Tyrmand: pisarz, który lubił się wyróżniać

Tyrmand pewnie polubiłby te miejsca, w których widać, że Warszawa jest wyjątkowa, ma swoją tożsamość i charakter, jest europejska ale nie kopiuje, nie udaje innych stolic. Wyobrażam go sobie na Lipowej, na Francuskiej, na Mokotowskiej i w Vitkacu, czyli wszędzie tam, gdzie Warszawa żyje intensywnie i wygląda atrakcyjnie.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Uwielbiał być w centrum zainteresowania. Zwracał uwagę swoim strojem – kolorowymi skarpetami, dopasowanymi marynarkami i idealnie skrojonymi spodniami, które odsłaniały buty na zelówce, ale też zachowaniem. Podobno spacerował w środku dnia po Placu Trzech Krzyży i śpiewał arie operowe. Jego żywiołem było miasto i ludzie. To o nich pisał w swoich książkach. I choć często zadzierał nosa, miał mnóstwo przyjaciół.

Od lat twórczość Leopolda Tyrmanda inspiruje młodych twórców – muzyków, reżyserów teatralnych, pisarzy. W warszawskim Muzeum Literatury można teraz oglądać wystawę Projekt Tyrmand, nad którą pracowali Piotr Zachara i projektantki marki RISK – Antonina Samecka i Klara Kowtun. Specjalnie na tę okazję powstała nowa kolekcja RISK inspirowana stylem Tyrmanda.

Damian Gajda: Czy gdyby Tyrmand żył w dzisiejszych czasach, mógłby uchodzić za rasowego hipstera?

Piotr Zachara: Wątpię. Tyrmand ubierał się elegancko, europejsko, modnie ale robił to, żeby wyróżniać się z tandetnego tłumu, nie żeby należeć do jakiejś grupy. Miał zbyt silne poczucie własnej wyjątkowości, by identyfikować się estetycznie z kimkolwiek.

Sylwia Chutnik, pisarka, powiedziała, że Tyrmand to wielbiciel wszystkiego co miejskie, który w swoich książkach zwraca uwagę na zazwyczaj pomijane detale stolicy. Co dziś spodobałoby się Tyrmandowi w Warszawie? I gdzie najczęściej by bywał?

Piotr Zachara: Pewnie polubiłby te miejsca, w których widać, że Warszawa jest wyjątkowa, ma swoją tożsamość i charakter, jest europejska ale nie kopiuje, nie udaje innych stolic. Wyobrażam go sobie na Lipowej, na Francuskiej, na Mokotowskiej i w Vitkacu, czyli wszędzie tam, gdzie Warszawa żyje intensywnie i wygląda atrakcyjnie.

Zdjęcie ubrań z nowej kolekcji marki Risk inspirowanej Tyrmandem

On sam poruszał się po Warszawie wartburgiem albo srebrnym oplem – samochodami, które w tamtych czasach uchodziły za szczyt luksusu. Dziś pewnie wybrałby modny rower.

Piotr Zachara: Rower to rozsądna propozycja dla kogoś, kto tak jak Tyrmand dbał o zdrowie i formę, przy założeniu, że w garażu czeka w pogotowiu alfa romeo. Bo to jeden z nielicznych współczesnych samochodów, o którym można powiedzieć, że jest ładny, a Tyrmand był estetą totalnym, byle brzydactwem by nie jeździł.

Tyrmand zawsze zaskakiwał oryginalnym strojem. W prasie pisano prześmiewczo, że kazał krawcowi "szyć ubrania na wzór karykatur bikiniarzy"…

Piotr Zachara: Przykro mi, ale prasa jest mało wiarygodna. Bikiniarze sami w sobie byli karykaturą, więc jak miałaby wyglądać karykatura karykatury? Oryginalność Tyrmanda polegała na tym, że był dobrze ubrany, podczas gdy przerażająca większość Polaków nie była.

Zdjęcie ubrań z nowej kolekcji marki Risk inspirowanej Tyrmandem

Nic dziwnego, że ludzie oglądali się za nim na ulicy. Buty na zelówce, kolorowe skarpety, dopasowane marynarki i spodnie, które wiele osób uznawało wówczas za za krótkie. Kim Tyrmand się inspirował?

Piotr Zachara: Spodnie nie były za krótkie, tylko takie, w jakich od dawna chodzą Włosi, a od kilku sezonów także cały cywilizowany świat – odsłaniały buty, pół kostki albo całą. W "Dzienniku 1954" Tyrmand wspomina często o dobrze ubranych znajomych oraz nieznajomych mieszkańcach Londynu i innych europejskich stolic. Jak każdy inteligentny człowiek oglądał filmy i czytał przeszmuglowane z Zachodu czasopisma, z tego co tam zobaczył, wyciągał właściwe wnioski.

Czy to był wypracowany starannie styl? A może zwykła nonszalancja w dobrym guście?

Piotr Zachara: Proszę popatrzeć na jego zdjęcia – Tyrmand wygląda doskonale, ale nie widać po nim, żeby się nad swoim wyglądem napracował, namęczył. To jest właśnie szczyt elegancji.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Oglądaliście zdjęcia jego strojów pracując nad kolekcją?

Antonina Samecka: Jasne, ale trafiłyśmy nie tylko do tyrmadowskich archiwów. Prześwietliłyśmy polską modę lat 50. i to jak na jej tle prezentował się Tyrmand oraz kobiety, które robiły na nim wrażenie. Bardzo pomocna była rubryka Barbary Hoff w "Przekroju", oraz "Kobieta i Życie" z lat 50-54. Niby moda w obu ta sama, a jednak widać, że pisma miały zdecydowanie różnych odbiorców.

Jakie ubrania inspirowane Tyrmandem znajdą się w waszej kolekcji?

Klara Kowtun: Na pewno chcemy pomóc wrócić do łask dwurzędowej marynarce i klasycznym prochowcom. Do tego szerokie klapy, kamizelki, muszki i garniturowe spodnie z dresu w elegancki kant. A w damskim wydaniu obfitość halek, dekoltów, kobiecości i oczywiście subtelne rękawiczki.

Gdzie Tyrmand najczęściej kupował ubrania?

Piotr Zachara: W "Dzienniku 1954" Tyrmand sporo pisze o tzw. ciuchach, czyli bazarach z ubraniami z paczek od krewnych z Zachodu. Skoro napisał, to pewnie też przetestował. Bardzo dbał o dobre rzeczy zdobyte "cudem" i stare, które przetrwały z nim wojnę. Granatowy szalik, który dostał od przyjaciela w Wilnie, miał dla niego olbrzymią wartość sentymentalną, traktował go jak talizman, sam ciągle cerował i reperował.

Podobno, kiedy ożenił się z Barbarą Hoff, mówiono o związku snoba i arystokratki. Tyrmand zadzierał nosa?

Piotr Zachara: "Każdy z nas nosi w sobie potrzebę aprobaty i negacji otaczającej go rzeczywistości w indywidualnych proporcjach" – to moje ulubione zdanie z "Dziennika 1954". Niewiele było osób, z których opiniami Tyrmand się liczył, ale to nie znaczy, że nie miał do siebie dystansu. Przeciwnie, ciągle podważał sens swojego zachowania, wartość wyborów, jakich dokonał i których się trzymał. Poglądy zresztą zmieniał, Tyrmand sprzed emigracji i ten po to co najmniej dwie różne osoby, z innymi doświadczeniami, ten drugi bogatszy o kilka nowych rozczarowań.

Tyrmand inspiruje wielu polskich artystów – grupa Obibox nagrała płytę "Romans brukowy" wyraźnie inspirowaną fabułą "Złego", Varga w projekcie Marka Kochana Warszawa mówi napisał opowiadanie "Zły powraca". Także w teatrze chętnie wystawia się sztuki na podstawie ciągle wznawianych dzieł pisarza. Z czego wynika zainteresowanie tym twórcą?

Piotr Zachara: Po pierwsze Tyrmand umiał pisać, a to talent rzadki, ginący. Jego teksty starzeją się dobrze, zwłaszcza "Dziennik 1954" czyta się dziś z prawdziwą przyjemnością. Po drugie był ciekawym człowiekiem, którego chce się poznać lepiej. Żyjemy w czasach taniej, łatwej do zdobycia popularności, za którą nie stoi nic: ani osobowość ani osiągnięcia ani umiejętności. Fajnie jest przypomnieć sobie ludzi, którzy zapracowali na sławę. To bardzo, mam nadzieję, inspiruje.

Jaka jest wasza ulubiona książka Tyrmanda?

Antonina Samecka: Zdecydowanie "Dziennik 1954". Źródło inspirującej treści i pobudzających cytatów jak. "Do udanego małżeństwa potrzebne są dwie rzeczy: chęć pójścia do łóżka co wieczór i chęć wspólnego dzielenia trosk przez cały dzień".

Zdjęcie ubrań z nowej kolekcji marki Risk inspirowanej Tyrmandem

Przeczytaliście na nowo jego książki, zanim zaczęliście pracować nad tym projektem?

Klara Kowtun: Czytałyśmy jego i o nim, oglądałyśmy wszelkie materiały i oczywiście przepytałyśmy dziesiątki osób, które mogły go pamiętać. A do tego styranizowałyśmy właściwie wszystkich w RISKU – chyba nie ma drugiej firmy odzieżowej w której Tyrmand byłby lekturą obowiązkową i to w wersji rozszerzonej.

Czy ten projekt ma szanse przybliżyć postać i twórczość Tyrmanda młodym ludziom?

Piotr Zachara: Oby, szkoła przecież tego nie zrobi, telewizja i internet tym bardziej. Na liście lektur są wszystkie zramolałe, wymęczone "wielkie dzieła", które potrafią raz na zawsze zniechęcić do czytania. A wystarczyłoby wprowadzić jedną, dwie dobre powieści, których jedyną wadą była zbyt duża popularność.

Projekt Tyrmand

Muzeum Literatury w Warszawie

ul. Rynek Starego Miasta 20

Twórcy projektu: Risk.Made in Warsaw (Klara Kowtun, Antonina Samecka), Piotr Zachara (gość specjalny)

Rozmawiał: Damian Gajda

Tematy:

Nieprawidłowy email