Top Lista Osobista #60: Marek Pietroń

Czy można fascynować się kimś, kto nie istnieje? Jaki zapach zapamiętałem z dzieciństwa i dlaczego na mojej Top Liście pojawił się składnik pożywienia uważany przez wielu za niezdrowy. Przeczytajcie, a wszystko będzie jasne. Zapraszam.

Foto: Materiały prasowe

Tajemnicza Elena Ferrante

Na początku marca wybieram się do Neapolu. Postanowiłem sięgnąć przed wyjazdem do książek Eleny Ferrante i przeczytać w końcu jej cykl neapolitański.

O Ferrante zaczęło być w Polsce głośno stosunkowo niedawno, choć sławę i status najważniejszej współczesnej pisarki włoskiej zdobyła na świecie dużo wcześniej. W 2016 roku tygodnik „Time” umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych osób świata. To bardzo zaszczytna pozycja, zwłaszcza dla kogoś, kto nie istnieje.

W czasach, w których o popularność zabiegają już nie tylko artyści, twórcy i politycy, lecz również ludzie, którzy niczego w życiu nie dokonali, postawa pisarki kryjącej się pod pseudonimem daje do myślenia. Wciąż nie wiadomo, kim jest Elena Ferrante. Mnożą się spekulacje, wpływowe dzienniki włoskie zlecają śledztwo dziennikarskie, typowane są nazwiska, lecz wydawnictwo i „podejrzani” w żaden sposób nie odnoszą się do tych odkryć.

Ferrante (kimkolwiek jest, bo za pseudonimem może się kryć również mężczyzna) wysyłając do wydawnictwa swoją pierwszą książkę, napisała: „Będę waszą najtańszą autorką. Oszczędzę wam nawet mojej obecności". Pisarka kontaktuje się z wydawnictwem tylko mailowo, odmawia spotkań autorskich i bardzo rzadko udziela korespondencyjnych wywiadów. Twierdzi, że dla swoich książek zrobiła i tak bardzo dużo – napisała je. Jest przekonana, że książki powinny być samowystarczalne i nie potrzebują wprowadzenia czy objaśnień autora, a tym bardziej jego wizerunku.

Jej anonimowość ma być reakcją na powierzchowność współczesnej kultury medialnej, w której bardzo często osoba, która mówi, jest ważniejsza od tego, co mówi.

Manifest artystyczny czy sprytny chwyt marketingowy? Niezależnie od tego, jakie są prawdziwe powody anonimowości Ferrante, jej książki bronią się same.

Foto: Materiały prasowe Elena Ferrante - cykl neapolitański

Cykl neapolitański to opowieść o dwóch kobietach. To znakomicie napisany portret psychologiczny kobiet i ich relacji. Narratorką jest Elena, która dzięki wykształceniu i odrobinie szczęścia wyrywa się z biedy Neapolu. Jej przyjaciółką od szkolnych lat jest Lila, genialna, nieposłuszna i manipulująca ludźmi dziewczyna, która od dziecka zwraca uwagę otoczenia w przeciwieństwie do konformistycznej i grzecznej Eleny. Lila skrywa tajemnicę. Już na samym początku powieści dowiadujemy się, że Lila, obecnie już dojrzała, sześćdziesięcioletnia kobieta, znika i zaciera za sobą wszelkie ślady. W kolejnym rozdziale przenosimy się w czasie do biednej dzielnicy Neapolu lat 50. i opowieść właściwie się zaczyna, a my jesteśmy świadkami rodzącej się powoli relacji ośmioletnich wówczas bohaterek. Lektura wciąga tak bardzo, że często łapie mnie 3 nad ranem, a ja resztkami sił obiecuję sobie w myślach „Jeszcze tylko jeden rozdział”.

Na cykl neapolitański składają się 4 powieści: „Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki”, „Historia zaginionej dziewczynki”.

Zapach skóry

W dzieciństwie z ciekawością zerkałem do torebki mojej mamy. Dla mnie, jako dziecka, było to coś fascynującego i czasami mogłem sobie nawet w tej torebce poszperać. Czego tam nie było!? Znajdowałem tam mnóstwo drobiazgów i zazdrościłem mamie, że ma takie miejsce, w którym może chować swoje skarby. Nie pamiętam już dokładnie tych rzeczy, ale pamiętam do dziś zapach jednej z torebek – piękny zapach skóry zmieszany z pudrowym zapachem kosmetyków. Wciąż kojarzy mi się z czymś eleganckim, ciepłym, bezpiecznym i tajemniczym.

Zimą chętnie wracam do skórzanych zapachów. W domu rozpylam spray do pomieszczeń „Diptyque - John Galliano”, który łączy w sobie zapach przydymionej skóry z subtelnym piżmem i suszonymi ziołami. Z perfum wybieram zapachy, który kojarzą mi się ze skórzaną torebką, np. ostatnia nowość włoskiej marki Bottega Veneta - Bottega Veneta Pour Homme Parfum. To zapach skóry, ocieplony fasolą tonka, wzbogacony ostrą papryczką, żywicą z jodły, kardamonem i igłami cedru. Zapach teoretycznie przeznaczony jest dla mężczyzn, ale śmiało może być noszony również przez kobiety. Znam panie, które używają męskich skórzanych perfum i na dobre im to wychodzi, bo zapachy te na kobiecej skórze stają się niezwykle eleganckie i tajemnicze. W sam raz na wieczorne wyjście zimową porą.

Foto: Materiały prasowe Zapach skóry - Diptyque John Galliano i Bottega Veneta Pour Homme Parfum

Koc prosto z Twin Peaks

W oczekiwaniu na majową premierę „Twin Peaks. 25 Years Later” czytam i oglądam wszystko, co mi wpadnie w oko. Z ciekawości, z sentymentu, z sympatii. Zauważyłem, że na stronie stacji telewizyjnej pojawiły się już oficjalne gadżety promujące nowy sezon. Nie jestem fanem takich gadżetów, ale muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się koc i poduszka z graficznym motywem z Czerwonego Pokoju.

Foto: Materiały prasowe Koc z Czerwonego Pokoju w Twin Peaks

Z czystej ciekawości obserwuję też, w jaki sposób twórcy serialu chcą dotrzeć do młodszej widowni. O ile widzom w wieku 35+ nie trzeba przypominać, co to takiego „Twin Peaks”, o tyle młodsze pokolenie niekoniecznie musi znać ten serial z lat 90. Aby zainteresować młodszych widzów serialem "Twin Peaks" w sprzedaży pojawiły się kolekcjonerskie i kultowe zabawki Vinyl Toys. Oprócz agenta Coopera mamy tu również kobietę z pieńkiem, przerażającego Boba, a nawet... zwłoki Laury Palmer. No cóż, czego się nie robi dla promocji.

Foto: Materiały prasowe Twin Peaks Vinyl Toys

Moja słabość do makaronów, czyli I love gluten

Dieta bezglutenowa to chyba najgłośniejsza dieta ostatnich lat. Na szczęście nie jestem uczulony na gluten, mogę sobie pozwolić na dietę bardzo glutenową i chętnie z tej możliwości korzystam. No bo jak przeżyć zimę bez makaronów? Ja nie umiem, a nawet nie chcę. Uwielbiam makaron i włoską kuchnię.

A ponieważ zima to okres przeziębień i infekcji wirusowych, bardzo często robię sobie proste i szybkie danie, które dzięki dużej ilości czosnku i rozgrzewającej papryczki chili zwiększa moją odporność. To wariacja na temat spaghetti aglio, olio e peperoncino (czyli spaghetti z oliwą, czosnkiem i papryczką chili).

Moja modyfikacja tego pysznego i prostego dania sprawia, że wszystkie składniki zachowują swoje prozdrowotne właściwości, które giną podczas obróbki termicznej, jeśli chcielibyśmy zrobić oryginalną włoską wersję. Poza tym moja wersja bardziej mi smakuje.

Foto: istock Spaghetti aglio, olio, peperoncino

A więc do dzieła. Zdradzam Wam mój przepis:

1. Przygotowuję sos na zimno, zalewając pocięte suche papryczki chili oliwą extra virgin. Biorę zazwyczaj 3-4 małe papryczki, bo lubię na ostro. Dodaję do tego pocięty w plasterki czosnek (nawet 2 ząbki na porcję), dorzucam łyżeczkę kaparów i odstawiam na 10-15 minut. (Nie smażę czosnku i papryczki, bo wtedy giną wszystkie właściwości zdrowotne czosnku i oliwy).

2. Gotuję spaghetti.

3. Po odcedzeniu makaronu mieszam go z przygotowanym sosem, dorzucam sporo posiekanej natki pietruszki (dużo witaminy C, dodatkowo natka niweluje zapach czosnku).

4. Posypuję obficie startym parmezanem (to tak dla smaku, nie dla zdrowia)

5. Czasami dorzucam na wierzch garść rukoli i dodatkowo polewam oliwą.

Jem taki makaron zimą bardzo często. Uwielbiam prostotę tego dania. Makaron jest sycący, a dzięki składnikom sosu również rozgrzewający. Mam nadzieję, że czosnek uodporni mnie na resztę zimy. Smacznego! #Ilovegluten

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Nieprawidłowy email