Bliźniaczki Olsen lansują kontrowersyjny trend: skarpety do sandałów

Ortopedyczne sandały pojawiły się w kolekcjach wielu marek: Prada, Kenzo, Givenchy. Po cichu liczyłam, że na nogach modelek się skończy. Ale niestety, brzydkie buty trafiły na stopy bliźniaczek Olsen. A że pogoda nie dopisywała dziewczyny założyły do nich… skarpetki. Czyżby siostry miały polskie korzenie?

Mary Kate i Ashley Olsen

Dwa dni temu w naszej redakcji wybuchła dyskusja bliska kłótni. Temat? Tzw. ugly shoes czyli brzydkie sandały i klapki, do złudzenia przypominające ortopedyczne obuwie ze sklepu rehabilitacyjnego. Jedna z nas jest ich absolutną fanką i już zastanawia się, model której luksusowej marki wybrać. Druga pozostając nieco zamkniętą na argumenty koleżanki przekonywała, że jeśli modne są buty, które wyglądają jak Birkenstocki, dlaczego nie kupić właśnie Birkenstocków — przynajmniej można zaoszczędzić sporo pieniędzy i faktycznie będą dobre dla naszych nóg. Dyskusja pewnie toczyłaby się nadal, gdyby nie zdjęcie sióstr Olsen, które w chłodnym Nowym Jorku pojawiły się okutane szalami, w płaszczach i sandałach. Żeby ich warte miliony dolarów stópki nie ucierpiały, do sandałów założyły białe skarpetki.

Mary Kate i Ashley Olsen
Mary Kate i Ashley Olsen

I to jest pomysł dla: a) bardzo odważnych dziewczyn, którym znudziło się już noszenie kozaków; b)bardzo modnych dziewczyn, które zapłaciły 850 euro za metaliczne sandały Givenchy i boją się, że nie będą miały wystarczającej ilości okazji, by zaprezentować je światu; c) osób obojga płci, które bardzo dbają o komfort.

Sandały Givenchy
Sandały Birkenstock Arizona

Oczywiście wiem, że sandały Birkenstock pokazała w swojej sesji zdjęciowej Carine Roitfeld już w marcu 2013 roku (sesja dla Harper's Bazaar). Wiem, że ubrała wówczas modelki w sandały (klapki?) i skarpetki i że w kolekcjach wielu marek pojawiły się wariacje na temat takich butów, kosztujące ciężkie pieniądze. Rozumiem, też że redaktorzy magazynów o modzie oszaleli na punkcie tego trendu. Ale ja pozostanę do niego nastawiona dość sceptycznie. Owszem, stawia mnie to w nie najlepszym świetle i jako dziennikarka modowa, mogę być zmuszona do odszczekania moich słów za rok, kiedy wszystkie dziewczyny od Sydney po San Francisco będą nosiły skarpetki i sandały. Ale ja raczej nie znajdę się w tym gronie.

I na tym polega piękno mody: możesz wybierać to, co ci się podoba i co ci odpowiada, bez konieczności bezdyskusyjnego akceptowania każdego pomysłu Carine Roitfled czy Anny Dello Russo. Ja podziękuję, odważnych zachęcam, ekonomicznym polecam oryginalne Birkenstocki, które kosztują ułamek tego, co sandały Givenchy.

Spokojnie, nie musicie się obawiać, że redakcja VU MAGa będzie tworem reakcyjnym. Już teraz w naszych szeregach jest fanka tego stylu, która zupełnie rozsądnie przekonuje, że wiele pomysłów projektantów ma na początku trudną drogę, a potem nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Patrz: biodrówki, sportowe buty do niesportowych kreacji, buduarowe inspiracje i bielizna jak z lat pięćdziesiątych (oj, długo by wymieniać). Bywa, że zanim dany projekt trafi do mas, mija kilka lat. Niezbędne w tym procesie są gwiazdy, które jako pierwsze pokazują się w danych ubraniach i tworzą bazę, którą radośnie kopiują ich fani. Kto wie, może pomysł sióstr Olsen (w kolekcji marki Elizabeth and James, projektowanej przez Mary Kate i Ashley, również znalazły się podobne buty), jest właśnie takim przełomem, który sprawi, że polscy mężczyźni, którzy od lat noszą skarpety do sandałów, staną się najlepiej ubranymi Europejczykami? Nie takie rzeczy widzieliśmy, prawda?

Ciekawi mnie wasza opinia na ten temat. Sądzicie, że jesteśmy na progu sandałowej rewolucji? A może uważacie, że są bardziej kontrowersyjne trendy na wiosnę/lato 2014?

Tematy:

Nieprawidłowy email