Rynek wynajmu to prawdziwy Dziki Zachód

Natalia Fiedorczuk wydała właśnie „Wynajęcie”, album ze zdjęciami, które pokazują, jak wyglądają w Polsce mieszkania do wynajęcia. Okazuje się, że ten prawdziwy estetyczny horror może być doskonałym źródłem inspiracji.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Jerzy Zawisak: Pamiętasz pierwsze mieszkanie, które wynajmowałaś?

Natalia Fiedorczuk: Tak, byłam na pierwszym roku studiów w Poznaniu. Po trzech miesiącach zrejterowałam z akademika, żeby razem z grupą znajomych poszukać oddzielnego lokum, bo w akademiku było bardzo mało miejsca. Dodam, że były to studia artystyczne, więc również towarzystwo specyficzne.

Wynajęliśmy mieszkanie w samym centrum. W połowie zrujnowane, bez doprowadzonej energii elektrycznej i wody. Okupowaliśmy drugą połowę lokalu, dwa pokoje z kuchnią. Paliło się w piecach – brykietem lub węglem, do tej pory dużo mieszkań w stolicy Wielkopolski jest w takim standardzie. Stare kamienice w śródmiejskich dzielnicach (Centrum, Łazarz, Jeżyce, Wilda) nie zostały zniszczone w czasie wojny, a nie wszędzie dotarła jeszcze gentryfikacja, wypierając "rdzennych" mieszkańców budynków.

To pierwsze mieszkanie było niczym żywy stereotyp lokalu okupowanego przez studentów ASP: malowniczy chaos, niski standard, porozrzucany sprzęt malarski, komputery stojące na skrzynkach po owocach. Nie wytrzymaliśmy tam długo, bo w w brudzie i chłodzie (zima była ciężka) mało kto da radę.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Od jak dawna wynajmujesz mieszkania?

Wyprowadziłam się z domu na drugim końcu Polski mając 19 lat. Teraz mam 29 i mieszkam w moim szesnastym.

Co najbardziej dotknęło cię, kiedy odwiedzałaś mieszkania do wynajęcia?

Jest to zdecydowanie rynkowa nisza, skierowana do ludzi zawieszonych w materialnym "półbycie". Oczywiście, są stancje typowo studenckie, ocierające się o klimat akademika. Rzecz w tym, że po studiach mało kto zdobywa od razu na tyle intratną zawodową pozycję, by było go stać na wzięcie kredytu. Nie każdy otrzymuje mieszkanie po dziadkach. Zmieniamy miasta, przeprowadzając się za pracą. Mnie w mieszkaniach, przynajmniej tych przedstawionych na fotografiach zgromadzonych w publikacji "Wynajęcie", uderza ich tymczasowość.

Nie zachęcają do "osiedlenia się" tam na stałe. Są umeblowane w charakterystyczny sposób, ich estetyka jest ustalona. Oczywiście są również oferty skierowane do zamożnych profesjonalistów, przeprowadzających się z całymi rodzinami, ale zazwyczaj ich ceny odpowiadają luksusowym standardom: są za wysokie dla młodej osoby zarabiającej średnią krajową.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Dlaczego właściciele mieszkań, które wynajmujemy, wypełniają je różnymi, często bardzo osobistymi drobiazgami, bibelotami? Chcą w ten sposób zaznaczyć swoją obecność?

Mieszkania często zapisywane są w spadku: podejrzewam, że nie zawsze są środki, czy czas oraz chęci na wykonanie remontu i pozbycie się śladów bytności poprzedniego właściciela. Poza tym, jak twierdzą agenci nieruchomości – umeblowane mieszkania lepiej "schodzą". Tyle, że nie wiadomo czy dlatego, że nieumeblowanych mieszkań praktycznie na rynku nie ma. W szczegółach urządzone mieszkanie z punktu widzenia lokatora jest zdecydowanie miejscem tymczasowym, spycha go do zawieszenia pomiędzy rolą gościa a "pana na włościach". Gość nie musi płacić za goszczenie, najemca płaci. Z kolei osoba zadomowiona ma ingerencję w wygląd swojej osobistej przestrzeni.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Ponad 90 proc. mieszkań do wynajęcia to mieszkania umeblowane. Wbrew pozorom często to, co traktowane jest jako dodatkowa wartość, staje się przekleństwem przyszłych lokatorów. Jak wyglądało najbrzydsze mieszkanie do wynajęcia, które odwiedzałaś?

Zdecydowanie przykład, który zawarłam również we wstępie do książki: wanna w łazience zawalona węglem. Ale było to dziesięć lat temu i podejrzewam, że sytuacja mogła się zmienić. Jedno z mieszkań do wynajęcia w Warszawie, na Mokotowie umeblowane było meblami z lat pięćdziesiątych w całości, wyglądało jak plan filmowy "Wojny domowej".

Oczywiście takie wnętrza są teraz niezwykle modne, jednak w tym, które oglądałam, podejrzane były kanapo-wersalki, z wieloletnimi zaciekami. Sprawiały wrażenie zamieszkałych. Na zdjęciach w książce możemy zaobserwować "mieszanie się" trendów archaicznych z jaskółkami nowoczesności. Na przykład klasyczne wnętrze z meblościanką, ławą (koniecznie przykrytą szybą) i dwoma fotelami: z boku wykwita popularny model stolika ze szwedzkiej sieciówki meblarskiej. Na stoliku stoi laptop. Stolik jest kolorowym ptakiem w brunatnej tonacji wnętrza.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Co jest największym przekleństwem mieszkań do wynajęcia?

Myślę, że raczej czynnik międzyludzki niż coś namacalnego w samym wnętrzu. Sytuacja wymarzona to taka, w której właściciel obdarza nas zaufaniem i zgadza się na ingerencje w obrębie wyglądu wnętrza, a nawet remont.

Z drugiej strony lokator może zaufać właścicielowi, że ten nie podniesie czynszu o 150% procent po takim remoncie sprokurowanym przez lokatora. W interesie obu stron jest długoletnia, owocna relacja. Największym według mnie przekleństwem nie są archaiczne meblościanki, czy stary telewizor w kącie, ale przede wszystkim brak zaufania.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Jaki styl króluje w wynajmowanych mieszkaniach?

Styl często przytłacza. Króluje meblościanka: a warto mieć świadomość, że nie jest to relikt poprzedniej epoki, gdyż tego rodzaju kombinowane, ciężkie meble wciąż są produkowane i schodzą z dużym powodzeniem.

W oczy rzuca się też specyficzna funkcja domu, odpowiadająca potrzebom dorosłych ludzi pracujących poza miejscem zamieszkania: kanapa do wypoczynku przed telewizorem, sypialnia z wielkim łóżkiem. Coś pomiędzy przytulnym, obitym dywanami wypoczynkiem, a sztywną, niedzielną atmosferą rodzinnego obiadu.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Ciekawe są też fotografie wnętrz ilustrujące ogłoszenia w portalach z ogłoszeniami nieruchomości.

Zdjęcia zgromadzone w publikacji są obrazami, jak by nie patrzeć, reklamowymi. Nie są to jednak zdjęcia, które spełniają kryteria tego rodzaju fotografii. Są źle oświetlone, przypadkowe, niedbałe. Dodatkowo obrzydzają nieraz kuriozalne pomysły dizajnerskie. Gdyby wpuścić tam profesjonalnego fotografika z pewnością mógłby wydobyć z tych wnętrz jakąś jakość, na przykład "retro", czy "vintage", które jest obecnie bardzo na czasie.

Z Archiwum Natalii Fiedorczuk, Fundacja Bęc Zmiana

Czy wynajmowanie mieszkań to sposób życia czy przykry obowiązek?

Z obowiązku stało się sposobem na życie. Czasem marzy mi się "stabilizacja", ale mam w sobie cechę, która pozwala mi się zadomowić gdziekolwiek bardzo szybko. W obecnym mieszkaniu jesteśmy już rok, w nim przywitaliśmy naszego syna i chociaż jest nam tutaj bardzo dobrze, to coś z tyłu głowy popukuje: "a może inna dzielnica?". Chociaż przeprowadzki są okrutne i męczą straszliwie.

Tematy:

Nieprawidłowy email