24 godziny z... Blessus

Michael Hekmat projektant i założyciel marki Blessus swoją przygodę z modą rozpoczął na studiach w prestiżowej szkole Istituto Marangoni w Mediolanie. Następnie doświadczenie zbierał u takich kreatorów jak Vivienne Westwood, duetu Proenza Schouler oraz coraz bardziej popularnego pośród gwiazd Giambattista Valli. Pomimo wielu możliwości postanowił wrócić do Polski i swoją debiutancką markę założyć właśnie tutaj, w Warszawie. Tylko z nami podzielił się, jak wygląda jego dzień w coraz bardziej modowej stolicy.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG

06.00-9.30

Odkąd pamiętam, dzień zaczynam o godzinie szóstej. Jeszcze do niedawna zaraz po przebudzeniu jeździłem konno. Teraz nie mam takiej możliwości, ale za to mam psa, więc pierwsze co robię, to daje mu jeść. Rano zawsze staram się też mieć godzinę dla siebie. Z kawą wracam jeszcze na chwilę do łóżka i czytam maile, newsy przeglądam Instagram, Facebooka, czasem nawet robię zakupy. Jeśli chodzi o shopping w sieci, to zawsze są to rzeczy poniżej 30 euro. Jeśli zamierzam przeznaczyć na coś więcej pieniędzy, to jestem w tej kwestii troszkę staroświecki i muszę najpierw tę rzecz dotknąć, obejrzeć, przymierzyć. O godzinie ósmej wychodzę z psem na spacer i wtedy też jem śniadanie. Najlepiej w Słodkim Słonym i jest to kanapka z szynką i jajkiem na twardo - polecam. Jem ją już w domu razem z granolą i mlekiem owsianym. Potem szybki prysznic i spacerkiem udaję się do pracowni.

10.00 -15.00

O godzinie dziesiątej pojawiam się w studio, gdzie czeka na mnie moja asystentka. Zaczynamy pracę od wspólnej herbaty i razem siadamy do maili. Nie ukrywam, jest tego trochę. Szczególnie że w sezonie pracujemy jednocześnie na trzech kolekcjach. Jednak największą naszą uwagę skupia linia produkowana w Chinach dla jednej z polskich marek popularnych Tiffi. Około godziny dwunastej znajduję czas na to, żeby skupić się na researchu. Odwiedzam wtedy moje ulubione strony w poszukiwaniu inspiracji. Przeglądam portale poświęcone sztuce, aby pobudzić moją głowę do działania, między innymi Art&Commerce. Potem jest czas na lunch, który zazwyczaj jadam w knajpie Przegryź. Zamawiam tam pierogi, bo uważam, że są przepyszne. Dla urozmaicenia jadam też w japońskiej restauracji Uki Uki. Jeśli mam trochę czasu, to po obiedzie zaglądam do Galilu.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG Blessus

15.30 – 18.30

Po południu siadam do rysowania. Lubię to robić także rano, ale zauważyłem, że bardziej kreatywny i najfajniejsze pomysły przychodzą mi do głowy właśnie w godzinach popołudniowych. Wtedy też zapadają inne ważne decyzje dotyczące kolekcji, które później w jedną całość spina moja asystentka. Niestety razem z rozwojem firmy coraz mniej czasu zostaje mi na kreatywną część mojej profesji, a moim dniem niestety zawładnęły czynności administracyjne.

Kiedy już najważniejsze rzeczy w firmie są załatwione, przychodzi czas na sport. Zazwyczaj jest to siłownia w hotelu Hilton, na którą jeżdżę Uberem. Potem wracam jeszcze na moment do studia, jest to w okolicach godziny siedemnastej, na spotkania z klientkami.

19.00 – 23.30

Wieczorem wychodzę na długi spacer z psem, a następnie mam czas dla znajomych. Wtedy albo spotykamy się w jakiejś restauracji, albo zapraszam ich do siebie. Bierzemy coś na wynos i oglądamy filmy. Jeśli dzień nie był zbyt męczący, to czasem idziemy też na basen lub wyskakujemy na drinki do Weles. Przed snem siadam jeszcze na moment do komputera i szukam jakiś ciekawych połączeń lotniczych. Staram się raz na dwa tygodnie gdzieś polecieć. To mi bardzo pomaga i odświeża głowę. Pomimo że są to krótkie wyjazdy, to zawsze wracam wypoczęty i z nowymi pomysłami.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG Blessus

Tematy:

Nieprawidłowy email