Top Lista Osobista #32: Agnieszka Wesołowska

Kocham wakacje! Ludzie są radośni, słońce mobilizuje do aktywności i moje ukochane owoce wreszcie mają słodki smak. Choć jeszcze do kalendarzowego lata zostało trochę czasu, to dzięki pięknej pogodzie, ja już czuję je w kościach. I przyznam się do tego otwarcie – kocham to uczucie!

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

Tak się składa, że tym razem moja Top Lista będzie w większości urodowa – to absolutny przypadek, choć przyznaję, że kosmetyki to mój konik. Uwielbiam je bezgranicznie, a gdy wchodzę do drogerii to czuję się jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Pozwólcie zatem, że tym razem przedstawię wam kilka moich nowych odkryć.

1. Festiwalowa kolekcja MAC Vibe Tribe

Która z nas nie lubi muzycznych festiwali? Zwłaszcza tych z daleka od domu, najlepiej w nadmorskim kurorcie i w towarzystwie grupki przyjaciół. Koncerty od rana do nocy, napoje delikatnie odurzające, ale przede wszystkim chłodzące, frędzle, kowbojki i kwiaty we włosach. Druga młodość – chciałoby się rzec. Czasu nie cofniemy, ale festiwalowy klimat możemy podtrzymywać przez całe wakacje, a nawet cały rok! Marka MAC stworzyła bowiem kolekcję kosmetyków z myślą o fankach muzycznego biwakowania. W jej skład wchodzą pomadki, kredki do ust, pędzle, bronzery (must have każdej urlopowiczki), rozświetlacze, cienie do powiek i lakiery do paznokci. Wszystkie w prześlicznych, kolorowych opakowaniach w etniczne wzory. MAC ma niesamowitą zdolność rozkochiwania mnie w sobie  co sezon. I znowu się udało…

Foto: M.A.C. Vibe Tribe
Foto: Materiały prasowe Vibe Tribe
Foto: M.A.C. Vibe Tribe Lipstick
Foto: M.A.C. VIBE TRIBE

2. Szampon z rzepy

To jest prawdziwy hit sezonu. Jeśli masz słabe i cienkie włosy, których marna objętość zmusza do codziennego mycia, pielęgnacji i stylizacji, to znalazłam kosmetyk idealny dla ciebie. Mnie pomógł. Ten wzmacniający szampon z rzepy marki Joanna kosztuje niecałe 10 złotych, a działa cuda. Odkąd zaczęłam go używać, moje włosy są grubsze, mocniejsze i pozostają świeże przez 3 dni. Mała rzecz, a tak cieszy.

Foto: Joanna Szampon z rzepy

3. Zakręć loka

Zawsze marzyłam o kręconych włosach, ale wiecie jak to jest – matka natura jak na ironię pożałowała nam atrybutów, za które dałybyśmy się pociąć. Tak czy siak, cywilizacja stawia czoła naszym zachciankom i wymyśla coraz to nowe wynalazki. Do tej pory do kręcenia loków używałam standardowej lokówki o nieco szerszym ramieniu lub też nowego, całkiem udanego wynalazku w postaci lokówki stożkowej. Ostatnio w moje ręce wpadł jednak sprzęt nowej generacji – Rowenta So Curl to lokówka, przy której nie musisz mieć za grosz wprawy w stylizacji fryzur, bo zrobi za ciebie dosłownie wszystko. Wydzielasz pasmo włosów, wkładasz do urządzenia, naciskasz guzik i gotowe! Polecam dziewczynom, które lubią precyzyjne loki od czubka głowy aż po same końce włosów.

Foto: Rowenta Rowenta So Curl

4. Nowa fascynacja – pływanie

Kto mnie obserwuje na Instagramie, ten wie, że lubię się poruszać. Może nie jestem wybitną sportsmenką i z tej fascynacji raczej nie będzie już kariery zawodowej, ale odkryłam urok sporego zastrzyku endorfin, jaką gwarantuje ruch. Mój mąż zaraził mnie nową pasją – pływaniem. Przyznam, że w tej dziedzinie sportu jestem wyjątkowo słaba, a moje umiejętności ograniczają się do popularnego stylu „żabką”, ale wysiłek włożony w przepłynięcie kilkunastu długości olimpijskich sprawia ogromną satysfakcję. Zwłaszcza, jeśli masz w pobliżu domu piękne, nowo powstałe Centrum Sportowo – Rehabilitacyjne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, którego budynek zapiera dech w piersiach. W środku jest tylko lepiej. Polecam!

Foto: WUM Centrum Sportowo-Rehabilitacyjne WUM
Foto: WUM Basen Centrum Sportowo-Rehabilitacyjnego WUM

5. Bunny The Star

Polskie marki wyrastają jak grzyby po deszczu i wszystkie szczycą się tym samym: oryginalnymi krojami, najlepszej jakości tkaninami i produkcją wyłącznie w polskich szwalniach. Super, ale jak spośród natłoku metek „made In Poland” wybrać tę, która rzeczywiście zasługuje na naszą uwagę i pieniądze? Przyznam szczerze, że podchodzę nieco sceptycznie do hasła „nowa, polska marka odzieżowa”. Przejadło się, po prostu. Ale ostatnio trafiłam na projekty naprawdę godne uwagi. Mowa o Bunny The Star – polskiej marce dedykowanej kobietom-kokietkom. Nie wyzywającym i ociekającym seksem. Ale tym, które zdają sobie sprawę ze swojej atrakcyjności. W ofercie marki znajdziecie luźne sukienki z uroczymi falbankami, spódniczki, sweterki wykończone zmysłową koronką, ale także obszerne bluzy. A wszystko z dobrych tkanin i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Ceny być może nie na przeciętną, polską kieszeń, ale czasami warto zaoszczędzić na porządną rzecz.

Foto: Bunny The Star bunny the star
Foto: Bunny The Star BunnyTheStar

Tematy:

Nieprawidłowy email