Streisand bez kompleksów

Skończyła 71 lat i wciąż zachwyca. Talentem, poczuciem humoru i urodą, która jeszcze 50 lat temu wydawała się dosyć kontrowersyjna i trochę dziwna. Dla nieznanej gwiazdki broadwayowskich teatrzyków duży nos i charakterystyczne usta nie były najlepszą przepustką do kariery. A jednak. Barbra Streisand udowodniła, że kompleksy to... iluzja.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Obejrzyj relację z pokazu SIMPLE! : Simple - to już 20 lat!

„Zanim wejdzie do pokoju, najpierw dumnie wkracza jej nos, później zjawiskowo piękne dłonie, potem oczy, a na samym końcu reszta jej dosyć pospolitego ciałka“. Tak podobno o Barbrze Streisand powiedział kiedyś Truman Capote, słynny amerykański pisarz i celebryta o niezwykle ciętym języku i ostrym piórze. Nie miał na myśli nic złego. Wprost przeciwnie. Truman lubił Barbrę, podziwiał jej oryginalny sposób bycia i pewien charakterystyczny styl, choć sam wolał towarzystwo eleganckich kobiet z wyższych sfer: Jackie Kennedy, Glorii Vanderbilt Lumet i Lee Radziwill. Bo Streisand, mimo, że od zawsze miała magnetyzm i oryginalną urodę, nie miała według niego... klasy. Być może Truman wolał typ dziewczyn, który kochała w latach 60 cała Ameryka - słodkie, mizdrzące się kociaczki. A Barbra miała swoje zdanie, temperament i niezły charakterek.

Brzydula

O tym, że wygląda „dziwnie“ Barbra słyszała w swoim życiu wiele razy. W jednym z wywiadów wspominała nawet, że niekiedy matka zakłopotana jej urodą mówiła znajomym przyglądającym się jej z politowaniem: „ To jest Barbra, ale mam jeszcze jedną córkę i tamta jest ładniejsza“.Barbra starała się nie zwracać na to uwagi. Nabrała dystansu do swojego wyglądu i postanowiła z tego, czym obdarowała ją natura uczynić swój atut. A oprócz charakterystycznego nosa oraz wyjątkowo pięknych dłoni o szczupłych palcach i wypielęgnowanych paznokciach, miała przecież niezły głos i ogromny talent aktorski. Jak się okazało to w zupełności wystarczyło, żeby stać się gwiazdą.

Barbra urodziła się w 1942 roku w niezbyt zamożnej żydowskiej rodzinie na nowojorskim Brooklynie. Jej dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych, bo ojciec umarł kiedy miała niespełna 2 lata, a z ojczymem nigdy nie nawiązała bliskiej więzi. Do dziś nie lubi wspominać tamtych czasów i woli opowiadać o tym jak dorastała i buntowała się przeciwko światu.

Barbara staje się Barbrą

Od najmłodszych lat chciała być oryginalna. Zaczęła od zmiany imienia twierdząc, że jej prawdziwe „Barbara Joan“ brzmią zbyt zwyczajnie, a „Barbra“ jest już o wiele ciekawsze i intrygujące. Postanowiła też zmienić swój wygląd. „Utleniłam włosy na platynowy blond, używałam jaskrawej szminki i tęczowych cieni do powiek. Za wszelką cenę chciałam być oryginalna i wyróżniać się z tłumu" – wspomina. Nie wiadomo czy poskutkowało zmienione imię czy może dziwaczny makijaż, ale już jako 18-latka zaczęła śpiewać w popularnych nowojorskich klubach i próbować swoich sił w małych teatrzykach na Broadwayu. W 1961 roku podczas pierwszego występu telewizyjnego w słynnym programie The Tonight Show zaśpiewała piosenkę „A Sleeping Bee“ (do której słowa, nota bene, napisał Truman Capote) posypały się poważniejsze propozycje zawodowe. Główna rola w broadwayowskim przedstawieniu „I Can Get It for You Wholesale“, kontrakt na płytę z Columbia Records i propozycje ról filmowych.

Barbra Streisand, 1966 rok / GettyImages

Nic jej nie złamie

Siłą fenomenu Barbry Streisand jest oprócz niebywałego talentu (szczególnie komediowego) wiara w siebie i optymizm. Nie poddała się kiedy w latach 60-tych okazało się, że o ile Nowy Jork jest nią zachwycony, na amerykańskiej prowincji postrzegana jest jako „brzydula“, a jej żarty z samej siebie, ze swojego wyglądu i żydowskiego pochodzenia nikogo nie śmieszą. Nie wpadła w depresję gdy wielokrotnie przyznawano jej tytuł najgorzej ubranej kobiety roku (nie zostawiając na niej suchej nitki, nawet wtedy gdy odbierała Oskara). Nie załamała się nawet kiedy pojawiła się w kontrowersyjnej kreskówce „South Park“ jako Mecha-Streisand, mechaniczny potwór siejący spusztoszenie.

Zawsze miała dystans do samej siebie i swoje zdanie. Dobrze wiedziała czego chce, choć wielu doradców sugerowało jej zmianę wizerunku lub operację nosa (żeby był podobny do noska Catherine Deneuve), albo inną drogę kariery. Streisand pozostała wierna sobie - mimo wszystko i nawet za cenę porażki. Postanowiła przeć do przodu i na zawsze zapomnieć o swoich wadach. Wiedziała, co tak naprawdę jest dla niej ważne. "Moje wady? Nie mam żadnych. Wciąż oglądając "Zabawną dziewczynę" nie mogę nadziwić się jakaż to ja jestem urocza i utalentowana. No, może tylko ten nos jest trochę za duży" – mówi ze śmiechem. Ten słynny „za duży“ nos stał się jej znakiem rozpoznawczym i uczynił z Barbry wspólczesną ikonę piękna, kreując nowe kanony urody. Jej błyskotliwa kariera była dowodem na to, że w Hollywood liczy się nie tylko ładna buzia, ale również – a może przede wszystkim ¬– talent.

Barbra Streisand, Adele, Shirley Bassey, lity 2013, GettyImages

Pełen humoru stosunek Streisand do jej wydatnego nosa i charakterystycznych semickich rysów miał również działanie terapeutyczne dla milionów kobiet na całym świecie, które pielęgnowały w sobie kompleksy nie umiejąc nabrać do nich właściwego dystansu. Trzy lata temu amerykańska edycja Harper’s Bazaar opublikowała zjawiskową sesję inspirowaną dawnymi zdjęciami i stylem Barbry Streisand. Do zdjęć pozowała inna gwiazda z „za dużym“ nosem - Jennifer Aniston. Nikt nawet nie odważyłby się skomentować ich nosów – są piękne, wyjątkowe, niepowtarzalne.

Okładka Harper's Bazar z Jennifer Aniston
Barbra Streisand, 1965 rok

„Niekiedy jest z niego pożytek, bo parodiujące mnie drag-queens nie muszą maskować swoich wielkich męskich nosów, żeby się do mnie upodobnić. Pomyślcie jaki mieliby problem, gdybym miała nosek jak Audrey Hepburn albo Betty Davies“ – powiedziała Barbra w jednym z wywiadów.

Ikona stylu

Jej filmy się nie starzeją. Do dziś Barbra rozśmiesza do łez w „Zabawnej Dziewczynie“, „No i co doktorku?“ , zachwyca w „Hello, Dolly“ i „Narodzinach gwiazdy“, wzrusza w „Yentl“ i „Księciu przypływów“, zadziwia doskonałą formą w „Poznaj moich rodziców“ oraz w najnowszej komedii „Mama i ja“. Doskonale znamy jej piosenki, śledzimy plotki o romansach i związkach (z Andre Agassim, Omarem Sharifem, Ryanem O'Nealem, Warrenem Beatty, Donem Johnsonem, Jonem Petersem, a nawet kanadyjskim premierem Pierrem Trudeau) i podziwiamy wielkie serce (jej fundacja w 2007 roku przekazała 12 milionów dolarów na cele charytatywne).

Wsytawa 'The Collection of Barbra Streisand', 2009 rok / Getty Images
Zdjęcia vuMag BlueServices

W kwietniu Barbra Streisand skończyła 71 lat. Wygląda fantastycznie - na nie więcej niż 60. Co robi, żeby zachować młodość? Niewiele. W latach 60-tych uprawiała jogę, chodziła na lekcje baletu i intensywne ćwiczenia ortopedyczne. Na przełomie lat 70-tych i 80-tych, tak jak większośc amerykańskich gwiazd (z Jane Fondą na czele) poddała się modzie na aerobic, a dziesięć lat później zafascynowała ćwiczeniami pilates. Teraz twierdzi, że nie ma cierpliwości do ćwiczeń – nawet tych wokalnych – i szybko się nimi nudzi. Ma słabość do francuskich serów i nie może żyć bez naleśników obficie polanych syropem klonowym choć wie, że powinna kontrolować wagę.

Barbra Streisand z mężem Jamesem Brolinem

Od dwóch lat razem z mężem Jamesem Brolinem korzysta z programu dietetycznego Jenny Craig, który polega na dostarczaniu do domu klienta gotowych, zbilansowanych i niskokalorycznych posiłków na cały dzień. Kiedyś uwielbiała się opalać, dziś – ponieważ mieszka w Beverly Hills – nie wychodzi z domu bez kremu z filtrem SPF 45. Nie przepada za makijażem, nie przesadza ze zdobyczami chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej lecz nie komentuje zdjęć z 2003 roku, na których widać ją wychodzącą z kliniki chirurgii plastycznej z szyją i twarzą szczelnie zawiniętą w półprzezroczysty szal. Naciera kolana, łokcie i dłonie sokiem z cytryny jak w filmie „Funny Girl“ wierząc w jego właściwości wybielające. Regularnie chodzi na manikiur, bo przecież piękne dłonie to wciąż jej kapitał. Nie lubi chodzić na zakupy, przymierzać ubrań i snuć się po markowych butikach. Jedyną jej słabością są sklepy vintage – w nich może przesiadywać godzinami.

Na oficjalne przyjęcia i wielkie gale wciąż ubiera ją przyjaciółka, Donna Karan, która wie co lubi Barbra – czerń, trochę blasku i koniecznie luźna, elastyczna talia, żeby czuła się komfortowo gdy przesadzi z naleśnikami. Czy to wszystkie sekrety jej urody? Nie, są jeszcze dwa, największego kalibru. Optymizm i miłość!

Z ich siłą duży nos przegrywa w przedbiegach i nie warto się nim przejmować.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Tematy:

Nieprawidłowy email