Zmielone owady, chili, olej rycynowy czyli co wchodzi w skład pomadek

Pomadka to jeden z najstarszych kosmetyków świata. Majowie, Aztekowie, starożytni Egipcjanie produkowali mazidła do ust mieszając zmiażdżone pancerze czerwonych chrabąszczy z olejem. Okazuje się, że skład pomadek niewiele zmienił się od tamtego czasu. W naszych ulubionych kosmetykach nadal możemy znaleźć koszenile czyli czerwony barwnik robiony z owadów i… chili. Co jeszcze?

Foto: istock

Przemysł kosmetyczny to przede wszystkim jedno wielkie laboratorium chemiczne. Naukowcy na całym świecie nieustannie pracują nad nowymi formułami pomadek, cieni do powiek, brązerów. I choć technologia pędzi do przodu każdego dnia, niektóre rzeczy od tysięcy lat pozostają niezmienne. Jak choćby fakt, że najpopularniejszy czerwony barwnik, wykorzystywany w większości czerwonych pomadek pochodzi z… pancerzyków czerwcy kaktusowatych czyli owadów, które żyją głównie w Meksyku. Barwnik ten, choć totalnie naturalny i bardzo trwały, nie jest odpowiedni dla wegetarian czy wegan. No i sami przyznacie, że perspektywa smarowania ust ekstraktem z martwych robaczków nie jest zbyt apetyczna.

Co innego chili. Zwłaszcza dodane do pysznego burrito czy curry. Ale okazuje się, że nie trzeba wybierać się do meksykańskiej knajpy, by zaserwować sobie odrobinę kapsaicyny, czyli związku chemicznego odpowiedzialnego za „ostrość” papryczek chili. Można ją bowiem znaleźć również w kosmetykach. Zwłaszcza błyszczykach i pomadkach, które obiecują efekt powiększonych ust. Obiecują i obietnicę spełniają, bowiem kapsaicyna zawarta w pomadce działa drażniąco na skórę, która w efekcie delikatnie obrzmiewa.

To nie jedyny smakowity składnik naszych pomadek. Ich głównym budulcem jest olej, najczęściej rycynowy, który stanowi 60 proc. składu szminki. Do tego garść wosku pszczelego lub wosku carnuba (ok. 15 proc). Zaledwie 5 proc. składu to barwniki, konserwanty i inne chemiczne substancje. Badania University of California w Berkeley udowodniły, że pomadki 32 znanych marek zawierają niewielkie ilości ołowiu, aluminium czy chromu. Mówi się jednak, że ilości te są minimalne i bezpieczne dla człowieka.  Mimo wszystko, obceność nawet śladowych ilości metali ciężkich w naszych kosmetykach jest niepokojąca. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle o tym wiemy. A tak niestety bywa żadko, bo kto z nas zadaje sobie trud przeczytania listy składników i rozszyfrowania kolejnych skomplikowanych nazw?

Na całe szczęście w Internecie działa kilka organizacji, które rozszyfrowują skład kosmetyków i podpowiadają, które faktycznie są bezpieczne dla naszej skóry, a których lepiej unikać. Jedną z nich jest strona EWG.org, która w swojej bazie ma blisko 70 000 produktów. Jeśli więc masz wątpliwości, czy twój ekologiczny, wegański balsam do ust faktycznie jest ekologiczny i wegański, zajrzyj do bazy EWG. W końcu warto wiedzieć, czy soczysty pocałunek, jaki składasz na ustach ukochanego nie składa się z ołowiu i rozkruszonych pancerzy owadów…

Tematy:

Nieprawidłowy email