Modelki czy eskorty czyli skąd takie problemy w rozróżnieniu dwóch odrębnych zawodów

Modelka to zawód stosunkowo nowy. Jeszcze w połowie XX wieku słowo „modelka” używano na zamianę z określeniem „żywy manekin”. Co innego prostytutka – najstarszy zawód świata. Zdaje się, że różnica jest oczywista: ta pierwsza prezentuje modę, chodzi po wybiegach, bierze udział w sesjach zdjęciowych. Ta druga zaspokaja erotyczne potrzeby i zachcianki za pieniądze. Nie wiedzieć czemu, w ciągu ostatnich kilku tygodni w mediach pojęcia te są stosowane na zmianę. Czyżbyśmy naprawdę nie wiedzieli, jaka jest różnica między modelką a prostytutką? A może poprawność polityczna nakazuje nam mówiąc o dziewczynach, które za wielkie pieniądze spędzają dni i noce z bogaczami w Dubaju używać słowa „modelka”? Nic dziwnego, że świat mody jest oburzony.

fot. iStock

Kilka tygodni temu w sieci zrobiło się głośno o stronie Tag The Sponsor. To serwis – prowokacja wymyślony przez kilku chłopców (zapewne lekko sfrustrowanych) z USA. Zasada jego działania jest prosta: panowie stworzyli sobie kilka alter ego: Sheika, prezesa imieniem Larry, etc. Następnie skontaktowali się z kilkoma „agentami” „modelek” (ani agenci nie mieli nic wspólnego z agencjami mody, ani modelki z modą). I okazało się, że na świecie są dziewczyny chętne uprawiać seks za pieniądze. Panowie się strasznie oburzyli, zaczęli wrzucać na swój portal instagramowe zdjęcia prostytutek i zapisy rozmów z nimi bądź ich agentami. Wśród nich było sporo Polek. Bożesz ty mój, no kto by przypuszczał, że na świecie istnieje jeszcze prostytucja i że nie trzeba iść do agencji towarzyskiej by znaleźć dziewczynę chętną do uprawiania seksu za pieniądze?

MODELKA Z INSTAGRAMA

Może jestem bardziej zdemoralizowana, niż panowie z Tag The Sponsor, ale fakt, że prostytucja to rzecz powszechna nie oburza mnie szczególnie. Irytuje mnie natomiast fakt, że słowem – przykrywką dla działalności tych dziewczyn i ich klientów, jest określenie „modelka” lub „modelka Instagramowa”. Dziewczyny, które oferują swoje usługi w internecie, najczęściej na Instagramie, mają kilka cech charakterystycznych. Po pierwsze: numer telefonu lub adres e-mail umieszczony w opisie profilu, pod którym można zabukować daną „modelkę”. Po drugie: niemal na każdym zdjęciu musi być luksusowy samochód / torba Louis Vuitton czy Chanel. Po trzecie: na zdjęciach rzadko kiedy widoczny jest ktokolwiek inny, poza nimi. Czasem pozują w towarzystwie koleżanek. Zawsze doskonale umalowane, uczesane i ubrane. Słowem, zrobione od stóp do głów niczym Beyonce przed koncertem w przerwie Super Bowl. Tyle, że Beyonce zarabia koncertując i wydając kolejne albumy.

fot. Tag The Sponsor

Instagramowe „modelki” zarabiają w nieco inny sposób. Najczęściej wyjeżdżając na tydzień czy dwa do Dubaju czy na Lazurowe Wybrzeże. Ich klientami są biznesmeni z całego świata, nie tylko szejkowie z krajów arabskich (których za cel obrali sobie Amerykanie z Tag The Sponsor). Płacą dziewczynom za towarzystwo. Seks to opcja dodatkowa, oczywiście dodatkowo płatna. Za tydzień spędzony w towarzystwie bogacza dziewczyna może zainkasować do 30 000 dolarów. Do tego ubrania, biżuteria, dodatki, które dostają w prezencie, apartament w luksusowym hotelu czy kajuta na jachcie, przelot pierwszą klasą.

MODELKA Z WYBIEGU

Mam nadzieję, że mamy już jasność, w kwestii tego kim jest instagramowa „modelka”, czym różni się jej praca od pracy modelki chodzącej po wybiegu. Na wszelki wypadek może jednak przypomnę. Wikipedia definiuje pojęcie następująco: „osoba zawodowo zajmująca się pozowaniem artyście (fotografowi, malarzowi, rzeźbiarzowi) lub demonstrowaniem strojów podczas pokazów mody”. Jest mowa o towarzyszeniu biznesmenom? Nie ma. Jest mowa o seksie za pieniądze? Nie ma. No bo chyba nie wyobrażacie sobie, że Zuza Bijoch, Jourdan Dunn czy Natalia Vodianova z wybiegu Diora czy sesji dla „VOGUE” wsiadają w prywatny odrzutowiec by przez tydzień „towarzyszyć” „dżentelmenom” z Abu Dhabi czy Miami. Dlatego nie dziwi mnie oburzenie Karoliny Malinowskiej, która na swoim blogu napisała dość emocjonalny wpis „Dupy z Dubaju”.

„Ostatnio na świat wypłynęła afera z pseudo modelkami bawiącymi się w Dubaju z bogatymi mężczyznami. Szok i niedowierzanie, ale widocznie tak wygląda dzisiejszy świat… Ale na pewno nie świat mody,” czytamy na wstępie. Karolina Malinowska zaczęła pracę jako modelka gdy miała 15 lat. Jej agentem był Darek Kumosa, założyciel agencji Model Plus, do której należą też: Ola Rudnicka czy Paulina Krupińska. Karolina przyznaje, że modeling był dla niej ogromną szansą: wyrwała się z rodzinnej Łodzi, podróżowała po świecie, „harowała jak dziki osioł”. I właśnie w ten sposób zapracowała na miano modelki. Dzięki urodzie i przede wszystkim – pracowitości miała okazję poznać Karla Lagerfelda czy Miuccię Pradę. Chodziła po najważniejszych wybiegach na świecie. Pojawiła się w niezliczonej ilości kampanii i sesji.

Karolina Malinowska i Kamila Szczawińska, modelki z agencji Model Plus / fot. AKPA

Swoją wypowiedź Karolina podsumowuje ostro ale i rzeczowo: „(…) kurwica mnie bierze jak czytam o „modelkach” wyjeżdżających do Dubaju i będących Paniami do towarzystwa. To nie są Modelki i proszę ich tak nie nazywać. To są prostytutki. Koniec. Nie oceniam, nie znam, są dorosłe niech robią co chcą, ale niech nie nazywają siebie modelkami. Pokazywanie dupy, nie jest tym samym co pokazywanie ubrań na wybiegu. Nie mylmy tego. Modelkami są Anja Rubik, Ania Jagodzińska, Magda Frąckowiak czy Zuzia Bijoch.”

Karolina Malinowska i Olivier Janiak na okładce VIVY / fot. VIVA

ZAGROŻENIA W MODELINGU

Pozostaje odpowiedzieć na jedno pytanie: czy modelkom, które pojawiają się na wybiegach i na okładkach „Harper’s Bazaar” czy „ELLE” składane są niemoralne propozycje? Z pewnością tak. Jednak różnica między „modelką z instagrama” a modelką jest widoczna w sposobie reakcji. Ta pierwsza rozważa propozycję, negocjuje warunki najczęściej na nie przystaje. Ta druga odmawia i czym prędzej informuje swoją agencję, która jest właśnie od tego, by modelce zapewnić bezpieczeństwo i komfortowe warunki pracy. Pracy na wybiegu / sesji zdjęciowej. Niekoniecznie na jachcie czy w apartamencie szejka. Anja Rubik, w wywiadzie udzielonym rok temu dla „Twojego Stylu” podkreśla, jak ważny jest wybór odpowiedniej agencji i informowanie agenta o wszelkich niepokojących sytuacjach. Rubik opisuje to na przykładzie jednej z modelek, która oskarżyła Terry’ego Richardsona o molestowanie na planie. „Powinna była przerwać zdjęcia, wyjść, nie pozwolić na taką sytuację, a przede wszystkim natychmiast zadzwonić do agencji,” podsumowuje Anja. „ I drugie zdarzenie - po castingu ten sam fotograf wysłał modelce SMS z propozycją seksualną, a ona... podała go do sądu. Nie wiem tylko, po co dawała mu numer telefonu. Tego się nie robi. Jeśli ktoś chce się z dziewczyną skontaktować, czy to po zdjęciach próbnych, czy na ulicy, ona kieruje go do agencji,” dodaje Anja Rubik w wywiadzie dla magazynu „Twój Styl”.

Anja Rubik na okładce VOGUE Paris / fot. VOGUE Paris

DOBRA AGENCJA CZYLI JAKA?

Proste, prawda? Agencja po to potrąca z zarobków modelki sporą prowizję (nawet 20 proc.) bo zapewnia jej nie tylko castingi i lukratywne kontrakty, ale przede wszystkim: bezpieczeństwo i profesjonalizm w miejscu pracy. Dlatego tak ważne jest, aby młode dziewczyny trafiały do sprawdzonych, profesjonalnych agencji, które nie dorabiają na boku wysyłając w świat eskorty. A po czym poznać, że można agencji zaufać? Jak to w modzie, na początek oceniamy po wyglądzie. Agencja musi mieć swoją siedzibę. Te największe mają biura w Warszawie, ale to nie oznacza, że agencje modelek spoza stolicy nie są godne zaufania. Jeśli natomiast zamiast biura jest starszy (albo młodszy) pan z walizeczką, który obiecuje, że „zrobi z ciebie gwiazdę”, należy się poważnie zastanowić. W siedzibie powinny wisieć zdjęcia modelek, które do agencji należą. Jeśli jesteś jedyną dziewczyną, która ma do agencji należeć, albo potencjalny agent nie chce zdradzić, które modelki z nim współpracują, to też jest sygnał alarmowy. W ciemno możemy wysyłać zdjęcia do agencji: Model Plus, D’Vision, Mango, Gaga Models czy Rebel. To najlepsze agencje w Polsce, które słyną z profesjonalizmu i modelek, które robią kariery za granicą.

Lucyna Szymańska, agentka Anji Rubik i jedna z najlepszych agentek w Polsce / fot. AKPA

Załóżmy, że siedziba agencji wygląda ok. Modelki, które do niej należą są rozpoznawalne i mają sporo zleceń. Podczas pierwszej rozmowy z agentem potencjalna modelka ma robione zdjęcia polaroidem. Dobrze, żeby była bez makijażu. Agent robi zdjęcia twarzy, sylwetki. Dziewczyna może zostać poproszona o pozowanie w bieliźnie – chodzi o to, aby zobaczyć jakie ma ciało. Zdjęcia nago nie wchodzą w grę. Po podpisaniu kontraktu (warto negocjować warunki!) agencja zleca wykonanie pierwszej sesji, aby zacząć budować „książkę” czyli portfolio modelki. Wynagrodzenie agencji, koszty sesji, etc. są potrącane z zarobków modelki, gdy już zacznie dostawać zlecenia. Ponieważ to agencja inwestuje w modelkę, będzie bardzo zależeć jej na pozyskaniu zleceń, bo tylko wówczas zacznie na niej zarabiać.

Często zdarza się, że modelka jest wysyłana za granicę. Nowy Jork czy Paryż to najpopularniejsze miejsce pracy modelek. Wówczas agencja musi zapewnić dziewczynie mieszkanie, a jeśli jest niepełnoletnia – opiekę. Jeśli jest dla agencji wyjątkowo cenna i ma szanse na powtórzenie sukcesu Anji Rubik, może zostać wysłana razem z rodzicem. Choć w przypadku Anji taka sytuacja nie miała miejsca. Rubik wyjechała do Paryża jako nastolatka. Tam postanowiła nie tylko pracować ale i skończyć szkołę, zrobić maturę. Pracowała ciężko, ale opłacało się. Rubik zaczynała jako 13-latka. Teraz jest jedną z ikon modelingu i najlepiej zarabiającą modelką w Polsce. Ale nawet jej zdarzało się otrzymywać niedwuznaczne propozycje, czy mieć wielbicieli, których adoracja mogła przerodzić się w coś niebezpiecznego. Dlatego o każdej takiej sytuacji informowała swoją agencję.

NIEMORALNE PROPOZYCJE

Młode, śliczne dziewczyny mogą zostać odkryte dosłownie wszędzie. Kate Moss została wypatrzona na lotnisku, Claudia Shiffer na dyskotece. Dla części dziewczyn świat wielkiej mody, luksusu i ogromnych pieniędzy staje się zagrożeniem. Modelki przyznają, że gdy pojawiają się na imprezach, nie brakuje na nich alkoholu czy narkotyków. Ale to tylko od nich zależy czy będą się bawić i w jaki sposób. I czy postanowią przystać na propozycje mężczyzn z wypchanymi portfelami i przerośniętym ego. Podejmując taką decyzję powinny jednak pamiętać o jej konsekwencjach. Środowisko mody, to przede wszystkim dość zamknięty świat w którym informacje podróżują błyskawicznie, a plotki tworzą się jeszcze szybciej niż nowe trendy. Dziewczyna, która raz zdecyduje się na płatne „wakacje” już na zawsze będzie postrzegana jako eskorta. Owszem, są to szybkie pieniądze. Aby zarobić 30 000 dolarów (to stawka za tydzień „towarzyszenia” w Zjednoczonych Emiratach Arabskich) w świecie mody trzeba się mocno napracować. Ale z samolotu szejka na okładkę „VOGUE” droga jest zdecydowanie dłuższa niż z zatłoczonego mieszkania modelek w Nowym Jorku.

Tematy:

Nieprawidłowy email