Cropp, Bangladesz i Made in China

1127 osób zabitych i pół tysiąca rannych – to bilans tragedii, która miała miejsce 24 kwietnia w fabryce Rana Plaza w Bangladeszu, produkującej odzież dla największych koncernów modowych na świecie.

EAST NEWS

To nas nie dotyczy – z pewnością pomyślał niejeden z polskich konsumentów, słysząc o doniesieniach z odległej Azji. Tymczasem tragedia w Bangladeszu dotyczy nas bardzo, bardziej niż mogłoby się nam wydawać...

– Pamiętam rozładunek towaru. Ubrania wypakowywane z ogromnych pudeł pachniały morzem i były wilgotne. To było ciekawe zjawisko, biorąc pod uwagę, że pracowałem w warszawskim sklepie. Myślałem sobie wtedy: Skąd płyną do nas te ciuchy? Wyobrażałem sobie drogę, którą musiały pokonać, aby trafić tutaj – wspomina jeden z byłych pracowników Croppa.

Dziś już wiemy skąd płynęły ubrania znanej polskiej marki. Zawalona fabryka w Bangladeszu produkowała odzież nie tylko dla takich marek jak Primark, ale również dla Croppa – marki należącej do największego producenta odzieży w Polsce - LPP.

Czeski fotoreporter Zbynek Hrbata znalazł w zgliszczach fabryki Rana Plaza metkę marki Cropp. Dowodem jest zdjęcie, które fotograf przesłał przedstawicielom Clean Clothes Polska. Organizacja natychmiast skontaktowała się z LPP, licząc na wyjaśnienia.

- Dzwoniliśmy w tamtym tygodniu do LPP i rozmawialiśmy z przedstawicielką firmy. Byliśmy lekko zdziwieni jej beztroskim komentarzem, z którego wynikało, że marka nie wie dokładnie czy jej kontrahent w Bangladeszu zlecił produkcje odzieży Cropp w zawalonej fabryce. LPP zasłaniała się tym, że to sektor bardzo skomplikowany i korzysta z agentów, a oni nie poinformowali LPP o jakichkolwiek związkach marki z produkcją odzieży w Rana Plaza – opowiada Maria Huma – przedstawicielka organizacji.

- Notowana na giełdzie firma musi zdawać sobie sprawę z tego, co dzieje się z jej produkcją. Musi mieć porządek w papierach, wystawiać faktury itp. To tak jakby pies pogryzł dziecko, a właściciel psa twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego, bo to pies gryzł, a nie on.

Jak informuje Clean Clothes Polska, LPP zareagowało dopiero wczoraj, po tym jak metką Croppa zainteresowały się media. W oficjalnym oświadczeniu firmy, opublikowanym na stronie internetowej LPP, czytamy:

- Odnalezione na miejscu katastrofy przywieszki Cropp, których fotografie znalazły się w mediach, prawdopodobnie były przygotowane dla mającej nastąpić w maju produkcji kolejnej partii towaru. Kontrola warunków funkcjonowania fabryk w Bangladeszu jest bardzo trudna. Od kilku miesięcy nasilają się w tym kraju zamieszki. Z powodu obaw o bezpieczeństwo pracowników, LPP nie wysyła swoich kupców do tego kraju. W tej sytuacji bardzo ważna jest inicjatywa największych światowych firm branży odzieżowej, które zawarły porozumienie dotyczące ochrony przeciwpożarowej oraz bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu. Pomimo tego, że firmy te są wielokrotnie większe od LPP, badamy możliwość przystąpienia do tego porozumienia, które mamy nadzieję, da szanse na unikanie tragedii podobnych do tej, która miała miejsce w budynku Rana Plaza.

Zdaniem Marii Huma firma LPP doskonale wie, co powinna zrobić.

- Bardzo cieszymy się, że firma LPP wreszcie zareagowała na apel mediów i oficjalnie przyznała się do tego, że produkowali ubrania w Rana Plaza – wyjaśnia w rozmowie z VUMAG.

- Jeśli chodzi o przystąpienie do porozumienia, nie ma nad czym się zastanawiać. LPP być może nie jest tak dużą firmą jak Inditex, ale do tego paktu chcą przystąpić firmy o wiele mniejsze od polskiej. LPP produkuje niespełna 20% odzieży właśnie w Bangladeszu, a do porozumienia przystąpiły firmy, które zlecają produkcję jednej czy 2 fabrykom w tym kraju. Dlatego myślimy, że LPP powinno usiąść do jednego stołu z wielkimi graczami i wypracować zasady porozumienia.

EAST NEWS

VUMAG skontaktował się w tej sprawie z Dariuszem Pachlą - wiceprezesem LPP, który wyjaśnił, że firma potrzebuje czasu, aby zapoznać się z zasadami przystąpienia do paktu.

- O informacje mówiące o możliwościach i warunkach przystąpienia do porozumienia w sprawie ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu zapytaliśmy jedną z central związkowych, która była inicjatorem tych działań. Dzisiaj uzyskaliśmy zapewnienie, że w ciągu kilku najbliższych dni otrzymamy szczegółowe informacje w tym zakresie, które są nam konieczne do podjęcia świadomej decyzji - skomentował Dariusz Pachla.

Oczywiście przystąpienie do takiego porozumienia wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, ale zdaniem Clean Clothes Polska ważne jest aby polska firma w obliczu zaistniałej sytuacji stanęła na wysokości zadania.

- Takie porozumienia to ogromne przedsięwzięcie, wymagające doskonałej strategii. Należy ustalić zasady, a także stworzyć sieć niezależnych kontrolerów, którzy będą przeprowadzać monitoring w fabrykach. Firmy, które podpiszą to porozumienie, wezmą na siebie ogromną odpowiedzialność społeczną i finansową. Nie wyobrażam sobie jednak, aby LPP nie przystąpiło do paktu – komentuje Maria Huma i dodaje:

- Pakt to jedno, a odszkodowania to drugie. Brytyjska marka Primark już zadeklarowała, że wspomoże finansowo rodziny ofiar. Uważamy, że LPP również powinna zadeklarować taką finansową pomoc rodzinom, których życie po tragedii nigdy już nie będzie takie samo.

Czy LPP planuje wypłacenie odszkodowań rodzinom ofiar?

- Nie znamy warunków umów, jakie łączyły Primark z fabrykami wykonującymi ich zlecenia. Ponieważ my nie ponosimy żadnej winy za zaistniałą sytuację, nie planujemy wypłaty odszkodowań - odpowiada Dariusz Pachla.

EAST NEWS

Międzynarodowa opinia publiczna nie ma wątpliwości. Zawalenie się Rana Plaza, w którym mieściło się 5 fabryk odzieżowych, to jedna z największych katastrof przemysłowych w historii. Czy przypadkiem my, zwykli konsumenci, nie przyczyniliśmy się pośrednio do tej tragedii?

- Musimy mieć świadomość, że jeśli bluzka kosztuje 19,90 to nie możemy liczyć na cuda. To jest ogromny przemysł, miliardy dolarów i tysiące sztuk odzieży produkowanych dziennie. Za kosztem taniej bluzki musi iść wyzysk i brak poszanowania istoty ludzkiej – komentuje polska projektantka Joanna Klimas.

- Często polscy konsumenci robią wielkie oczy, widząc metkę odzieży wyprodukowanej przez polskiego projektanta. Nie zdają sobie sprawy ile kosztuje zatrudnienie szwaczki na umowę, kupno dobrej jakości materiału i ogólnie produkcja kilku sztuk odzieży zamiast na przykład tysiąca. To kosztuje. W kieszeni projektanta naprawdę zostaje niewiele. Tymczasem ludzie na całym świecie chcą kupować ubrania tanio i jeszcze taniej – dodaje.

Jednak zdaniem Marii Huma problem wcale nie leży w cenie na metce.

- Działalność prospołeczna wielkich koncernów odzieżowych praktycznie nie wpłynie na cenę ubrania w sklepie. Nawet gdyby azjatycka szwaczka dostała 100%-ową podwyżkę, cena naszej koszulki mogłaby wzrosnąć (choć nie musi) o około 1 zł. To są żadne koszty jeśli chodzi o polskiego konsumenta – stwierdza i pyta:

- Czy wielkim marzeniem ludzkości naprawdę jest noszenie tanich i niszczejących ubrań? Czy ludzie powiedzmy 20 lat temu wychodzili na ulicę, aby rządy spełniły to marzenie? Nie. To wielkie firmy odzieżowe w pewnym momencie zaczęły wyścig o coraz tańsze ubranie. Wyzysk w Azji czy Ameryce Południowej nie wynika z potrzeb ludzi, ale z presji jaką firmy same sobie narzuciły, chcąc jeszcze bardziej maksymalizować zyski.

EAST NEWS

Obojętność – to problem, z którym walczą organizacje prospołeczne. Czy dobrym pomysłem może być społeczna inicjatywa bojkotu metek MADE IN CHINA, o którym wspomina Joanna Klimas?

- We Francji jest wielki społeczny ruch antychińskiej produkcji. Francuscy konsumenci starają się nie kupować nic, co miałoby metkę z napisem MADE IN CHINA. Chcą promować rodzimych producentów i wspierać francuską gospodarkę. Jednocześnie, nie wiem czy zdają sobie sprawę z tego, że w największych domach mody są metki z napisami: MADE IN CHINA, MADE IN CZECH REPULIC czy MADE IN PORTUGAL.

- Bojkot odzieży MADE IN CHINA oczywiście nie jest dobrym pomysłem. Chyba, że wyzysk dotyczy osób nieletnich – odpowiada Maria Human. Okazuje się bowiem, że wystarczy naprawdę niewiele z naszej zachodnioeuropejskiej perspektywy, aby życie pracowników polepszyło się diametralnie.

- Odblokowanie wyjść ewakuacyjnych i korytarzy, pozwolenie pracownikom na przerwy, odkratowanie okien – czasami wystarczy zmienić tylko to, aby ludzie odzyskali godność i w razie niebezpieczeństwa mogli po prostu uciec z miejsca wypadku. Jeśli chodzi o godziwe wynagrodzenie i odpowiedni czas pracy, gdyby firmy postanowiły to zmienić, wpłynęłoby to zaledwie w 1-3 % na cenę detaliczną odzieży. Czy naprawdę to jest tak wiele? – pyta Maria Huma i dodaje, że na zachodzie istnieje już ogromny ruch odpowiedzialnej mody.

EAST NEWS

- Coraz więcej firm stawia na etykę i ochronę środowiska oraz społeczną odpowiedzialność. Przyjeżdżają do takiej fabryki w Azji i mówią wprost: chcecie dostać od nas większe pieniądze? Polepszcie warunki pracy! Jeśli tych firm będzie coraz więcej, świat się zmieni.

Dowodem na to może być list, który jakiś czas temu przyszedł do naszej redakcji po opublikowaniu tekstu o etyce w modzie:

Fabryka, w której pracuję, nie zatrudnia dzieci, mało tego, robotnicy nie pracują w warunkach urągających ludzkiej godności! Wiadomo, praca przy produkcji nie jest nadzwyczaj ekscytująca, ale nie wszyscy posiadają wystarczającą wiedzę i kwalifikacje, aby zajmować ambitniejsze stanowiska – opisuje warunki pracy w jednej z indyjskich fabryk pani Sylwia.- Firma dobrze traktuje pracowników - mają oni prawo do godzinnej przerwy w pracy, firma zapewnia im napoje, kobiety po pracy dla bezpieczeństwa rozwozi kierowca.

Miejmy nadzieję, że takich fabryk jest coraz więcej. Tymczasem we Francji istnieje już prawo, według którego firmy mają obowiązek raportowania się społecznie. To inicjatywa rządowa, a czy my konsumenci mamy coś w tej kwestii do zrobienia?

- Ważnym narzędziem jest internet i portale społecznościowe. Powinniśmy stawiać na edukację młodzieży, śledzić działalność organizacji pozarządowych, podpisywać się pod apelami i petycjami. Jeśli firmy zobaczą, że dla ludzi nie jest to obojętne, zaczną się zmieniać. Powinniśmy być obywatelami świata, a nie tylko konsumentami – mówi Maria Huma.

Zostać obywatelami świata być może pomogłyby nam specjalne certyfikaty umieszczane dodatkowo na metkach ubrań produkowanych w fabrykach dbających o godne warunki pracy i płacy. Mógłby to być certyfikat odpowiadający Fair Trade. Charakterystyczne logo znajdziemy m.in. na produktach spożywczych takich jak: kawa, herbata, banany czy cukier.

- Certyfikat sprawiedliwego handlu dotyczy w większości przypadków produktów prostych. Produkcja odzieży jest o wiele bardziej skomplikowana. Nie chciałabym, abyśmy wszystko musieli oznaczać specjalnym certyfikatem. Uważam, że o wiele ważniejsze jest, by zmienić ludzką świadomość. Jest to również ogromna rola rządów i organizacji międzynarodowych – komentuje pomysł Maria Huma, odnosząc się do słów, które ostatnio mogliśmy usłyszeć na posiedzeniu Komisji Europejskiej:

– Nie chcemy więcej ubrań splamionych krwią – deklaruje KE i dodaje w oficjalnym oświadczeniu:

- Takie wypadki w tragiczny sposób uwypuklają brak norm bezpieczeństwa w zakładach produkcyjnych i potwierdzają, że konieczne są pilne działania w celu poprawy wdrażania podstawowych norm pracy MOP oraz powszechniejszego respektowania zasad społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw przez wielonarodowe firmy zajmujące się sprzedażą detaliczną odzieży.

Komisja Europejska wzywa wszystkie przedsiębiorstwa, a zwłaszcza marki odzieżowe, udzielające zleceń lub podzleceń zakładom w Bangladeszu i w innych państwach, by w pełni stosowały uznane na szczeblu międzynarodowym praktyki w dziedzinie społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, zwłaszcza niedawno uaktualnione wytyczne OECD dla przedsiębiorstw międzynarodowych, dziesięć zasad inicjatywy ONZ Global Compact, (…) trójstronną deklarację zasad dotyczących przedsiębiorstw wielonarodowych i polityki społecznej MOP oraz wytyczne ONZ dotyczące biznesu i praw człowieka, oraz by krytycznie oceniły swoje łańcuchy dostaw w celu zadbania o to, aby ich wyroby były produkowane wyłącznie w zakładach w pełni przestrzegających norm bezpieczeństwa i praw pracowniczych. – czytamy w dokumencie z 20 maja 2013 roku.

EAST NEWS

- Wyzysk pracowników szyjących ubrania to ogromny i bardzo ważny temat, porównywalny do dyskusji na temat molestowania seksualnego, związków partnerskich czy segregowania śmieci – komentuje Joanna Klimas, która zaznacza, że może być to początek ważnych zmian, zarówno w międzynarodowym prawie, jak ludzkiej świadomości.

- Organizacje pozarządowe takie jak na przykład Clean Clothes Campaign od kilku lat wypracowują strategię odpowiedzialności społecznej - dodaje Maria Human. - Chcą wypracować system informacji, w którym firmy informowałyby swoich konsumentów o całej drodze produkcji, tworzyły kodeksy postępowania i przeprowadzały rzetelne kontrole w fabrykach. Ten ostatni element jest szczególnie ważny, ponieważ jak donosiła chińska gazeta jakiś czas temu, około 80% kontroli w Chinach jest skorumpowanych. Ważna jest transparentność i jawność, której tak często boją się firmy – mówi Maria Huma.

Dodaje również, że na początku 2012 Clean Clothes Polska przeprowadziła akcję, w wyniku której prosiła LPP o wypracowanie całej strategii działań prospołecznych w swoich fabrykach w Azji.

- Firma zobowiązała się, że przeprowadzi specjalne kontrole w azjatyckich fabrykach, zaktualizuje kodeks postępowania i opracuje i wdroży plan naprawczy. W styczniu 2013 roku odezwaliśmy się do LPP ponownie, prosząc o efekty działań. Otrzymaliśmy informację, z której naszym zdaniem niewiele wynika. Owszem, firma przeprowadziła kontrole, ale nie dowiedzieliśmy się na jakich konkretnie zasadach. Nie poznaliśmy również kodeksu postępowania w całym łańcuchu dostaw. Kompletnie nie wiedzieliśmy, co się za tym kryje. Nadal również nie wiemy, czy będzie i jaki jest plan naprawczy.

Firmy niechętnie dzielą się swoimi wewnętrznymi informacjami. Czy oznacza to, że jesteśmy skazani na niewiedzę i dezorientację? Czym mamy się kierować, idąc na zakupy i chcąc jednocześnie być prospołeczni?

- Nie dajmy się zwariować – zaleca Maria Huma. - Nie każda metka MADE IN CHINA czy MADE IN INDIA oznacza wyzysk i niesprawiedliwość. Warto jednak stawiać na marki niszowe. Zwracać również uwagę na jakość materiału i wykonanie – to naprawdę może wiele powiedzieć nam o miejscu, w którym dana rzecz powstała. Kupujmy od projektantów, wybierajmy ubrania z ekologicznej bawełny z certyfikatem Fair Trade i przede wszystkim nie poddawajmy się zakupowej gorączce. Zanim kupimy kolejną bluzkę za 19,90 zastanówmy się, czy naprawdę jej potrzebujemy.

Zatem, nie zamierzamy mówić Wam: nie chodźcie na zakupy! Nie mówimy Wam: nie kupujcie ubrań z metką MADE IN CHINA, MADE IN INDIA czy MADE IN BANGLADESH. Róbcie to po prostu z głową. Choćby raz do roku zamiast 5 bluzek za 29,90 kupcie coś bardziej wartościowego i lepszej jakości, może po prostu MADE IN POLAND. Szanujcie ubrania. Dbajcie o nie i myślcie o tych, którzy je produkują, a jeśli pojawi się możliwość, aby zaprotestować i tym samym polepszyć życie i pracę ludzi na drugim końcu świata - bądźcie aktywni! Nie mówcie: TO NAS NIE DOTYCZY, BO DOTYCZY NAS BARDZO!

EAST NEWS

- Dyskusja dopiero się rozpoczyna – mówi Joanna Klimas. - Być może będzie tak jak z segregowaniem śmieci. Jestem przedstawicielką pokolenia, które pamięta czasu PRL-u. Wtedy recykling, segregacja śmieci czy ekologia to były tematy do żartów. Nikt nie traktował tego poważnie. Dziś wydaje nam się to oczywiste.

Tematy:

Nieprawidłowy email