Zakupoholik na detoksie

Przyznaję się – jestem uzależniony od zakupów. Kupuję kompulsywnie, często bez zastanowienia. Kiedy już coś mam, szybko orientuję się, że przecież w ogóle tego nie potrzebuję. Wiem, że nie należę do mniejszości. Książka „Slow fashion. Modowa rewolucja” blogerki modowej Joanny Glogazy to obowiązkowa lektura dla wszystkich zakupoholików. Działa!

Foto: Vumag

Damian Gajda: Codziennie rano wchodzę do garderoby, otwieram szafę i zastanawiam się, co na siebie włożyć…

Kilka lat temu miałam ten sam problem. Na szczęście teraz w mojej szafie jest niewiele ubrań – wszystkie lubię i większość z nich pasuje do siebie nawzajem. Jak tego dokonałam? Po prostu nie kolekcjonuję rzeczy przeciętnych.

Ja mam największy problem z oficjalnymi spotkaniami. Chwilę przed wyjściem zazwyczaj okazuje się, że brakuje mi podstawowych rzeczy – czarnego T-shirtu czy błękitnej koszuli.

To jest bardzo częsty problem. Kupujemy ubrania ze sztywnych list „must have” proponowanych przez magazyny, a tak naprawdę nie mamy rzeczy, które są naszą bazą.

Czyli?

To nieprawda, że każda kobieta musi mieć w szafie baleriny, małą czarną czy beżowy trencz. Różnimy się między sobą, inaczej żyjemy i te podstawowe ubrania dla każdego będą różne. Dla mnie są to na przykład koszule i proste swetry, ale wyobrażam sobie, że czyjąś bazą mogą być wzorzyste T-shirty i kolorowe marynarki. Przede wszystkim powinniśmy zadbać, by te rzeczy znalazły się w naszej szafie i były jak najlepszej jakości.

Foto: Vumag

Jesteś chyba w mniejszości. Większość Polaków kupuje rzeczy tanie, przeciętne. Wciąż czynnikiem decydującym jest cena, a nie jakość.

To prawda. Poza tym często mamy w szafie ubrania, które są na nas za małe albo za duże, oraz takie, z których nigdy nie oderwaliśmy metki, bo po przyjściu do domu przestały nam się podobać. Powinniśmy się ich jak najszybciej pozbyć.

A co Ty masz w swojej szafie?

Niewiele (śmiech). Na przykład skórzane ramoneski – brązową i granatową – które pasują do wszystkiego, męskie koszule, spodnie z zakładkami, proste kaszmirowe lub wełniane swetry i… złoty zegarek.

Zazdroszczę. Ja wciąż kupuję kompulsywnie i bez zastanowienia. Jak się tego oduczyć?

Warto zacząć od detoksu – odcięcia się od zakupów na kilka tygodni. W ten sposób przekonamy się, co naprawdę lubimy i w czym czujemy się dobrze. W międzyczasie należy posprzątać w szafie i na podstawie tego, co nam w niej zostanie, sporządzić sezonową, rozpisaną szczegółowo listę zakupów i konsekwentnie się jej trzymać.

Czy to właśnie jest filozofia slow fashion?

Slow fashion to rozsądna zrównoważona moda, która z jednej strony pozwala cieszyć się ubraniami w pełni i na dłużej; z drugiej – dba o kwestie etyczne i ekologiczne.

Dzięki temu kupujemy tylko to, co jest nam potrzebne?

Właśnie. Powinniśmy też kupować takie rzeczy, które sprawią, że poczujemy się lepszą wersją siebie! I dbać o, by były one najwyższej jakości – jeśli już uda nam się znaleźć coś, co spełnia nasze wymagania, dobrze byłoby, gdyby ta rzecz posłużyła nam jak najdłużej.

Foto: Vumag

 Każdy może się tego nauczyć?

Jasne! Każdy może wyjść z nawyku kompulsywnych zakupów i zacząć czerpać przyjemność z codziennego ubierania się.

Jak to zrobić?

W mojej książce „Slow fashion. Modowa rewolucja” przeprowadzam czytelnika krok po kroku przez cały proces, a im dalej jesteśmy, tym lepiej czujemy się z własną szafą i mamy motywację do pracy – slow fashion jest samowynagradzające. Starałam się też zamieścić jak najwięcej praktycznych rad, dotyczących rozpoznawania dobrej jakości czy dbania o ubrania. Dodatkowo przygotowałam praktyczne sezonowe plannery, które można otrzymać, zapisując się na newsletter u mnie na blogu.

Podpowiedz w takim razie, co powinniśmy mieć w szafie, by móc stworzyć idealną stylizację.

Jedyny „must have” to lustro. Wszystko inne jest subiektywne i zależy od osobistych preferencji. Na pewno muszą się tam znaleźć ubrania, które są wygodne i są dla nas jak „druga skóra”. Odczuwając dyskomfort, nigdy nie będziemy wyglądać stylowo.

Kiedy o tym opowiadasz, wszystko wydaje się takie proste. A ja już wiem, że w drodze są cztery kolejne koszule, które zamówiłem. Pewnie założę je raz i o nich zapomnę. Co zrobić, by lepiej wykorzystywać ubrania, które kupujemy?

W szafie powinny zostać tylko te ubrania, które regularnie nosimy. Żeby o nich nie zapominać, warto każde z nich powiesić na osobnym wieszaku, no i pozbyć się wszystkich nienoszonych rzeczy.

Na co powinniśmy zwracać uwagę? Markę czy jakość?

Zdecydowanie na jakość! Przed zakupem wywróćmy ubranie na drugą stronę, zobaczmy, czy szwy są proste, nie falują ani się nie prują, zamki dobrze chodzą, a guziki są dobrze przyszyte. Sprawdźmy, jak wygląda materiał – czy nie mechaci się już w sklepie. Trzeba też czytać metki ze składem i za każdym razem zadać sobie pytanie, czy materiał, z którego zostało wykonane ubranie, jest dla nas odpowiedni.

Dobra marka jest najlepszą rekomendacją?

Nie należy ufać wyłącznie znanemu logo – wysoka cena wcale nie gwarantuje jakości. Najlepiej jest po prostu nabrać doświadczenia i analizować wszystko przed zakupem. Warto też znać swoje prawa jako konsumenta, by móc zwrócić czy reklamować daną rzecz.

Lepiej robić zakupy przez internet czy w sklepie?

Internet oferuje większy wybór. To dobra opcja dla osób, które nie przepadają za tłokiem w centrach handlowych. Na początku przygody ze slow fashion polecałabym jednak tradycyjne zakupy, podczas których można wszystko przymierzyć.

A co z kolorami?

Często wydaje nam się, że nie pasuje do nas jakiś kolor, a tak naprawdę nie znaleźliśmy po prostu właściwego odcienia. Jeśli więc tylko mamy na to ochotę, zachęcałabym do eksperymentów.

Od kilku lat jesteś wierna filozofii slow fashion. Czy rzeczywiście mniej znaczy lepiej?

Oczywiście, choć nie znaczy to, że mamy mieć minimalną liczbę rzeczy. Tak długo, jak regularnie nosimy wszystkie ubrania, które mamy w szafie, jest w porządku.

Tematy:

Nieprawidłowy email