"Wolne ptaki" PRL-u, czyli stewardesy zza żelaznej kurtyny

Zazdroszczono im urody, prestiżowej pracy, zarobków, możliwości zwiedzania innych krajów. Ale czy praca na pokładzie samolotu naprawdę była taką sielanką jak powszechnie sądzono?

Foto: Materiały prasowe

„Oczywiście stewardesy były w PRL-u uprzywilejowane – mogły wyjeżdżać za granicę, zwiedzać kraje zachodnie, kupować kolorowe, niedostępne w Polsce Ludowej produkty, otrzymywały dietę w dolarach. O tym się powszechnie mówiło. Milczano natomiast na temat ciemnych stron zawodu”, mówi Anna Sulińska. W swojej książce „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u” zdradza kulisy pracy stewardes w PRL-u.

Damian Gajda: Skąd w Pani życiu wzięło się latanie?

Anna Sulińska: Samolot jest moim ulubionym środkiem transportu. Mogłabym latać codziennie, ale książka „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u” nie powstała z miłości do latania.

To świeża fascynacja?

Fascynacja stewardesami? To nie fascynacja, to ciekawość tego, co kryje się pod idealnym uśmiechem członków załogi pokładowej.

Zanim zacząłem czytać Pani książkę, byłem przekonany, że stewardesy, zwłaszcza w PRL-u, należały do uprzywilejowanej grupy społecznej. Tymczasem okazuje się, że to tylko mit...

Częściowo. Oczywiście stewardesy były w PRL-u uprzywilejowane – mogły wyjeżdżać za granicę, zwiedzać kraje zachodnie, kupować kolorowe, niedostępne w Polsce Ludowej produkty, otrzymywały dietę w dolarach. O tym się powszechnie mówiło. Milczano natomiast na temat ciemnych stron zawodu.

Na przykład jakich?

Problemach z pasażerami, ciężkiej pracy na pokładzie – kiedyś zakres obowiązków stewardes był inny niż obecnie – porwaniach, awariach radzieckich samolotów. Ten zawód wymagał – i pewnie nadal wymaga – niesamowitej odporności psychicznej.

Foto: Materiały prasowe Wniebowziete. O stewardesach w PRL-u

Dlaczego mimo trudów pracy zawód ten w PRL-u cieszył się dużym powodzeniem?

Bo był postrzegany jako prestiżowy. Dopóki dziewczyna nie zaczęła pracować na pokładzie, mogła sobie jedynie wyobrażać, jak wygląda praca stewardesy, a wyobrażenia kształtowała prasa. Przeglądając gazety z czasów PRL-u, można odnieść wrażenie, że do zadań stewardesy należały ładny wygląd, uśmiech i dalekie podróże. Jednym słowem – raj na ziemi!

A pieniądze? Czy zarobki stewardes to mity?

Większość osób była przekonana, że stewardesy zarabiają bardzo dużo, a tymczasem ich pensja była na poziomie średniej krajowej. Jeśli dziewczyny latały za granicę, otrzymywały dietę w dolarach. Biorąc pod uwagę, że dolar kosztował około 100 złotych, diety stanowiły spory zastrzyk gotówki.

W jaki sposób stewardesy dorabiały do pensji?

Za granicą kupowały towary, które potem z zyskiem sprzedawały w Polsce. Z Kairu przywoziły buty, a czasami także złoto, z Londynu – kosmetyki i kawę, z Nowego Jorku – tiul, z Aten – metaxę. W PRL-u stewardesy mogły pracować na pokładzie tylko do ukończenia 36. roku życia, potem schodziły na ziemię. Dopóki latały, starały się więc zapewnić sobie i rodzinie jak najlepszą przyszłość.

Foto: Materiały prasowe Archiwum rodziny Grudowskich

Czytając Pani książkę, widać, że współpracownicy czy Służba Bezpieczeństwa odnosiła się do nich w seksistowski sposób. "Panienki, idziemy na kontrole", mówili piloci. Skąd to podejście?

W PRL-u nikt nie używał sformułowania „seksistowski”. To, że o stewardesach prasa pisała pobłażliwie „panienki”, uznawano za normę. Zawód ten był sprowadzany przez media do roli ekskluzywnej kelnerki albo modelki w samolocie. Pisano o kursach makijażu dla przyszłych stewardes, milczano o obciążeniach psychicznych, które wiążą się z pracą na pokładzie. Mam wrażenie, że do dziś niewiele się zmieniło w tej kwestii.

Jak w PRL można było zostać stewardesą?

Należało spełnić określone warunki oraz pomyślnie zdać egzaminy wstępne.

Jakie dziewczyny dostawały tę pracę? Jakie warunki musiały spełnić?

Przede wszystkim musiały mieć przynajmniej zdaną maturę i znać co najmniej dwa języki obce. Kandydatka na stewardesę powinna być także ładna, szczupła i elokwentna. Pytania na egzaminach wstępnych, oprócz wiedzy ogólnej, dotyczyły zainteresowań. Jeśli dziewczyna mówiła, że lubi czytać książki lub słuchać muzyki, mogła zostać odesłana z kwitkiem –  to czynności, które wykonuje się samodzielnie, a do tego zawodu szukano opanowanych ekstrawertyczek.

Foto: Materiały prasowe Archiwum_1975

A co z odwagą? Przecież zdarzały się liczne katastrofy.

O trudnościach czekających na stewardesy w czasie lotu nie mówiło się na egzaminach wstępnych. Tematy te jedynie pobieżnie poruszano w czasie szkoleń. Po zakończeniu rekrutacji dziewczyny czekało ponad 300 godzin wykładów oraz zajęcia praktyczne, np. w restauracji czy na basenie. W trudnych sytuacjach to nie odwaga była najważniejsza, a spokój i opanowanie.  Pasażerowie nie mogli zobaczyć, że stewardesa się boi.

Ciekawym wątkiem są stroje stewardes. Kto je projektował?

Mundury dla pierwszych sześciu dziewcząt, które zapoczątkowały ten zawód w Polsce, w 1945 roku zaprojektował krawiec Gołaszewski. Jego zakład przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie ocalał w czasie wojny.  Gołaszewski przygotował granatowe mundury ze złotymi szamerunkami. Podobne nosili brytyjscy marynarze, zdarzało się więc, że w Londynie salutowano polskim stewardesom na ulicach. Potem uniformy stewardes wymyślali na przykład projektanci zatrudniani przez Modę Polską.

Foto: Materiały prasowe Kair 1974 rok

Jaki pomysł na mundurki stewardes miała Grażyna Hase?

Grażyna Hase wspominała, że projektując, myślała o tym, z czym kojarzy jej się Polska – a kojarzyła się z tradycjami konnymi. Zaprojektowała więc dżokejki. Do tego żakiet wcięty w talii, dwa rodzaje spódnic i zimowe buty z cholewą, stylizowane na obuwie do jazdy konnej. Wszystko wykonane oczywiście z materiałów najwyższej jakości.

Pisząc tę książkę, natrafiła Pani na wiele trudności. Pracownicy LOT-u, słynący zresztą ze swojej skrytości, nie chcieli opowiadać o pracy. Z czego to wynikało?

To małe i hermetyczne środowisko. Część stewardes miała poczucie, że rozmawiając ze mną, wyjawi coś, o czym nikt poza ich grupą nie miał pojęcia. Myślę, że bały się, że zostaną źle odebrane przez koleżanki. Inne dawały do zrozumienia, że nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Moim zdaniem to było dyplomatyczne uchylenie się od rozmowy. Jeszcze inne wspominały, że ta praca miała niezwykle dużo cieni, o których – przez tych kilkadziesiąt lat od zejścia z pokładu –  już zapomniały i do których nie chcą wracać.

Foto: Materiały prasowe 1969

Co Panią najbardziej zaskoczyło podczas pracy nad tą książką?

Właśnie to wspomniane milczenie. Byłam przekonana, że panie z przyjemnością opowiedzą mi o swojej pracy, że chętnie wrócą do wspomnień z młodości. Myliłam się. Zdziwił mnie także fakt, że Służba Bezpieczeństwa aż tak interesowała się pracą stewardes. Nie spodziewałam się również, że na początku lat 60. ta grupa zawodowa składała się jedynie z około dwudziestu dziewcząt.

Jak stewardesy, z którymi się Pani spotkała, wspominają swoją pracę?

Generalnie bardzo dobrze. Powtarzały, że największym plusem tego zawód była możliwość zobaczenia innego świata. Opowiadały także o ciemnych stronach swojej pracy, ale do tych wspomnień wracały niechętnie. Wolały pamiętać przyjemne albo zabawne sytuacje.

Co wiadomo o pierwszej polskiej stewardesie?

Jeśli przyjmiemy, że pierwszą polską stewardesą była Zofia Gińska – ona stworzyła podstawy tego zawodu w Polsce –  to wiemy dość dużo. Udało mi się dotrzeć do 90-letniej dziś przyjaciółki pani Zofii, która opowiadała o tym, jak razem walczyły w powstaniu warszawskim i jak Zofia wracała po wojnie do opuszczonej Warszawy. Z garstką osób odbudowywała Polskie Linie Lotnicze LOT. Pani Wanda pokazała mi także napisany przez Zofię Glińską jej życiorys i zdjęcia z młodości. Podzieliła się wieloma historiami, które znalazły się w książce. Natomiast, gdy zabierałam się za pracę nad książką na podstawie dostępnych źródeł, trudno był nawet ustalić, kto był pierwszą polską stewardesą.

Czym dzisiaj zajmują się te kobiety? Chorują? Są w dobrej formie?

Są w genialnej formie. Większość pań, z którymi rozmawiałam, wygląda zdecydowanie młodziej niż świadczy o tym ich metryka. Żyją bardzo aktywnie – pracują, prowadzą fundację, wychowują wnuki. Niektóre mają problemy z kręgosłupem – to ślad ciężkiej pracy na pokładzie. I to dosłownie, bo w czasie lotu stewardesy musiały ustawiać –  inaczej do startu, inaczej do lądowania –  ciężkie, metalowe skrzynie z Baltoną, czyli produktami sprzedawanymi na pokładzie.

Tematy:

Nieprawidłowy email