24 GODZINY z... Łukaszem Jemiołem

Jeden z najbardziej popularnych i cenionych polskich projektantów. W tym roku świętował 10-lecie swojej pracy zawodowej, a lista gwiazd, które ubiera, niezmiennie się wydłuża. Jaki jest prywatnie, jaką muzykę lubi i czego nie może zabraknąć w jego garderobie? Tego wszystkiego dowiecie się z naszego nowego cyklu na VuMag - „24 godziny z…”. Tym razem zapraszam na spotkanie z Łukaszem Jemiołem.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG

7:00

Wstaję wcześnie, zazwyczaj chwilę przed budzikiem. Pierwsza rzecz, jaką codziennie robię po przebudzeniu? Sprawdzam pogodę za oknem i idę pod prysznic. Następnie jem śniadanie. Zazwyczaj jest to owsianka lub jedzenie według diety, której ostatnio mocno przestrzegam. Koniecznie w zestawie z aromatyczną herbatą - szczególnie jesienną porą. W ogóle nie piję kawy. Od zawsze. Nie mam ku temu żadnych konkretnych powodów, zwyczajnie wolę herbatę. Delektuję się jej smakiem i powoli zaczynam planować dzień. Mam bardzo zorganizowany kalendarz. Czasem przy śniadaniu przeglądam albumy fotograficzne. Uzbierała się ich spora kolekcja. Z każdej podróży przywożę kilka książek i albumów. Najbardziej lubię te poświęcone tematyce wnętrz, fotografii i modzie. Zawsze zabieram jedną dodatkową walizkę podręczną na pamiątki z wyjazdu. Stosy książek poukładane są pod ścianą w salonie. Niedługo planuję zbudować w tym miejscu domową bibliotekę według własnego projektu. Po śniadaniu zakładam strój sportowy i wychodzę na siłownię, która jest blisko mojego mieszkania. Stało się to wręcz moim nałogiem.

8:30-9.30

O tej godzinie zaczynam zajęcia z trenerem na siłowni. Oprócz tradycyjnego kardio wykonuję sporo ćwiczeń wzmacniających wytrzymałość i siłę. To relaks przed stresującym dniem i jedyny czas, który poświęcam tylko sobie. Bez telefonów i spraw, które odwracają uwagę. Ostatnio udaje mi się ćwiczyć bardzo regularnie, nawet trzy-cztery razy w tygodniu. Najtrudniejsze treningi przypadają na czas przed pokazami, wtedy pracuję bardzo intensywnie i potrzebuję więcej motywacji, żeby wstać wcześnie. Dostaję kilkadziesiąt maili dziennie, jeszcze więcej smsów. Codziennie.

11:00

Do biura zwykle docieram około godziny jedenastej. Na co dzień ubieram się zgodnie z filozofią marki Łukasz Jemioł Basic - minimalistycznie i wygodnie. Mój żelazny zestaw to spodnie jeansowe, t-shirt i marynarka lub sweter. W szafie mam ponad 60 marynarek, około 20 płaszczy i ponad 300 t-shirtow. Uważam, że każdy mężczyzna, który chce wyglądać dobrze, powinien posiadać minimum dwa dobrze skrojone płaszcze i elegancką skórzaną torbę. Podróżuję pieszo, taksówkami lub z kierowcą. Nie korzystam z komunikacji miejskiej. Sporo czasu w ciągu dnia zajmują mi spotkania biznesowe i projektowe. Moją mocną stroną w tym przypadku jest punktualność. Zwykle to ja czekam na drugą stronę, dlatego większość spotkań odbywa się we flagowym butiku lub sąsiedniej restauracji Bazar Kocha po drugiej stronie ulicy Mokotowskiej. Miary z klientkami mają miejsce głównie przed południem lub wieczorem. Wnętrza wszystkich butików są zaprojektowane w podobnym stylu przez projektantki Dorotę Kuć i Karinę Snuszkę z Mood Works. Przestrzeń wypełnia zapach paczuli, jest bardzo miło. Po spotkaniach z klientkami i sztabem krawcowych przychodzi czas na pytania od mojego zespołu. Dyskutujemy, realizujemy bieżące projekty i zadania. Przerzucam próbki tkanin, robię rysunki, weryfikuję jakość materiałów i dodatków. W biurze panuje rodzinna atmosfera, w kilkuosobowym zespole wewnętrznie nazywamy siebie „Jemioł Team”. Zdarza nam się spotykać po godzinach pracy, na przykład na wspólnym treningu lub kolacji. Raz w tygodniu z moją asystentką Karoliną koordynujemy produkcję kolekcji w fabrykach. Pracujemy z pięcioma miejscami, gdzie powstają kolekcje Basic i Premium. Wszystkie zlokalizowane są w Polsce. Materiały do kolekcji zamawiam w europejskich stolicach, ostatnio także w Indiach. Dni, które poświęcamy produkcji trwają po 12-14 godzin.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG Łukasz Jemioł

13:00

Pora na lunch. Jeśli jestem w domu, to gotuję. Moja specjalność to dania lekkostrawne - ryby, sałaty i wybrane dania mięsne. Zazwyczaj jednak jem coś lekkiego na mieście w towarzystwie znajomych. W kwestii jedzenia jestem dość wybredny.

19:00

Pracę zwykle kończę około godziny dziewiętnastej, choć sporadycznie zdarzają się także miary z klientkami po godzinie dwudziestej pierwszej, dla których to jedyna możliwość spotkania. Średnio cztery razy w tygodniu jem kolację na mieście. Nie unikam też branżowych imprez, choć często omijam ściankę i przechodzę bokiem za plecami fotoreporterów. Starannie selekcjonuję wydarzenia, na których bywam. Ogromną przyjemność sprawiają mi za to kolacje w kameralnym gronie znajomych. Nie jestem lojalny, jeśli chodzi o restauracje. Lubię odkrywać nowe miejsca. Mam tylko jeden nałóg, jest nim Instagram, który prowadzę sam. Nikt inny nie ma do niego dostępu. Facebook, Pinterest - mogę oddać w ręce innych osób w firmie, ale prowadzenie profilu na Instagramie sprawia mi dużą frajdę i cieszę się, że mam bezpośredni kontakt z klientami oraz osobami obserwującymi nasze działania. Nawet nie wiem ile czasu w ciągu dnia, poświęcam na korzystanie z tej aplikacji. Na pewno sporo.

23:00

Do domu wracam raczej późno. Wieczorami staram się wyciszyć, zapalam świece, które uwielbiam. Zapachy to kolejna kategoria pamiątek wyjazdów – moje ulubione to te cytrusowe. To czas, kiedy myślę o kolejnym dniu. Oglądam mało telewizji, ale sporo filmów. Tuż przed snem biorę zapachową kąpiel i włączam muzykę. Najczęściej słucham jazzu, muzyki lat 70., nowoczesnych brzmień. Następnie nadrabiam zaległości filmowe. Wyciszam dźwięki w telefonie i przy odrobinie szczęścia zasypiam szybko.

Foto: Zdjęcia własne Marek Pietroń / VU MAG Łukasz Jemioł

Zdjęcia: Marek Pietroń

Tematy:

Nieprawidłowy email