My Weiwei to freedom

Zaprojektował słynny chiński Stadion Narodowy zwany „Ptasim gniazdem”, jednak władze w Pekinie zapamiętają go przede wszystkim jako tego, który własne gniazdo kala. W Berlinie trwa wystawa Ai Weiwei – największego dysydenta-celebryty w dzisiejszym świecie sztuki. Twórca na swój pokaz jednak nie przyjechał, nie może bowiem opuszczać terytorium Chin.

Ai Weiwei

Większość tych fotografii wygląda jak zwykłe fotki z wakacji. Cóż bardziej banalnego, niż kolejne ujęcia Koloseum, opery w Sydney, Białego Domu, bazyliki św. Piotra czy Luwru. Nikt nie zawiesiłby na nich dłużej oka, gdyby nie to, że każdy kadr przesłania ręka Ai Weiweia z wzniesionym środkowym palcem, mierzącym relacje przestrzenne, a przede wszystkim stosunek artysty do autorytetów. Bez wątpienia funkcjonujący w totalitarnych Chinach twórca ma aż nadto powodów, by pokazać władzy „faka”. Technicznie rzecz biorąc, artysta wykorzystuje do tego gestu rękę lewą, prawą naciskając spust migawki. Tak jest we wszystkich przypadkach z serii „Study of Perspective”, prezentowanej w berlińskim Martin-Gropius-Bau, prócz jednego – gdy Weiwei zwraca uwagę na kamery zainstalowane przez władze, by inwigilować jego pracownię.

Chiński sen

Rząd w Pekinie skierował na Weiweia swoje czujne oko nieprzypadkowo. Zresztą rodzina Ai nigdy nie była dla władz anonimowa. Twórca przyszedł na świat jako syn Ai Qiunga – słynnego poety, który stał obok Mao na podium placu Tiananmen, gdy1 października 1949 roku proklamowano powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Wpływowy i bliski partyjnym elitom ojciec, wyznający dewizę, że „artysta zawsze musi być rewolucyjny”, popadł w czasach rewolucji kulturalnej w niełaskę i został zesłany do obozu na pustynię Gobi, gdzie zmuszano go do pracy w charakterze czyściciela toalet (został zrehabilitowany dopiero po śmierci Mao). Być może właśnie dawnej sławie ojca i rehabilitacyjnej odwilży Ai Weiwei zawdzięcza to, że w 1981 roku był jednym z pierwszych chińskich studentów, którym umożliwiono studia w USA.

Ai Weiwei

Jego amerykański sen trwał przeszło dekadę: młody Chińczyk zdążył poznać legendę beatników Allena Ginsberga, próbował swoich sił jako konceptualista, tworzył zaangażowane w walkę z AIDS prace, takie jak płaszcz przeciwdeszczowy z doczepioną na wysokości krocza prezerwatywą. Imał się wielu zajęć, spośród których rysowanie ulicznych portretów zdaje się być najbardziej stabilnym i lukratywnym. Nowego Jorku nie zawojował. Do powoli otwierającej się na świat ojczyzny przywiózł jednak powiew zachodniej sztuki, którą propagował w na poły legalnych wydawnictwach. Te były z przyśpieszonym oddechem kartkowane przez młodych Chińczyków w poszukiwaniu zakazanego owocu zgniłego Zachodu: choćby reprodukcji dzieł Warhola. Lata płynęły, Ai stopniowo obrastał w piórka. Wystawiał w Bazylei i Kassel, a w 2003 otrzymał prestiżowe zaproszenie do współprojektowania olimpijskiego stadionu w Pekinie. „Ptasie gniazdo” podziwiał cały świat i wszystko wskazywało na to, że Ai zagrzał sobie wygodne miejsce w koncesjonowanym przez państwo obiegu. Tu jednak nastąpił zwrot, którego mało kto się spodziewał. Artysta publicznie odmówił udziału w ceremonii otwarcia igrzysk, jego zdaniem zorganizowanych głównie po to, „by pokazać siłę totalitarnego reżimu”.

Chiński e-mur

Potem już było tylko gorzej. 12 maja 2008 roku w trzęsieniu ziemi w prowincji Syczuan śmierć poniosły tysiące ludzi. Ilu dokładnie? No właśnie. Władze nie kwapiły się, by podać do wiadomości okoliczności tragedii. Skorumpowane i niedbałe, miały na sumieniu wiele istnień, szczególnie dzieci zasypanych pod gruzami szkół zbudowanych z pogwałceniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Rok po katastrofie Weiwei zaprosił rodaków, by samodzielnie stworzyli listę najmłodszych ofiar. „Będziemy szukać imienia każdego zabitego dziecka i każde z nich upamiętnimy” – pisał na swoim blogu nazwanym „Obywatelskie dochodzenie”. Niecały miesiąc po jego uruchomieniu lista liczyła 5385 nazwisk. Chińczycy masowo odpowiedzieli też na zachętę artysty, by nadsyłać pliki mp3 z odczytywanymi przez siebie kolejnymi nazwiskami ofiar. Powstał w ten sposób dźwiękowy pomnik, a społeczna inicjatywa kruszyła chiński mur internetowej cenzury, „Chinese Firewall”.

Ai Weiwei „Evidence”

Martin-Gropius-Bua, Berlin

do 7 lipca

Tematy:

Nieprawidłowy email