Świadome życie Arianny Huffington

Arianna Huffington, redaktor naczelna ”The Huffington Post”, najbardziej wpływowego serwisu internetowego na świecie, gdzie swoje opinie publikuje m.in. Barack Obama, mówi o naszym uzależnieniu od nawału obowiązków, zaletach świadomego życia i walce z nałogiem kokainowym córki.

Arianna Huffington / Getty Images

Kobieta Siła

Pod koniec maja brytyjski kanclerz skarbu otworzył drzwi budynku przy Downing Street i zaprosił wpływową amerykańską publicystkę, Ariannę Huffington, by w jego salonie promowała swoją najnowszą książkę, ”Thrive”.

Jakżeby mógł inaczej. Huffington ma numer prezydenta Obamy na liście szybkiego wybierania i zna wszystkich, od Oprah Winfrey po Dalajlamę; to dziewczyna, która dorastała w ciasnym mieszkanku w Atenach, a teraz mieszka w ogromnej posiadłości w Los Angeles; w międzyczasie studiowała ekonomię na Uniwersytecie Cambridge, gdzie jako pierwsza studentka z zagranicy była przewodniczącą związku studentów.

Huffington, naturalizowana Amerykanka z uroczym greckim akcentem, jest też autorką kilku bestsellerów o rozległej tematyce: od feminizmu po biografie artystów, takich jak Maria Callas i Picasso. Jej książki mają wiele mówiące tytuły, np.: ”Right is Wrong: How the Lunatic Fringe Hijacked America, Shredded the Constitution, and Made Us All Less Safe” (Prawica nie ma racji: jak oszołomy przywłaszczyły sobie Amerykę, zniszczyły konstytucję i odebrały nam bezpieczeństwo), czy jeszcze lepszy ”Third World America: How Our Politicians Are Abandoning the Middle Class and Betraying the American Dream” (Ameryka trzeciego świata. Jak nasi politycy odwracają się od klasy średniej i zdradzają amerykańskie marzenie). Na tytule jej ostatniej książki można połamać język: ”Thrive: The Third Metric to Redefining Success and Creating a Happier Life”. (Rozkwitaj: Trzeci filar nowego rozumienia sukcesu i szczęśliwszego życia).

Arianna Huffington / Getty Images

Innymi słowy, Huffington to babka, która za grosze zakłada internetowy serwis informacyjno-publicystyczny, ”The Huffington Post”, by sześć lat później sprzedać go medialnemu gigantowi za 315 mln dolarów, zachowując przy tym pełną władzę należną redaktor naczelnej. Jest publicystką, komentatorką polityczną i mistrzynią świata w budowaniu kontaktów. Nic dziwnego, że każda premiera jej książki to wydarzenie. W Londynie podczas promocji jej 14 książki George Osborne wygłosił pełną egzaltacji mowę, Natalie Massenet z Net-A-Porter wyglądała oszałamiająco, a Marie Christine, księżna Michael z Kentu, włożyła wspaniałe diamentowe kolczyki, które pożyczyła Ariannie na ślub 28 lat temu. Było to prawdziwe wydarzenie kulturalno- towarzyskie, podawano wytworne tartinki, prosecco lało się strumieniami, a tłum fotoreporterów rejestrował każdy krok eleganckich gości.

Problemy

Gdy tak krążyła po salonie, a za nią wianuszek akolitów uzbrojonych smartfony gotowe fotografować na każde jej skinienie, Huffington wyglądała jak ucieleśnienie superkobiety z idealnie zaczesanymi włosami, perfekcyjnymi zębami i świeżym makijażem, nierozmazującym się mimo piekielnego upału. Jednak wbrew pozorom, jej życie w ostatnich latach wcale nie było łatwe. Najpierw w 2007 roku zemdlała w domu z przepracowania, upadając uderzyła głową o róg biurka i złamała sobie kość policzkową. Gdy odzyskała przytomność zorientowała się, że leży w kałuży własnej krwi. Nie minęło wiele czasu, a odebrała telefon od córki, która trafiła na oddział pomocy doraźnej szpitala w pobliżu Yale, gdzie w tamtym czasie studiowała. 22-letnią Christinę hospitalizowano z powodu problemów z oddychaniem po przedawkowaniu kokainy.

- To był zdecydowanie najbardziej przerażający moment w moim życiu – mówi 63-letnia Huffington, gdy po premierze książki spotykamy się w jej apartamencie hotelowym w centrum Londynu. – Byłam wtedy w moim mieszkaniu w Nowym Jorku, wsiadłam do samochodu i po drodze dzwoniłam do każdego, kto mógł podejść do niej do szpitala, zanim dojadę na miejsce. Co ciekawe, jak tylko ją zobaczyłam i dowiedziałam się, że już nie ma zagrożenia życia, poczułam ogromną wdzięczność – wspomina. - Nawet w środku tego kryzysu byłam wdzięczna, że w ogóle żyje, że chce wydobrzeć. Byłam wdzięczna, że do mnie zadzwoniła i że ma kochającą rodzinę, na której może polegać. Bo gdy człowiek nie jest gotowy, by wydobrzeć, raczej nie dzwoni do rodziców.

Ojcem Christiny jest Michael Huffington, miliarder naftowy i były kongresmen z Partii Republikańskiej, z którym Arianna rozwiodła się po tym, jak ujawnił, że jest biseksualny. Arianna twierdzi, że nie wierzy w małżeństwo, "tylko w naprawdę dobre rozwody". Ze względu na dzieci do dziś całą rodziną wyjeżdżają na wakacje.

Czy któreś z nich podejrzewało, że ich pierworodna córka ma problemy z narkotykami? – Hmm, rzeczywiście miała wcześniej kontakt z narkotykami, to było w szkole średniej – przyznaje rzeczowo Huffington. – Sądziłam, że ma to za sobą. Miała też zaburzenia odżywiania. Widziałam, że jest coraz chudsza, ale uznałam, że to nawrót problemów z jedzeniem, a nie narkotyki.

Huff senior wziął młodą Huff do domu w Los Angeles i tam zorganizował jej leczenie. To był dla Arianny bardzo trudny okres. – Zwykle jestem bardzo otwarta z przyjaciółmi i bliskimi znajomymi, bo przecież należymy do tego samego plemienia i powinniśmy się wspierać. Ciągle powtarzam naszym redaktorom [w ”The Huffington Post”], że jeśli w ich życiu pojawią się jakieś problemy, jeśli dziecko jest chore, albo mają kłopoty w małżeństwie, mogą o tym z nami rozmawiać. Mówię im, żeby się z tym sami nie szarpali. Ale ponieważ to była sprawa Christiny, a nie moja, czułam, że nie powinnam o tym rozmawiać.

- Powiedziałam mojej siostrze i rodzinie, a także chrzestnej Christiny [legendarna prezenterka telewizyjna Barbara Walters] i to wszystko. Było mi bardzo ciężko, bo przez cały czas pracowałam ze świadomością, że córka właśnie odtruwa się w domu. Była leczona ambulatoryjnie, miała terapeutę, codziennie chodziła na mitingi AA. Odwyk był intensywny, ale uwielbiam AA!

Dziś 25-letnia Christina jest czysta i ”ma miłą dziewczynę”, mówi Huffington, potwierdzając tym samym, że jej starsza córka jest lesbijką. 22-letnia Isabella jest artystką i podobnie jak siostra absolwentką Yale. Obie cierpią na zaburzenia odżywiania. Sama Huffington nie miała tego problemu, choć jak przyznaje, ”córki stwierdziły kiedyś, że chyba jednak trochę za bardzo przejmowała się tym, co je”. – Kiedyś podczas wspólnego lunchu sięgnęłam do koszyka z pieczywem, a wtedy moje córki jednocześnie zapytały: ”Mamo, dobrze się czujesz?”.

- Chwile spędzane z córkami nadają sens wszystkiemu, co robię – mówi. To one zainspirowały ją do napisania ”Thrive”, zaskakująco uduchowionego poradnika na temat trudnej sztuki równoważenia życia i pracy. Huffington wygłasza pochwałę świadomego życia, zachęca do wysypiania się i przestrzega, by nigdy, przenigdy nie zabierać telefonu do sypialni. – Śpisz ze smartfonem przy głowie? – pyta niespodziewanie, chwytając mnie za rękę. – Od dziś koniec z tym.

Gdy Huffington idzie ze znajomymi na kolację, wszyscy muszą położyć telefony na środku stołu – ten, kto pierwszy sięgnie po komórkę płaci cały rachunek. Sypie terminami takimi jak "bezdech e-mailowy" (dowiaduję się, że to szkodliwy nawyk płytkiego oddychania przed monitorem komputera), czy ”uszczuplenie zasobów” i oskarża ”wrednych współlokatorów” w naszych głowach, którzy wypełniają nasze mózgi negatywnymi myślami. – Nie ma czegoś takiego jak wielozadaniowość – stwierdza z przekonaniem. – Jest tylko przechodzenie do kolejnych zadań.

- Każdy potrzebuje chwili, żeby się wyłączyć i podładować baterie. Nawet Bóg siódmego dnia odpoczywał – żartuje. Lecz tylko Huffington potrafi się wyłączyć, podładować baterie, a potem napisać o tym książkę. Przyznaję, że jej najnowsza książka mnie zaskoczyła, bo zawsze wyobrażałam ją sobie jako władczą kobietę, która stuka 15-centymetrowymi obcasami ze smartfonem przyklejonym do ucha.

- Cóż, przyznaję, że rzeczywiście kiedyś robiłam to wszystko, ale zapewniam bez cienia wątpliwości, że odkąd przestałam jestem zdecydowanie bardziej wydajna i skuteczna. Uważam, że dziś wszyscy jesteśmy uzależnieni. Jesteśmy uzależnieni od wypalenia, od nawału obowiązków i od przechwalania się nawałem obowiązków. A jakiego języka używamy, żeby o tym mówić! ”Jestem zawalona robotą”, ”Tonę pod nawałem pracy”, ”Nie mam czasu, żeby odetchnąć”. To śmieszne.

Czy czuje, że uczestniczyła w wychowywaniu córek i zawsze była przy nich gdy dorastały? – Nie – przyznaje otwarcie. – Rozmawiałam z nimi o tym. Czuję, że byłam przy nich fizycznie, nigdy nie opuściłam żadnego recitalu, żadnego przedstawienia w szkole, ale czy byłam zawsze obecna? Czy poświęcałam im wystarczająco dużo uwagi? Nie zawsze. Właśnie stąd cały ten ruch promowania świadomego życia, bycia obecnym w 100 procentach, a nie myślenia o tym, co jeszcze trzeba zrobić.

Dużo mówi o świadomości, ale wspomina też o tym, jak wyszła z umysłu - a dokładniej z ciała. Było to zaraz po urodzeniu Christiny. Huffington bardzo się niepokoiła, bo pierwszą ciążę poroniła. – To chyba najbardziej bolesne doświadczenie. Miałam już 36 lat i bardzo chciałam mieć dzieci, lekarze nie wiedzieli co się stało – wspomina. Dwa lata później urodziła Christinę. – Nie mogłam się z nią rozstać. Chcieli ja zabrać, żeby zmierzyć i zważyć, a ja się uparłam, że nie, żeby ważyli przy mnie. Dopiero wiele godzin później pielęgniarka położyła ją do łóżeczka i zasnęłam. I nagle poczułam, że opuszczam swoje ciało i z góry obserwuję wszystko, co się dzieje. Widziałam siebie leżącą w łóżku i całą salę. Wydaje mi się, że to było coś, co Biblia nazywa ”pokojem przewyższającym wszelki umysł”. Wcześniej bałam się zabrać Christinę do domu, ale w tym momencie cały strach minął, czułam, że los mi błogosławi, że wokół mnie może być chaos i bałagan, ale i tak wszystko będzie dobrze.

Wierzy w życie pozagrobowe i choć jej rodzina nie była religijna, pamięta, że modliła się jako trzyletnie dziecko. – To oczywiste, że jest coś jeszcze - przekonuje. – Moją druga książkę odrzuciło 36 wydawców. Mieszkałam wtedy w Londynie, któregoś razu idąc ulicą zauważyłam bank Barclays. Weszłam i poprosiłam dyrektora o pożyczkę, a on z jakiegoś powodu mi ją dał. Nazywał się Ian Bell, do dziś wysyłam mu kartki na święta.

Zastanawiam się do czego zmierza. – Dużo o tym mówię – wyjaśnia, jakby czytając w moich myślach, - bo mam wrażenie, że zbyt często uważamy, że wszystko zależy tylko od nas samych, że żyjemy zupełnie sami w jakimś obojętnym wszechświecie. A przecież często otrzymujemy pomoc od ludzi, czasami w zupełnie niespodziewanych okolicznościach. Jak w bajce, gdzie różne zwierzęta przychodzą nie wiadomo skąd, żeby pomóc bohaterom, którzy zgubili się w ciemnym lesie. W naszym życiu jest dużo takich pomocnych zwierząt, tylko że występują przebrane za ludzi, albo dyrektorów banku.

”The Huffington Post” słynie z tego, że wszyscy blogerzy pracują tam za darmo. Wystarczy krótka rozmowa z Huffington, by zrozumieć jak jej się to udaje – jest czarującą i rozbrajającą osobą. Na spotkanie przyniosła pięć kartek z notatkami na mój temat; sama bym jej płaciła, żeby była moją przyjaciółką.

Czy naprawdę jest tak szczęśliwa i spełniona, jak to pokazuje? – Czuję, że to zdecydowanie najlepszy czas w moim życiu, ale oczywiście lepiej odpukać w niemalowane – zastrzega i puka w stół. – Wszystko może się wydarzyć. Życie jest kruche. To wszystko... – urywa i przez chwilę się zastanawia. – Moje nastawienie do tego co się dzieje jest ważniejsze od tego co się dzieje – stwierdza i uśmiecha się ze spokojem.

Tematy:

Nieprawidłowy email