24 godziny z... Zuzanną Bijoch

Zalicza się do czołówki światowego modelingu. Brała udział w kampaniach Dolce & Gabbana, domu mody Alexander McQueen, ma za sobą także staż w domu Toma Forda. Pomimo napiętego grafiku, specjalnie dla nas, znalazła czas, aby opowiedzieć o swoich dniach w Nowym Jorku.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG

Zuza Bijoch od kilku lat zalicza się do czołówki najlepszych top modelek. Tuż po maturze postanowiła wyjechać do Nowego Jorku. Ale to nie modeling był głównym powodem przeprowadzki, lecz wymarzone studia. W specjalnej rozmowie dla VU MAG, Zuza opowiedziała, jak wygląda jej każdy dzień w Wielkim Jabłku.

8:30

O tej porze wstaję. Bez budzika. Każdego dnia staram się mieć listę rzeczy do zrobienia. Niezależnie od tego, czy tego dnia pracuję, czy nie. Chce spędzać czas produktywnie, a taka "kontrola" mi odpowiada i pomaga. Lubię wieczorem odznaczać rzeczy, które danego dnia udało mi się zrobić. Następnie przychodzi czas na śniadanie. To dla mnie najważniejszy posiłek. Jem wtedy całkiem sporo – jogurt, jajka, łosoś. Staram się, aby zawsze było wszystkiego po trochu. Na słono i na słodko, obowiązkowo kawa.

10:30 – 11:30

Po mojej małej celebracji poranka i śniadaniu pakuję torbę i udaję się na siłownię. Ćwiczę trzy razy w tygodniu. W pozostałe dni biegam. Staram się uprawiać sport regularnie, dzięki temu nie muszę się martwić o sylwetkę. Jem racjonalnie i nie stosuję drakońskich diet. Trenerka, z którą pracuję od trzech lat, przygotowuje mi mieszankę ćwiczeń siłowych połączonych z elementami baletu.

13:00

Następnie, albo mam zajęcia z języka francuskiego albo przygotowuję się na event. Francuskiego uczyłam się już w szkole. Aby nie zapomnieć języka uczęszczam na korepetycję, które organizuję sobie za pośrednictwem popularnej w USA aplikacji. To taka współczesna tablica ogłoszeń. Uzupełniasz podstawowe dane, dodajesz trochę słów o sobie, zdjęcia – to bardzo ułatwia organizację, szczególnie przy moim trybie życia.

Jeśli mam zaplanowaną jakieś wyjście – otwarcia butików, jubileusz marki, premierę, to wtedy udaję się do agencji na przymiarki. To właśnie tam proponują mi kreacje danych projektantów, których tego wieczoru chcą promować. Ze stylistką kompletuję strój – ubrania, biżuterię, dodatki. Tak, żeby wieczorem wyglądać perfekcyjnie.

16:00

Jeśli mam wolny wieczór, to staram się korzystać z uroków miasta. Obecnie mieszkańcy Nowego Jorku mają obsesję na punkcie SoulCycling (zajęcia na rowerze). Kolejną nowością jest też Barry's Bootcamp – ćwiczenia motywacyjne, nieco w stylu militarnym. Jednak ja za taką formą motywacji nie przepadam, zazwyczaj wybieram ballet beautiful. Mogę się wtedy wyciszyć i zrelaksować.

20:00

Codziennie staram się też znaleźć czas dla znajomych. Jemy razem lunche, brunche, kolacje. To standard w Nowym Jorku. Każdego dnia z inną grupą ludzi. Znajomi z pracy, inne polskie modelki mieszkające w Nowym Jorku – spotykamy się regularnie.

Jeśli mam ochotę odpocząć, obok mojego mieszkania znajduje się kino studyjne Sunshine Cinema - tam nadrabiam moje filmowe zaległości. A jeśli chodzi o zakupy, to robię je przeważnie w Soho. Roi się tam od sklepów mniej popularnych marek, a także młodych projektantów. Staram się unikać Upper East Side – dla mnie jest to miejsce troszkę pretensjonalne, zatłoczone i pełne turystów.

Dzień kończę około północy.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG Zuza Bijoch

Tematy:

Nieprawidłowy email