Dyktatorka Diana

W świecie mody pracowała przez 53 lata: 26 w Harper's Bazaar, 9 w Vogue'u i 17 lat jako kurator w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. To ona dyktowała estetykę w drugiej połowie XX wieku. I to ona wprowadziła do modowej prasy nowe zasady gry, które obowiązują do dziś.

EAST NEWS

Był rok 1936. Na balu w hotelu St. Regis w Nowym Jorku z gracją porusza się dama o dość egzotycznej urodzie. Ma na sobie białą suknię od Coco Chanel i różę we włosach. Zwraca na siebie uwagę, przykuwa wzrok obecnej na balu Carmel Snow - redaktor naczelnej Vogue'a. Snow była tak bardzo zachwycona jej stylem i klasą, że od razu zaproponowała jej pracę u siebie w magazynie. Owa dama z róża we włosach nazywała się Diana Vreeland. Miała 33 lata i dwójkę dzieci na utrzymaniu. Choć nie dawała po sobie poznać, bardzo potrzebowała wówczas pracy. - Wydawałam pieniądze tak, jak alkoholik wypija whiskey – mawiała Diana. Ofertę Carmel Snow od razu przyjęła i tak to się zaczęło. Vreeland wykształciła nową profesję - redaktora mody.

EAST NEWS

Od lewej: Eugenia Sheppard, redaktorka New York Herald-Tribune, Pauline Trigere, projektantka, oraz Diana Vreeland po pokazie Pauline Trigere w Nowym Jorku.

Diana od dziecka obracała się w kręgu arystokratów i ludzi sztuki. Jej rodzice należeli do bogatej nowojorskiej society. Gdy miała kilkanaście lat rodzice przenieśli się z Europy do Nowego Jorku. Mając zaledwie 18 lat wyszła za mąż za bankiera Reeda Vreelanda. W latach 20-tych para należała do śmietanki towarzyskiej miasta. Przyjaźniła się z Coco Chanel i fotografem Cecilem Beatonem.

Nie ona jedna była autorką sukcesu Harper's Bazaar - wtedy najlepszego i najbardziej kreatywnego pisma o modzie na świecie, znacznie bardziej wpływowego niż Vogue. W redakcji poznała dyrektora artystycznego magazynu - Alexeya Brodovitcha i fotografa Richarda Avedona. A wszystkim żelazną ręką rządziła Carmel Snow. Razem stworzyli najbardziej utalentowany kwartet w modzie. Vreeland zasłynęła rubryką „Why don't you", w którym zdradzała czytelniczkom stylizacyjne tricki, zresztą często przesadne i absurdalne. W 1943 roku pokazała modelkę stojącą przed siedzibą Czerwonego Krzyża, innym razem kobietę z dłońmi złożonymi do modlitwy. Okładki z lat 40-tych czy 50-tych do dziś są inspiracją dla współczesnych fotografów. To ona zaczęła pokazywać modelki w kostiumach kąpielowych i mówiła: „Bikini to największe odkrycie od czasów bomby atomowej". Miała intuicję i oko do młodych projektantów. Wylansowała legendy - Christiana Diora i Cristobala Balenciagę. Gdy pod koniec lat 50-tych Carmel Snow zrezygnowała z posady naczelnej magazynu, Vreeland liczyła, że to jej przypadnie ta funkcja. Ale stanowisko otrzymała Nancy White - siostrzenica Snow, co Dianę wyprowadziło z równowagi. - Potrzebowaliśmy artysty, a zatrudniono malarza pokojowego - skomentowała krótko.

EAST NEWS

Diana Vreeland oraz książę Karol podczas prywatnej kolacji u Reagana w Białym Domu.

Ale już za chwilę los miał sie odwrócić na jej korzyść. Na początku lat 60-tych Sam Newhouse (właściciel wydawnictwa Conde Nast) wykupił Vogue'a, a stanowisko naczelnej zaproponował właśnie Vreeland. W Bazaar nic już ją nie trzymało. Poza tym zarabiała tam niewiele - 18 tysięcy dolarów rocznie, a podwyżkę w ciągu 25 lat pracy dostała tylko raz. Jej przejście do Vogue'a zbiegło się z nastaniem nowej epoki. W modzie i nie tylko. - Lata 60-te były fantastycznym okresem dla dziennikarza mody. Wszystko było nowe. Muzyka, sztuka, rewolucja obyczajowa, hipisi - wspominała. Do Vogue'a wprowadziła rygor i twarde rządy. Sama zachowywała się ekscentrycznie. W redakcji pojawiała się w południe. - Późnym porankiem lub w porze lunchu nadjeżdżała limuzyna. Otwierały się drzwi i wychodziła (Diana) ubrana w długi kaszmirowy sweter, spódnicę i czółenka. Przy wejściu czekała asystentka, która notowała polecenia wydawane z prędkością karabinu maszynowego – wspomina jeden z pracowników Diany. W Vogue'u przeprowadziła estetyczną rewolucję. Przede wszystkim zwerbowała nowa ekipę fotografów: Cecila Beatona, Irvinga Penna, Berta Sterna, Davida Bailey'a, Richarda Avedona. W magazynie stawiała na osobowości. Nudziły ją arystokratki - do tej pory tak bardzo eksploatowane w modowej prasie. Ona jako pierwsza tak dużo miejsca zaczęła poświęcać aktorkom i muzykom. Na łamach magazynu publikowała sesje i wywiady z - wówczas dopiero raczkującymi w show biznesie - Sophią Loren, Liz Taylor, Edie Sedgwick, Catherine Deneuve, Marią Callas (była jej wielką fanką), Twiggy, Lauren Hutton, Jane Birkin, Jacksonem Pollockiem, Rudolfem Nuriejewem. Do skostniałego Vogue'a wprowadziła świeżość i seksapil. Stawiała na nowych idoli, młode ikony. Opublikowała sesję z Beatelsami i pierwsze zdjęcie młodego Micka Jaggera z 1964 roku autorstwa Baileya. Wysyłała ekipy zdjęciowe w najdalsze zakątki świata, po to, aby mieć egzotyczne, oryginalne sesje. Był tylko jeden problem. Naczelna nie liczyła się z kosztami. Wydawcy zarzucali jej, że magazyn jest zbyt drogi w utrzymaniu. Następnie zaś, że jej estetyka i podejście nie idzie z duchem nowych czasów. Nastały lata 70-te - czasy mody praktycznej, a nie ekscentrycznej. W 1971 roku pożegnała się z posadą naczelnej.

- Powiedzieli mi, że chcą inny rodzaj magazynu, ale nie powiedzieli jaki – mówiła rozżalona.

EAST NEWS

Francuski projektant mody Yves Saint Laurent oraz Diana Vreeland podczas otwarcia wystawy w muzeum Metropolitan.

Mimo, że Diana dostała wysoką odprawę z wydawnictwa Conde Nast., ale i tak chciała pracować. W 1972 roku zaproponowano jej stanowisko konsultanta w Costume Institute przy Metropolitan Museum of Art. Miała 69 lat i właśnie otwierała kolejny, bardzo ważny etap w życiu. Przez kolejnych 17 lat organizowała wystawy dla muzeum. Większość z nich przeszło do historii mody. Z instytutu, który organizował bezbarwne, archaiczne wystawy uczyniła modne miejsce na mapie Nowego Jorku. Każda z jej wystaw była także ważnym wydarzeniem towarzyskim. The Glory of Russian Costume odwiedziła rekordowa liczna 836 tysięcy zwiedzających. Niewiele mniej wystawa Romantic and Glamorous Hollywood Design. Jej motto? „Ludzie chcą tego, czego nie mogą dostać. Zadaniem muzeum jest, aby nauczyć ich, czego mają chcieć". W latach 80-tych coraz rzadziej bywała w muzeum. Zmarła w 1989 roku mając 86 lat. Jej talent i nietuzinkowość najlepiej oddają słowa jej przyjaciela Trumana Capote'a: „Jest geniuszem, ale jej geniusz niewiele osób jest w stanie dostrzec, ponieważ, aby to zrobić, sam musisz nim być".

Tematy:

Nieprawidłowy email