w każdym razie rację bytu przestaje mieć ta jego część, która bardziej przypomina sprzedawany spod lady świerszczyk niż magazyn lifestyle'owy. „Playboy” może więc powoli rozwijać się w kierunku wytyczonym przez konkurencyjny magazyn „Maxim”, jednocześnie wciąż stawiając na opiniotwórcze teksty i kontrowersyjne wywiady.

Rewolucja zaczęła się, kiedy we wrześniu w „Maximie” objęła rządy Kate Lanphear, redaktorka i stylistka, która wcześniej pracowała w „Elle” i „T Style Magazine”.

Foto: MAXIM

Magazyn do tej pory znany z rozbieranych sesji i wysoko rozwiniętej części gadżeciarskiej ma teraz opierać się na numerach tematycznych (pierwszy powstał pod hasłem „Raw”, czyli „surowe”), pokazywać bardziej nowoczesny wizerunek kobiecości i ostro zwalczać konkurencję na froncie technologicznym. Wszystko z powodu badań fokusowych, które pokazały, że czytelnicy „Maxima” w większości mają żony i dzieci, a bardziej skłonni są do podniecenia nowym iPhonem niż roznegliżowaną gwiazdeczką.

Lanphear zaprosiła na okładki m.in. Aniołki Victoria's Secret: Candice Swanepoel i Lily Aldridge, ale pokazała ich piękne twarze, które dopiero w środku numeru nabrały ciała. Największym zaskoczeniem jest jednak przyznanie tytułu najseksowniejszej kobiety świata Taylor Swift, idolki nastolatek i ulubienicy Ameryki, która sama przyznaje, że za wielce seksowną wcale się nie uważa. Wcześniej „Maxim” zaszczytne miano przyznawał bardziej konwencjonalnym pięknościom: m.in. wspomnianej już Swanepoel i Kate Upton.

TayTay, jak nazywają ją fani, kojarzy się raczej z pensjonarską kokieterią niż rozbuchanym seksapilem. W przeciwieństwie do większości dotychczasowych Playmates czy dziewczyn „Maxima”, Taylor to dziewczyna, którą przede wszystkim lubią inne dziewczyny. Za to, że w swoich piosenkach opowiada o złamanym sercu. Za to, że kocha modę, ale nigdy nie epatuje nagością. Za to, że ważniejsze od romansów (cóż z tego, że licznych!) są dla niej przyjaźnie z dziewczynami – od Cary Delevingne i Karlie Kloss po Lorde i Lenę Dunham. Taylor bez ogródek mówi też, że jest feministką, a równość kobiet i mężczyzn to dla niej podstawa.

Foto: Playboy

Do tej pory, gdy dziewczyny z okładek męskich magazynów miały głos, pytano je, czy wolą ciasta czy lody albo kiedy nauczyły się jeździć konno. „Maxim” przedstawił Taylor jako młodą silną kobietę, która bez problemu poradzi sobie bez mężczyzny. Ale to nie wszystko. Zmieniła się także estetyka zdjęć. Wciąż są zmysłowe, ale już nie plastikowe. Kobiece ciała są piękne, ale nie idealne. Kobietom „Maxima” daleko do Barbie. Wyglądają raczej jak groźne superbohaterki albo hipiski, które kochają swoje ciała w całej ich naturalności.

Foto: Lui

Inny trend reprezentuje francuski magazyn „Lui”, na którego łamach oglądaliśmy m.in. Anję Rubik. Ostatnie sesje okładkowe z udziałem Natashy Poly, Rosie Huntington-Whiteley i Virginie Ledoyen nawiązują do obrazu zimnego, władczego, często perwersyjnego seksapilu fotografii Helmuta Newtona. Tu kobiety nie są bezwolnymi dziewczątkami, stworzonymi na obraz i podobieństwo męskich fantazji. To one wyznaczają nowy, mroczny kierunek tych fantazji. Świadome siebie dominy, niedostępne królowe śniegu, wyrafinowane uwodzicielki, na które strach patrzeć, a tym bardziej dotknąć. W porównaniu z naturalnością „Maxima” i chłodem „Lui”, „Playboy” wciąż wydaje się być po swojemu konserwatywny. Większość Playmates wciąż ma implanty w piersiach, proporcje ciała lalki, a nie żywej kobiety, tlenione włosy. Zarówno w edycji amerykańskiej jak i polskiej zdarzają się wyjątki od reguły.

Foto: Playboy

Na jubileuszowej okładce z okazji 60-lecia magazynu Kate Moss pozowała w kostiumie króliczka jak z lat 60. albo filmu o „Bridget Jones”. Ubrana jest także Maja Sablewska, którą na polskiej okładce mogliśmy oglądać w kwietniu. Można jednak sądzić, że Kate i Maja zostały potraktowane jak gwiazdy, ikony mody, osobowości. Ale ubrania i zdania wciąż odmawia się (jeszcze) anonimowym króliczkom. Znużenie nagością, a może raczej znudzenie bezwolną kobiecością, w magazynach męskich zbiega się w czasie z wysyceniem rynku mody estetyką pornoszyku.

Foto: Playboy

Chociaż o reklamach Toma Forda, sesjach Terry'ego Richardsona czy publikacjach w magazynach „Love” czy „V” od dawna mówiło się, że zawłaszczają ikonografię porno, tłumacząc ją na język sztuki, nigdy wcześniej internet nie był tak wysycony nagimi zdjęciami. Beyonce, siostry Kardashian, Rihanna czy Nicki Minaj samodzielnie i dobrowolnie wrzucają na swoje konta na Instagramie zdjęcia z tak ogromnym ładunkiem erotyki, że jeszcze niedawno trzeba by po tę dawkę sięgnąć na półkę z magazynami dla dorosłych. Oswojenie nagości, tym razem przez same kobiety, a nie patrzących na nie mężczyzn, wytrąciło broń z ręki wszystkim playboyom – tym w redakcji i tym na kanapie przed telewizorem.

Przeboje „Booty”, „Anaconda” czy „All About That Bass”, w których dziewczyny o krągłych kształtach wychwalają naturalnie piękne kobiece ciało, rosnące jak grzyby po deszczu linie ubrań plus size, gwiazdy, które bezwstydnie przyznają się do tego, że świetnie czują się w swoim ciele i chętnie je pokażą – to wszystko sprawiło, że oglądanie męskich magazynów, które było podniecające jak podglądanie koleżanek w przymierzalni, straciło smaczek. Jeśli kobiety dumnie pokazują swoje ciała, głosząc jednocześnie feministyczne hasła, porządek patriarchalny drży w posadach.

Męskie magazyny oparte w swoich założeniach na nierównym statusie patrzącego i tej, na którą się patrzy, traktujące kobiece ciała przedmiotowo, kreujące nierealistyczne kanony piękna, (nie) w porę zrozumiały, że muszą się z kobietami zaprzyjaźnić, bo teraz to one są bardziej wyzwolone, otwarte na nowe doświadczenia i świadome swojej seksualności niż mężczyźni. Dlatego Taylor Swift (a wraz z nią Kate Lanphear, kobieta, która zdobyła ostatni bastion męskości) spogląda z okładki „Maxima” trochę kpiąco, a trochę z wyższością. Ona już wie, że nadszedł czas, kiedy to kobiety dyktują warunki i decydują, na co mężczyźni mają patrzeć.

Tematy:

Nieprawidłowy email