Franck Provost – fryzjer gwiazd

Franck Provost, właściciel imperium fryzjerskiego, współpracuje z gwiazdami i projektantami mody. Do Warszawy przyjechał lansować nową linię produktów do włosów J’aime My.

Foto: Materiały prasowe

Jaki jest największy błąd, który robią kobiety ze swoimi włosami?

Nie dbają o nie – to się zdarza. Albo używają byle czego; nie zwracają uwagi na to, czego używają. Dlatego chciałem dać klientkom prostą gamę produktów do włosów, bo jak klientka staje przed półką, to jest cała ściana po prostu wszystkiego. I ona biedna nie wie, co ma wybrać. Więc chodziło mi o to, o proste słowa: żeby szampon nazywał się „szampon”, żeby ludzie, czytając, od razu wiedzieli, co widzą przed sobą. Bo kobiety zazwyczaj wiedzą, że mają włosy suche, przetłuszczające się, wiedzą, czy farbują, czy nie – to wiedzą.  Więc chodzi o to, żeby w tym ogromie produktów były w stanie natychmiast znaleźć: „tak, bo to jest dla mnie, to jest dla moich włosów”. To jest ważne, bo inaczej – widziałem takie sytuacje, sam tak mam – staję przed półką i nie jestem w stanie zrozumieć, bo tu jest „kąpiel do włosów”. Czy kąpiel to to samo co „szampon”? Czy mam umyć włosy szamponem, a potem zrobić im kąpiel? Czy odwrotnie?

Dobrze, mówimy o prostocie, a w tej gamie jest produkt „10 w jednym”.

Zamiast dziesięciu produktów jest jeden. Chodzi o to, że zamiast postawienia sobie dziesięciu produktów na półce, stawiamy sobie jeden.

Czyli to ułatwi moje życie?

Dokładnie – to jest uniwersalny produkt.

Czy w pracy z gwiazdami któraś z nich pana zaskoczyła, jeśli chodzi o włosy?

Tak, tak.  Jeśli chodzi o włosy, nie mogę powiedzieć, żebym był jakoś strasznie zaskoczony, bo ja patrząc na kogoś, widzę, jakie ma włosy. Potem, jeśli chodzi o gust, to już jest co innego.  Mówi się często o gwiazdach, ale gwiazda to też klientka, też człowiek. Często jest tak, że tak naprawdę to my robimy w swojej głowie z gwiazdy Bóg wie kogo. Oczywiście nie można sobie pozwolić na to, żeby zrobić cokolwiek z ich włosami, bo one mają jakiś wizerunek i muszą chronić ten wizerunek. Natomiast jeżeli uda się nawiązać taką relację na bazie zaufania – zresztą wszystko w naszym zawodzie sprowadza się do zaufania. Tak jak lekarz: jak mamy zaufanie do lekarza,  czyli jak pacjent ma zaufanie do lekarza jak klientka do fryzjera, łatwiej jest, żeby namówić ją na zmianę. Ważne jest, żeby klientka się czuła wysłuchana. Często z gwiazdami jest tak, że taki czy inny fryzjer się chwali: „a ja zmieniłem taka gwiazdę!”. Ja bym chciał to zrelatywizować trochę, bo często jak się przekształca, zmienia gwiazdę, to dlatego, że na przykład trzeba ją przygotować do jakiejś roli. Może się zdarzyć, że jej akurat się podoba ten wizerunek, że fryzjer coś wnosi, i ona zmienia się na stałe. Ale to jest dość rzadkie. Natomiast jeżeli uda się nawiązać bliską relację z gwiazdą, to ona będzie wracała nie tylko po to, żeby się uczesać, ale żeby pogadać. Bo gwiazdy to po prostu ludzie, którzy potrzebują zaufać komuś, bo są często podziwiane, wzbudzają  zachwyt i ludzie są w takim oddaleniu od nich. A kiedy pojawia się ten element zaufania,  to można im podszepnąć, że dobrze by było tu przyciąć, tu wydłużyć albo coś tam. Ale niezależnie od tego to są ludzie jak wszyscy inni.  Dlatego ja zawsze zalecam swoim pracownikom, swoim fryzjerom,  żeby zwykłych ludzi traktowali jak gwiazdy, bo nie ma żadnej różnicy tak naprawdę.

Foto: Materiały prasowe Redaktor naczelna VUMAG, Grażyna Olbrych z Franckiem Provostem

No właśnie, bo często jest tak, że od fryzjera wychodzimy albo szczęśliwe, albo z płaczem.

Powiedzmy, jest jeszcze trzecia opcja: „no dobra, ale szału nie ma”. Ale taka jest prawda. Chodzi o to, żeby klientka mogła się wypowiedzieć, abyśmy ją zrozumieli. Bo dzisiaj jest wielu dobrych fryzjerów, trzeba to przyznać. Są dobre produkty, dobrzy fryzjerzy. Myślę, że klientka, gdy idzie dziś do fryzjera, to oczekuje również takiej chwili dla siebie. Bo w domu nie ma czasu, bo ma dzieci, męża, coś tam – i ma po kokardę. Idąc do fryzjera, musi mieć poczucie, że to jest tak jak wyjście do teatru, że to jest chwila dla niej. I jesteśmy tu po to, żeby jej wysłuchać. Oczywiście w rezultacie ma wyjść z dobrą fryzurą. Nie zawsze się zdarza, to muszę pani przyznać. Ale tak powinno być – to jest bardzo ważne.

A czy paryżanki mają jakiś sekret dotyczący swoich włosów?

Nie sądzę, bo dzisiaj nie ma tajemnic. Nasza rozmowa za moment może być online. Różnica między dwiema klientkami z dwóch różnych kontynentów tak naprawdę to różnica w rodzaju włosów. Azjatka będzie miała inny typ i ten włos nie będzie się tak samo zachowywał, jak Amerykanki czy Europejki. Ale wszystkie chcemy tego samego.

Nie użył pan silikonów w swoich produktach?

Nie, bo myślę, że to już koniec – to są składniki, które się skończyły.

Czyli idziemy w stronę bardziej naturalną?

Niekoniecznie „bio”, ale naturalną, tak. Dlatego mamy dużo roślin, różnych składników, np. jagód goji. Ale z drugiej strony też muszą być produkty, które są miłe, przyjemne w użyciu. Bo jak na przykład zrobimy genialny, nadzwyczajnie świetny szampon, który się nie pieni, to też nie jest fajne. Trzeba znaleźć równowagę między przyjemnym a pożytecznym.

Który produkt z nowej linii jest pana ulubionym?

To zależy – ja lubię serum do włosów bardzo zniszczonych i „Dziesięć w jednym”. To jest taka gama produktów bardzo skrócona – każdy produkt ma konkretne zadanie.

Tematy:

Nieprawidłowy email