Chi-Chi i Ifi Ude i ich kolorowa moda na targach Slow Fashion

Siostry w świecie mody to nie nowość. Coraz więcej modowych rodzin nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, nie tylko na wybiegu, ale też w modowych pracowniach. Najbardziej inspirujące i kolorowe siostry w Polsce? O nie, wcale nie będą to siostry Mannei, ale… Ude! Obie będziecie mogli poznać podczas rozpoczynającego się w sobotę święta Slow Fashion.

Ifi Ude i Chi-Chi Ude / zdjęcia: Ola Nagel

Chi-Chi Ude zajmuje się projektowaniem mody. Na targach Slow Fashion zaprezentuje swoją pierwszą kolekcję. Ifi Ude to młodsza siostra, która głównie zajmuje się muzyką. Mogliście ją spotkać chociażby na Open’er Festival. Obie są dla siebie nawzajem ogromną inspiracją i tworzą polską modę w duchu Slow Fashion.

Jaki kolor ma polska ulica? Co sądzą o szafie przeciętnego Polaka i czy jest on gotowy na nadejście nowej epoki, epoki koloru, indywidualności, nieprzeciętności?! O to i wiele innych rzeczy zapytałam modowe siostry w jednej z żoliborskich kawiarni.

Ifi Ude i Chi-Chi Ude / zdjęcia: Ola Nagel

Aleksandra Nagel – Vu Mag: Obie zajmujecie się projektowaniem?

Ifi Ude: Ja zajmuje się muzyką, jestem producentką i wokalistką, a także ambasadorką Slow Fashion. To moja siostra projektuje modę.

Chi-Chi Ude: Ja zajmuje się modą i stylizacją. To są moje pierwsze większe targi. Wcześniej szyłam dla znajomych i rodziny, dla siebie.

Ifi: Czasami tylko szyłaś coś na moje koncerty.

Chi-Chi: Tak naprawdę na poważnie zaczęłam zajmować się modą od roku.

AN: Czym jest dla Was hasło „Slow Fashion?

Ifi: Slow dla mnie to jest coś pozytywnego. To sztuka zwracania uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Zwolnienie tempa. Szukanie fajnych rozwiązań wokół, a nie gdzieś daleko, na końcu świata. To integrowanie ludzi blisko siebie i szukanie lokalnych rozwiązań. Kupowanie w warzywniaku, poproszenie koleżanki, żeby zrobiła ci szalik, kupowanie w małych manufakturach, a nie wielkich sieciówkach. Slow Fashion to małe rzeczy które aktywizują środowisko wokół ciebie.

AN: Mimo wszystko wydaje mi się, że Slow Fashion to nic innego jak nadanie nazwy temu, co kiedyś już mieliśmy i to nie było wcale tak dawno. Wystarczy zajrzeć do albumu ze zdjęciami naszych mam czy cioć, aby zobaczyć, że ich ciuchy z lat osiemdziesiątych to tak naprawdę niemal w stu procentach hand made!

Chi-Chi: Tak naprawdę wracamy do źródła. Do tego, żeby wzajemnie się inspirować. Nieważne czy jest to grupa sąsiadów, czy znajomych czy artystów, którzy działają w sposób barterowy i wzajemnie wymieniają się swoimi talentami. To wszystko zmierza do tego, aby siebie wyrazić, swoją osobowość, swoje naturalne potrzeby też. Więc jak najbardziej jest to powrót. Taką potrzebę mamy szczególnie teraz, gdy jest tak dużo masowej produkcji i jesteśmy tym po prostu zmęczeni.

AN: Dla kogo jest więc Twoja moda?

Chi-Chi: Cóż, na ten moment nie jest tak, że ja tworzę modę z myślą o jakiejś konkretnej osobie. Ja tworzę, bo mam taką potrzebę.

AN: Nie jesteś krawcem na zamówienie, czy dobrze rozumiem?

Ifi: To nie jest tak, że marynarki Chi-Chi czekają na konkretne osoby. Sięgają po nie ludzie, którzy mają konkretny styl, konkretną osobowość. I to nie są tylko osoby ze świata show-biznesu, absolutnie nie. Myślę, że jest wiele ciekawych, aczkolwiek nieznanych szerszej publiczności osób, które będą zachwycone projektami Chi-Chi.

Chi-Chi: To jest dość zabawne, bo ja wcale nie uważam, aby moje ubrania były jakieś nadzwyczaj oryginalne. One mają bardzo proste, minimalistyczne wręcz kroje.

Ifi Ude i Chi-Chi Ude / zdjęcia: Ola Nagel

AN: A kolory?

Chi-Chi: Te kolory dla mnie są bardzo naturalne, bo w tych kolorach się wychowałam. Spędziłam wczesne dzieciństwo w Nigerii. Otoczona byłam tymi kolorami, tym ciepłem i to jest dla mnie powrót do korzeni. Natomiast okazuje się, że na polskim rynku modowym jest to bardzo oryginalne i nie ukrywam, że mnie to też cieszy.

AN: Jak długo mieszkałyście w Nigerii?

Chi-Chi: Ja urodziłam się w Polsce i jestem starsza od Ifi. Miałam 2,5 roku, gdy wyjechaliśmy do Nigerii. Ifi urodziła się już w Nigerii i tam spędziłyśmy z pięć lat chyba. W sumie do ósmego roku życia mieszkałam w Afryce i dobrze pamiętam tamtą kulturę, atmosferę, życie. To jest bliskie mojemu sercu i bardzo za tym tęsknię.

Za każdym razem, gdy podróżuję do Afryki czy do Azji przyciągają mnie te kolory. Kupuję materiały, sama też je projektuję.

AN: Czy to wszystko, o czym mówisz z taką energią pasuje do naszej polskiej, zwykle bardzo szarej ulicy?

Ifi: Nie pasuje?! Spójrz na pasiaste łowickie spódnice, na kolory w strojach ludowych! Zobacz wzory kaszubskie czy góralskie hafty. To królestwo kolorów!

AN: Uwielbiam polski folklor, ale niestety na ulicach tego nie widzę. Wśród polskich, nawet bardzo młodych marek modowych, niewiele jest tego typu propozycji. Wszędzie tylko dresy i szarość.

Ifi: Jest trend szarości i wygodnych, subtelnych tunik, w których człowiek może się schować.

AN: Może to jest jakiś powód, dla którego tak bardzo ta moda przyjęła się w Polsce…

Ifi: To moim zdaniem wynika z tego, że Polacy są mało pewni siebie. Nie chcą mówić: „patrzcie na mnie!”. Chcą jak najszybciej przejść z punktu A do punktu B, aby nikt ich na tej ulicy nie zauważył, nie zaczepił, nie skomentował.

Chi-Chi: Ale ja się z tym nie zgadzam. Ta mentalność się zmienia. Owszem, ta szarość jest i jest jej bardzo, bardzo dużo. Niemniej im więcej ktoś wyjeżdża, poszerza horyzonty, to jego moda też się zmienia.

Spójrzcie jak wiele Polaków śledzi dziś trendsetterki, blogi modowe, szuka pomysłów na stylizacje. Przecież to wszystko wpływa na naszą świadomość. Coraz więcej ludzi jest odważnych na tyle, aby pokazywać swoją indywidualność. Oczywiście jest to proces, który się dopiero zaczął, ale się zaczął z pewnością.

AN: A może ludzie nie chcą się chować, tylko boją się krytyki. Mieszanie kolorów, wzorów, eksperymentowanie to niebezpieczna gra. To ryzyko, które podejmujemy. Szarość to bezpieczny kolor. Nikt nie powie, że wyglądasz jak papuga. To nie jest ekstra, ale jest bezpieczne. Brakuje nam chęci eksperymentowania..?

Chi-Chi: Z sesji, które zdarzyło mi się robić i kontaktów z osobami, które poznałam, mam taką obserwację, że osoby, które lubią kolorowe eksperymenty są zwykle pogodzone ze sobą, robią w życiu to, co kochają, akceptują siebie. Oni wszyscy znają swoją wartość i nie boją się krytyki, a jeśli ona się pojawi, nie biorą jej zbyt mocno do siebie. Wydaje mi się, że to kwestia osobowości i tego, jak czujemy się sami ze sobą. Kolor na naszych ulicach wymaga pewnej odwagi i pewności siebie, wyjścia ze strefy komfortu. Zauważam coraz więcej takich ryzykantów. Niektórzy zamiast z kolorem wolą eksperymentować z formą, krojem, fakturą i to też super podejście. W ogóle to najważniejsze czuć się dobrze w tym, co się nosi.

Ifi Ude w ubraniach Chi-Chi Ude. fotografia: PIOTR WIERNIKOWSKI/ stylizacja: CHI-CHI UDE/ korekta: Konrad Ciok / marynarka i spodnie: CHI-CHI UDE, buty: JEFFREY CAMPBELL

AN: Jestem przekonana, że wiele osób powie: „ale Wam dziewczyny jest łatwiej, bo macie to w genach!” Czy talent do łączenia kolorów można mieć w genach?

Ifi: My wcale nie chcemy Polakom narzucać stylu ubierania się z Afryki. Ubrania te mają egzotyczne kolory, ale bardzo proste, europejskie kroje. To zdrowe i ciekawe połączenie. Naprawdę nie trzeba mieć do tego wyjątkowych, wrodzonych zdolności, tylko chcieć bawić się modą.

AN: Dużo jest facetów, którzy kupują takie właśnie kolorowe marynary?

IFI: Zdecydowanie! W polskiej modzie jest ogromna luka! Wszystkie rzeczy dla facetów są szare, proste, bez wyrazu. My dajemy im tę świeżość.

Slow Fashion

AN: Coś się zmienia w szafie polskiego faceta?

Chi-Chi: Ja jestem zafascynowana latami siedemdziesiątymi. Te wzory, kolory, to szaleństwo. To był obłęd! To powraca, a czy coś się zmienia? Mężczyźni, którzy decydują się na tego typu marynarki, lubią być widoczni. To najczęściej są aktorzy, mocne osobności, muzycy. Oni zawsze byli bardziej szaleni. Widząc moje projekty są zachwyceni. Im tego po prostu w polskiej modzie bardzo brakuje. Zgłasza się do mnie wąska grupa ludzi, ale nie uważam, aby były to marynarki tylko na scenę. Te marynarki świetne odnajdą się na niejednej imprezie i na ulicy. Mam taką nadzieję, że polscy faceci to poczują, zagra to z nimi.

AN: A kogo byś widziała w takiej marynarce? Czy pan młody mógłby taką marynarkę założyć?

Chi-Chi: Już był! Dostałam takie zamówienie miesiąc temu. Ten mężczyzna kocha symbol koła, uważa, że jest to naturalny kształt i spodobał mu się jeden z moich wzorów i taką marynarkę mu zaprojektowałam. Kogo chciałabym ubrać? Kazika chciałabym ubrać…

Ifi: O to by było coś! Spoko!

Chi-Chi: On mógłby dźwignąć te kolory i cały czas byłby sobą. To jest ważne, aby ta marynarka nie była przebraniem, ale czymś bardzo naturalnym. Podkreślaniem tej osobowości.

AN: Kazik super, a ktoś jeszcze..?

Chi-Chi: Pana Adama Michnika. Jeżeli chodzi o kobiety to bardzo chciałabym ubrać Monikę Olejnik. O i jeszcze Kayah! Ona jest niezwykłą kobietą, ma taką mocną, fajną urodę i to by wszystko przepięknie współgrało. Gdyby ona kiedyś, gdzieś, coś to ja jak najbardziej! Jestem w każdej chwili dla niej!

Ifi Ude i Chi-Chi Ude / zdjęcia: Ola Nagel

ON: A… Waglewscy?

Ifi: Pasuje! Są świetni!

Chi-Chi: Jak najbardziej! Ojciec i synowie!

AN: Targi Slow Fashion to nie tylko moda męska, kobieca, unisex, ale też moda dla dzieci…

Ifi: Slow Fashion to dwa dni, ponad 180 wystawców, ciągle otwarty kącik dla dzieci. Ja sama będę z moim synem Jasiem. W niedzielę o 16.00 czytam swoją książkę dla dzieci.

AN: Ile ma twój synek?

Ifi: Cztery miesiące.

Chi-Chi: Straciłam dla niego głowę! To najcudowniejsze dziecko na świecie!

AN: Wszystkie ciocie tak mówią. Chi-Chi musisz coś mu zaprojektować!

Chi-Chi: No właśnie i mam taki plan. Myślimy też o kolekcji dla dzieci. Ifi też ma świetne pomysły. Tutaj myślę, że mogłybyśmy stworzyć taką wspólną kolekcję a Jasio będzie naszym małym królikiem doświadczalnym.

AN: Pierwszego klienta już macie! To byłby też pierwszy krytyk waszej mody!

Chi-Chi: No na pewno! Serce mi pęknie, jak będzie mnie krytykował.

AN: Moja córka często mówi mi, że w czymś wyglądam dobrze, a w czymś źle. To naprawdę są często zaskakujące wybory…

Chi-Chi: Dzieci uwielbiają eksperymentować! To, co dla nas jest ryzykowne, trudne, dla nich jest czymś naturalnym! Jakiś czas temu czytałam o mamie, która pozwoliła swojemu dziecku ubierać ją przez cały miesiąc. Fantastyczne były te stylizacje! Świetne! Myślę, że to zmieniło z pewnością jej spojrzenie na modę.

AN: Bo dzieci też chcą wyrażać siebie, wyeksponować swoją osobowość. To nie jest manipulacja tylko czysta ekspresja.

Chi-Chi: Uwielbiam to!

Ifi Ude i Chi-Chi Ude / zdjęcia: Ola Nagel

AN: Wróćmy do twojej dorosłej kolekcji. Jak tworzysz te tkaniny. Jak one powstają? Gdzie szukasz inspiracji?

Chi-Chi: Chodzę na spacery, słucham muzyki, jem coś, drzemię i wtedy pomysły same przychodzą. Nie przeglądam Pinteresta czy blogów modowych w poszukiwaniu inspiracji. To jest we mnie. I chcę aby ten proces był jak najbardziej prawdziwy. Tak rodzi się pomysł i najczęściej przed snem, więc jak go szybko nie rozrysuję, to przepada. Rozpływa się we śnie! Najpierw go rysuję na kartce. Jak już jestem pewna kolorów, to przerzucam go na wektory do komputera. Następnie trafia na matrycę. Dzieli się to na kilka części i następnie nadrukowuje na wysokojakościową bawełnę. Technika to tajemnica, ale mogę zapewnić, że jest to bardzo dobra jakość. Efekty są rewelacyjne. Drukuję w Łodzi i udało mi się już zaprojektować dziesięć wzorów. Jest to bardzo droga sprawa, bo koszt takiej jednej matrycy to 500 zł, a jedna tkanina zawiera na przykład trzy matryce. Niemniej daje wiele frajdy.

Projekty Chi-Chi Ude
Projekty Chi-Chi Ude

AN: To jest trochę jak tworzenie obrazów.

Chi-Chi: Dokładnie tak. Ja czasami się zapożyczam, aby tylko zobaczyć ten mój wzór na tkaninie, aby zobaczyć ten efekt!

AN: Czy myślisz o typowo damskiej kolekcji?

Chi-Chi: Kolekcja będzie gotowa za około trzy miesiące. Co ciekawe, zgłosiła się już do mnie Omenaa Mensah, która znalazła mnie przez swoją asystentkę. Była zachwycona. To bardzo bliskie jej sercu, jej stylowi. Teraz mamy zamiar zrobić dla niej projekty i dogadujemy szczegóły.

AN: Stylizujesz też swoją siostrę...

Ifi: Od jakiegoś czasu jestem związana z Chi-Chi, jeśli chodzi o kreowanie mojego wizerunku scenicznego. Uszyła mi ciuchy na koncert na Woodstocku i na Open'er. Nie jestem leniwa, jeśli chodzi o kreowanie mojego wizerunku na koncertach i Chi-Chi bardzo mi w tym pomaga. Każdy strój jest wyjątkowy, niepowtarzalny.

AN: Czy Ty projektujesz te stroje z myślą o muzyce, którą Ifi wykonuje?

Chi-Chi: Ifi jest moją muzą. Znamy się bardzo dobrze i ja wiem, co ona lubi, w jaki sposób mogłabym wyrazić jej emocje. Znam też doskonale jej muzykę. To wszystko więc przychodzi mi z ogromną łatwością i naturalnością. Dla Ifi tworzy się coś zupełnie innego, bo ona jest dla mnie sama w sobie bardzo oryginalna.

Ifi: Ale współpracujesz też z innymi muzykami…

Chi-Chi: Oczywiście. Teraz z zespołem Łąki Łan. Michał Piróg czeka na wspólną sesję w moich marynarkach.

AN: Czy inaczej projektuje się na scenę, a inaczej na ulicę?

Chi-Chi: Nie mam takiej definicji projektowania dla konkretnych osób czy na konkretne okazje. Nie mam jakiegoś określonego targetu. Ja po prostu mam potrzebę kreacji, tworzenia i to mnie motywuje. Jeśli komuś to się spodoba, to super. Zapraszam do współpracy.

AN: Czy moda festiwalowa różni się czymś od mody z ulicy?

Chi-Chi: Festiwal muzyczny to kilka dni, gdy ludzie czują się bardziej swobodnie. Na festiwalach muzycznych coraz więcej jest modowych zakątków. Podczas takich imprez czujemy się bardziej zrelaksowani, jesteśmy beztroscy i też bardziej otwarci na nowe, to sprzyja modzie.

Projekty Chi-Chi Ude
Projekty Chi-Chi Ude
Projekty Chi-Chi Ude

AN: Dużo dzieje się w twoim życiu. To wcale nie jest takie slow…

Chi-Chi: No rzeczywiście nie jest, ale chyba każdy projektant tego doświadcza. Jak niewiele się dzieje, to nie dobrze. Teraz jest Slow Fashion, potem kolejne projekty, m.in. podwodna sesja wizerunkowa z udziałem chłopaków z Łąki Łan. Wystąpią w nowych marynarkach i koszulach, bo zaczęłam też szyć koszule.

AN: Męski, kolorowy, podwodny świat..?

Chi-Chi: Uwielbiam pracować z tymi mężczyznami! Stylizować ich, rozmawiać z nimi, inspirować. Świetna atmosfera!

AN: Gdzie można kupić twoje rzeczy, jeśli nie na targach Slow Fashion?

Chi-Chi: Mam stronę internetową, na której możesz do mnie napisać i określić co chciałabyś kupić. Mam jednak z moją modą mały problem…

AN: Jaki znów problem?

Chi-Chi: Nie lubię się z nią rozstawać. Kocham moje marynarki!

AN: Jak malarz swoje obrazy…

Chi-Chi. Dokładnie tak. Jak jest jeden taki egzemplarz, a maksymalnie dwa, to z ciężkim sercem się z tym rozstaję. Każda z tych marynarek to jest dla mnie jakaś historia, mała opowieść o moim życiu również.

Tematy:

Nieprawidłowy email