RISK: dres to coś, co nas kręci!

Lata 90. to był złoty czas dla agencji reklamowych, teraz podobnie mają młodzi projektanci.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Miały pracę, o której marzą miliony dziewczyn w Polsce. Mimo to postanowiły ją rzucić i rozkręcić własny biznes. To dzięki nim dres, który wcześniej kojarzył się ze strojem sportowym, wszedł na salony. „Nie robimy spodni z trzema paskami. Nasze ubrania to wariacja na temat szarej bawełnianej bluzy z kapturem”, mówią.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Są w stanie zadowolić zarówno rasowego dresiarza, jak i elegancką singielkę. Spotkaliśmy się z nimi w ich showroomie, który mieści się w zabytkowej kamienicy w centrum Warszawy. Antonina Samecka i Klara Kowtun, założycielki marki Risk.made in Warsaw, opowiedziały nam o fenomenie szarej bluzy, która stała się symbolem pokolenia dzisiejszych 30-latków.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: Łukasz Jemioł, Robert Kupisz, RISK – coraz częściej młodzi polscy projektanci do swoich projektów wykorzystują zwykły dres. Polska to społeczeństwo dresiarzy?

RISK: Polska ceni wygodę, a dres to zapewnia. Osoby, które noszą ubrania naszej marki, lubią nie tylko dobrze się czuć, ale też świetnie wyglądać.

VUMAG: Z czym kojarzył wam się dres, zanim powstał RISK?

RISK: Nie robimy spodni z trzema paskami. Nasze ubrania to wariacja na temat szarej bawełnianej bluzy z kapturem. To nie jest stereotypowy, źle kojarzący się kresz. Nasz dres potrafi być elegancki i szykowny. Szara bluza to nowy klasyk, zupełnie jak mała czarna, trencz czy jeansy. Wcześniej pracowałyśmy jako dziennikarki w pismach modowych. W pewnym momencie zauważyłyśmy, że bluzę z kapturem najzwyczajniej się pomija i nie docenia.

VUMAG: Szara bluza z kapturem to było z waszej strony pójście na łatwiznę. Nie chciałyście stworzyć czegoś bardziej oryginalnego?

RISK: Nie zadawałyśmy sobie pytanie o oryginalność tylko raczej o efekt – piękny i wygodny ciuch. Ulepszyłyśmy coś, co już wisiało w naszych szafach. W kolekcjach RISKA są różne ubrania – męskie koszule i marynarki, sukienki księżniczki, mała szara. Punktem wyjścia dla wszystkich jest materiał – szary dres. To nas w ogóle nie ogranicza, raczej inspiruje!

Dresowa bluza robi furorę u młodych projektantów. Kiedy zaczynałyśmy, nikt nie robił takich bluz.

Wtedy wszyscy mówili, że wypuszczamy coś totalnie niszowego. Musimy się do czegoś przyznać. Pracujemy tak intensywnie, że nie mamy czasu na podglądanie konkurencji. Wyróżnia nas stuprocentowe stawianie na kobiecość i męskość – nie szyjemy unisexów. Przykładamy dużą uwagę do tego, by nasze rzeczy nie były sportowe ani nonszalanckie, workowate. Z tego powodu mamy problemy w niektórych szwalniach, bo krawcowe nie są przyzwyczajone do takich cięć na dzianinie. Nie myślimy o dresie, tylko o kroju, który chcemy z niego otrzymać.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: Nosicie ubrania, które projektujecie?

RISK: Od początku chciałyśmy szyć rzeczy, które same będziemy nosić. Pomysł był taki, że ubrania RISKA mają przenosić w strefę luzu, komfortu. Jeśli czujesz się dobrze, w tym, co masz na sobie, również dobrze wyglądasz. Zakładając na randkę małą czarną, dajesz jasny sygnał, że ci zależy. Jeśli zdecydujesz się na naszą „małą szarą”, nie masz takiego ciśnienia.

VUMAG: Pierwszą rzecz zaprojektowałyście dla siebie?

RISK: Chodzimy praktycznie we wszystkich ciuchach RISKA. Żadna z nas nie ma idealnej figury, dlatego tak ważny jest dla nas krój. Antonina ma mocną górę, duży biust, ale fajne nogi. Klara – mały biust i trochę większą pupę. Przez lata ubierając się, wkładałyśmy dużo energii, żeby skorygować mankamenty sylwetki.

Nasze ubrania mają eksponować to, czym chcemy się chwalić – mężczyznom poszerzają ramiona, kobietom rzeźbią talię i biust. Zazwyczaj stroje, które to zapewniają – garnitur, gorsetowa sukienka – są dość formalne. Wymyśliłyśmy coś, w czym czujemy się swobodnie i świetnie wyglądamy. Pewnie dlatego prawie w ogóle nie mamy zwrotów. Oczywiście, to efekt ciężkiej pracy. Czasem szyjemy około 20 prototypów, żeby trafić na właściwy krój. Potem trafiają one do naszych przyjaciół i oni zgłaszają swoje uwagi – wszystkie bardzo cenne.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: Jak wygląda wasza codzienna praca? Szyjecie to, czego akurat same potrzebujecie?

RISK: Zaczyna się o 7 rano, kończy o 3 w nocy. Anotnina długo pracowała jako dziennikarka modowa. Kupowała dużo ubrań znanych projektantów. W Pewnym momencie poczuła, że czegoś jej brakuje, że potrzebuje więcej luzu. Klara kupowała dużo w sieciówkach, ale wszystko natychmiast przerabiała, żeby dopasować to do swojej figury. Uważamy, że trzeba ubierać się nie zgodnie z aktualną modą, ale z własnym stylem. Bezrefleksyjne podążanie za nowymi trendami nie ma sensu, bo nie uwzględnia indywidualnych potrzeb. RISK jest poza modą, nawet poza sezonami. Nasze szorty na przykład świetnie sprzedawały się zimą.

VUMAG: Dlaczego nie macie typowych kolekcji zimowych i letnich?

RISK: Wprowadzamy od 2 do 5 modeli miesięcznie. Mamy kilka modeli Basic, które są dostępne przez cały rok. Nie wycofujemy rzeczy ze sprzedaży, nie wyprzedajemy końcówek serii – po prostu, jeśli coś dezaktualizuje, kończymy produkcję.

VUMAG: Kiedyś, kupując sukienkę od projektanta, kobiety mogły być pewne, że mają coś unikalnego. Wy szyjecie kilkadziesiąt modeli takich samych ubrań. Co różni was od sieciówki?

RISK: Nie jesteśmy sieciówką, bo z każdego modelu powstaje niewiele sztuk. Dla H&M, Zary te liczby byłyby extreme limited edition. Wydając kilka tysięcy na ubranie, nie chcesz spotkać kogoś, kto wygląda jak ty. RISK wytworzył coś zupełnie innego. Kiedy spotykają się dwie osoby, które mają na sobie taką samą bluzę od nas, puszczają sobie oko.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: Macie klientów, którzy ubierają się od stóp do głów w RISK?

RISK: Tak, właśnie przed chwilą wyszła od nas dziewczyna, która ma już chyba wszystkie ubrania RISKA. Szyjemy rzeczy dla fajnych ludzi. Nasze ubrania kupują zazwyczaj osoby w wieku 28-35 lat, ale są też wśród nich babcie i małe dzieci.

VUMAG: Byłybyście w stanie przekonać rasowego dresiarza do noszenia waszych ubrań?

RISK: Tak, przychodzą do nas ludzie, których można tak nazwać, ale chyba trafiamy na ich miłą, serdeczną odsłonę. Nie to duża grupa, ale to też się zdarza.

VUMAG: Czym zajmowałyście się, zanim powstał RISK?

RISK: Klara była kositumografką, a przez chwilę typową biurwą kulturalną. Antonina studiowała italianistykę historię sztuki, ale niczego nie udało się jej skończyć. Przez 12 lat pracowała w pismach kobiecych, pisząc o modzie i urodzie. To nauczyło ją budować wizerunek marki. Spotykała się z największymi projektantami. Oni uświadomili jej, jak ważne są szczegóły – opakowanie, metki, wizytówki, wszywki, wszystko co tworzy nasz image.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: Kłócicie się w pracy?

RISK: Nie, raczej każda z nas przedstawia swoje stanowisko. Co do koncepcji RISKA jesteśmy zgodne, chodzi raczej o sposób pracy. Antonina mogłaby się zaorać, w ogóle nie spać, Klara ceni sobie życie osobiste i czas wolny. Gdybyśmy obie pracowały po mojemu, pewnie leżałybyśmy w szpitalu. Wybierając opcje Klary z wolnymi weekendami, pewnie dziś nie byłybyśmy tak daleko. Sukces leży pośrodku.

VUMAG: W którą stronę będzie podążał RISK? Porzucicie bluzę z kapturem?

RISK: Teraz mamy dużo projektów wnętrzarskich. Ubrałyśmy na przykład załogę jednego z hoteli. Poza tym obie żyłyśmy kiedyś z projektowania wnętrz. RISK to brand, który chcemy rozszerzyć o wnętrza, ubrania dla dzieci, akcesoria dla psów itp. Ważne są dla nas potrzeby odbiorców – 30-latków, którzy mają fajny tryb życia, ładnego psa i ćwiczą jogę. Możemy dla niego zrobić wszystko, nawet tapetę.

Zdjęcia vuMag BlueServices

VUMAG: To dobry czas dla młodych polskich projektantów. Gdybyście zaczynały 10 lat temu, byłoby wam łatwiej?

RISK: Lata 90. to był złoty czas dla agencji reklamowych, teraz podobnie mają młode marki.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Nieprawidłowy email